sobota, 20 lutego 2016

;)

No cześć wam wszystkim ;). Wiem, że dawno nie dawałam znaku, ale każdy z was wie jak to jest jak jest szkoła ;). Jestem bardzo, ale to bardzo ciekawa czy ktoś tu jeszcze wpada ;). Długi czas nic nie wstawalam ;//

Dajcie znać ^^ Czy jeszcze wpadacie ;)

piątek, 30 stycznia 2015

Rozdział 61

TYDZIEŃ PÓŹNIEJ



***perspektwa Ashley'a***


Co ja najlepszego zrobiłem?! Nie widziałem Lizzy od tygodnia , nie wiem co się z nią dzieje , nikt nic kompletnie o niej nie wie. Martwiłem się , że coś mogło jej się stać. Od jakiś 5 dni ciągle siedzę w bałaganie w pokoju i praktycznie z niego nie wychodzę. Szczerze to nawet nie wiem co u reszty. Nikogo też nie chcę wpuszczać do pokoju , nikogo nie chcę widzieć , z nikim nie chcę rozmawiać. Ja chcę żeby wróciła do mnie Elizabeth. Strasznie mi jej brakuje. Potrafię przepłakać całe noce. Jakim ja jestem kretynem... Czy ja pomyślałem co ja robię? Widocznie nie. Mnie już całkiem popierdoliło.


***perspektywa Andy'ego***


Codziennie kontaktowałem się z Elizabeth. U niej wszystko jest jak w najlepszym porządku, z czego bardzo się cieszę. Elizabeth jest nie daleko nas, wynajęła sobie pokój w hotelu. Dziś spotkamy się żeby chociaż trochę porozmawiać. Brakuje jej w tym domu. Bez niej jest jakoś tak...Pusto. Gdyby dała się namówić do tego aby wróciła do nas wszystkich do domu gdzie jest jej miejsce to było by super. Dobrze wie, że ją wszyscy kochamy i tęsknimy za nią. A jeszcze najgorsze jest to, że muszę resztę przyjaciół okłamywać, że nie wiem co z nią. Głupio mi strasznie jest z tego powodu, ale ja jej to obiecałem, że zatrzymam na razie to dla siebie. Jeszcze ten Ashley... Biedny w ogóle nie wychodzi z pokoju z nikim też nie rozmawia. Chamsko się zachował co do Elizabeth, nie powinien tak wybuchać złością. Tak siedziałem i rozmyślałem nad wszystkim aż nagle dostałem wiadomość od... Lizzy.
~Cześć Andy, dziś o 17 będę na Ciebie czekać w ' Zakazanym ogrodzie '.
Była godzina 14:38. No to trzeba zacząć powoli się ogarniać. Zostawiłem telefon i poszedłem wziąć prysznic.

***perspektywa Sophie***

Nudziło mi się już trochę, więc myślałam, że pójdę chociaż do Andy'ego trochę pogadać. Kiedy weszłam do jego pokoju, Andy'ego w nim nie było, a na łóżku leżał telefon, który cały czas pipkał. Ciekawość trochę mnie zżerała więc podeszłam, wzięłam do dłoni jego telefon i to co zobaczyłam lekko powaliło mnie na łopatki. Wychodzi na to, że Andy cały czas kontaktuje się z Elizabeth. 
-Czemu ty trzymasz mój telefon?-usłyszałam po chwili
Odwróciłam się, a za mną stał w ręczniku Andy. Nie miał za ciekawej miny, cholera... czemu ja zawsze muszę być taka ciekawska i po co brałam ten jego telefon.
-Co to ma znaczyć?zapytałam trochę zła.-Dlaczego nie powiedziałeś??
-Może dlatego, że jej to obiecałem! Po co w ogóle brałaś mój telefon?
-Ja...ja nie chciałam..
-Dobra...Olać to.. Ale teraz TY mi obiecaj, że nikomu nie powiesz o tym. Ja chcę z nią porozmawiać żeby wróciła do nas do domu. Sama widziałaś co się z Ash'em dzieje. Tak dalej być nie może.
-Obiecuję, że nie powiem. Widzisz się z nią dziś?
-Tak. O 17.
-Mhm, to może ja już pójdę ty się przyszykuj.
Uśmiechnęłam się i powoli wyszłam z jego sypialni. Poszłam do kuchni coś zjeść bo coś lekko zgłodniałam. Kiedy otworzyłam lodówkę popatrzyłam się tylko do środka i zamknęłam, bo .... Bo była prawie pusta. W takim razie trzeba iść na jakieś małe zakupy żeby chociaż coś na kolację można było zjeść. Poszłam do swojego pokoju, przebrałam się, potem drapnęłam z szafki klucze od domu, telefon, kurtkę i wyszłam z domu do sklepu. Szłam sobie wolno chodnikiem, pogoda była piękna i słoneczna. Uwielbiam taką pogodę. Po kilkunastu minutach weszłam do sklepu, zaczęłam myśleć nad tym co by tu wziąć a tu nagle....


***perspektywa Elizabeth***

Przed spotkaniem z Andy'm, wybrałam się do sklepu po małe zakupy. Od tygodnia ciągle tylko jem, jem i jem, a do tego... zaczęłam wieczorami pić sporo alkoholu. Nie pisałam o tym Andy'emu,nie chcę żeby o tym wiedział. Co wieczór opijam smutki, siedzę cały czas sama w tym pokoju, nie maco robić.. Tylko telewizja, butelka wódki lub whisky i tak siedzę. A jak moje zakupy będą teraz wyglądały? Oczywiście ze dwie lub trzy butelki alkoholu, chipsy i tak będzie wyglądał mój dzisiejszy wieczór. Kiedy w sklepie już brałam drugą butelkę whisky, za rogiem zauważyłam Sophie, która na mnie się patrzyła. Zrobiłam na nią wielkie oczy, wsadziłam trzecią butelkę i pobiegłam do kasy. Szybko zapłaciłam i wyszłam ze sklepu. Szłam szybkim krokiem w stronę hotelu by jak najszybciej tam się dostać i nie pokazywać się Sophie. Za rokiem jednego budynku już zwolniłam, wątpię aby jednak za mną szła.
-A kuku.-usłyszałam i podskoczyłam ze strachu
A za mną stała nie kto inny jak Sophie. Zatkało mnie i stałam jak słup soli. W ogóle nie wiedziałam co mam w tym momencie zrobić, nawet nie wiem czy się odezwać.
-Skąd ty .... ?
-Lizzy, skąd TY tu jesteś?
-Co... nie cieszysz się, że mnie widzisz?
Poczułam się trochę inaczej. Od razu poczułam wewnątrz taką pustkę.
-Cieszę się, ale ... dlaczego nie dałaś znać np. mi, że jesteś całą i zdrowa. Tylko Andy'emu...
-Skąd to wiesz?-warknęłam
-Wzięłam jego telefon...-powiedziała spuszczając głowę
Sophie stać na wszystko, nawet na wzięcie czyjejś prywatnej rzeczy. Ale żeby brać czyjś telefon i sprawdzać wiadomości?
-Jak mogłaś?-popatrzyłam się na nią.
-Kurczę posłuchaj. Wszyscy za tobą tęsknią...-zaczęła
-Bla bla blaa... ciekawe...
-Elizabeth!! Ashley cały czas siedzi w tym swoim zasranym pokoju!  Nie wychodzi z niego i ciągle  tylko pije! Wie, że źle postąpił!
-Wybacz Sophie muszę lecieć.-pożegnałam się i zaczęłam iść
-Ale Elizabeth!!
Nie słuchałam jej dalej, tylko po prostu szłam przed siebie. Muszę szybko się ogarnąć bo za niedługo spotykam się z Andy'm. Kiedy byłam już w pokoju, rozpakowałam zakupy, wzięłam potrzebne rzeczy do ubrania i poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic. Po prysznicu ubrałam się, rozczesałam włosy, związałam w wysokiego kucyka, zrobiłam lekki makijaż i mogłam już wychodzić. Truptałam powoli do restauracji, w której miałam się spotkać z Andy'm. Po kilku minutach doszłam na miejsce i zobaczyłam już przy stoliku siedzącego Biersacka. Weszłam i gdy tylko mnie zobaczył, uśmiechnął się i wstał by się ze mną przywitać.
-Cześć małaa.-przytulił mnie
-Hej duuuży.-zaśmiałam się
Usiedliśmy do stolika lekko się uśmiechając. Kelnerka wzięła od nas zamówienie i zostało tylko na nie czekać. Między nami nastąpiła niezręczna cisza. Po chwili ciszę przerwał Andy.
-Lizz, wiesz.....-zaczął, ale tak jakby nie wiedział jak dalej mówić
-No słucham cię.
-Musimy poważnie porozmawiać....


---------------------------------------------------------------------------------------------------
O matko... ja was naprawdę przepraszam, ale nie wiem jak długo pociągnę tego bloga. Jest z tym wszystkim coraz gorzej i wiecie...Pisanie już mi totalnie nie idzie, wyszłam tak jakby z wprawy albo po prostu nie umiem pisać takich opowiadań ;) Jeszcze raz was naprawdę przepraszam  i wybaczcie mi too wszystko ;))

~Elizabeth



środa, 28 stycznia 2015

Helouu ^^

No cześć ^^
Tak wiem, wiem, bardzo długo mnie tu nie było. ;//
Ale są pewne sprawy, które nie dają mi czasu aby tu wpadać i pisać.
Wpadacie tu jeszcze?
Jeśli tak, dajcie znać w postaci komentarza, a ja do soboty postaram się coś napisać ^^

Bajoo ^.^

~Elizabeth

czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 60

***perspektywa Jinxx'a***
-Zostawcie nas samych.-powiedziała Rebeca
-Rebeca. Ja z nim pogadam.-powiedziałem
Wskazałem reszcie aby poszła gdzieś abyśmy zostali sam na sam. Muszę z nim porozmawiać, bo to zachowanie nie było normalne. Nie wiem co mu odpierdoliło, ale przegiął pałę. Zamiast się cieszyć, że Elizabeth odzyskała pamięć, to on tak na nią naskakuje. Kto normalny by tak zrobił? Chyba tylko idiotę na to stać. Dobrze, że Andy ją zabrał, niech pobędzie z nią trochę. Kiedy wszyscy zniknęli mi z pola widzenia zacząłem mówić do Ashley'a.
-Czy ciebie już całkiem pojebało?-warknąłem
-A tobie o co chodzi?!
-Ty do mnie z tekstem o co mi chodzi?! O co tobie do jasnej cholery chodzi! Coś narobił? Czemu tak naskoczyłeś na Elizabeth?!
Widać, że byłem zły bo coraz głośniej się na niego wydzierałem. Zależy mi na Elizabeth to fakt, ale wątpię, że kiedykolwiek będziemy razem. Ona kocha Ashley'a, a on kocha ją. Tyle razy już przeżyli, ale ja nie dam Ashley'owi jej skrzywdzić!
-Odezwiesz się w końcu?-warknąłem
Zaraz jak się wkurzę to wszystko powiem co do Lizz czuję i niech stracę. Najwyżej mnie zabije. Ashley dalej milczał, myślałem, że mu zaraz wykurwie w ten kudłaty łeb.
-Nie wiem co mi odwaliło.-zaczął mówić.-Zaskoczyłem się i jakoś... tak samo to ze mnie wyszło.-tłumaczył.
-Ale ja tego nie pojmuję! Jak można aż tak na dziewczy....
-Nie kończ... Idę się przejść.-powiedział i wyszedł
.
***perspektywa Andy'ego***
Zabrałem Elizabeth z salonu i wyprowadziłem na zewnątrz. Widziałem, że trochę jest smutna. Szczerze to nie dziwię jej się. Jak można tak naskoczyć na swoją dziewczynę.
-Dobrze się czujesz?-zapytałem
-Tak, wszystko jest okey.
Nie zadawałem jej więcej nie potrzebnych pytań. Będzie chciała to sama coś powie.
-Przejdziemy się?-zapytałem.
-Tak z chęcią.
Objąłem ją ramieniem i ruszyliśmy w stronę parku. Coś mnie tknęło i obejrzałem się za siebie. Za nami zauważyłem Ashley'a. Patrzył się na nas stojąc w miejscu. Patrzył się wrogim wzrokiem. Mam nadzieję, że wojny nie zrobi. Po chwili ruszył za nami. Ashley złapał mnie za ramię.
-Mogę porozmawiać z Elizabeth?-zapytał
Elizabeth kiwnęła do mnie głową na tak.
-No okey. Uważaj.-powiedziałem tak aby Lizz'y nie słyszała.
Zostawiłem ich samych a ja poszedłem do domu. Mam nadzieję, że nic się nie stanie.


***perspektywa Elizabeth*** 
Szłam z Ashley'em mimo iż miałam iść z Andy'm w stronę parku. Żadne z nas się nie odzywało. Ja się nie odzywałam, to on chciał pogadać ze mną, a nie ja z nim. Usiadłam na ławce, którą zauważyłam i czekałam na rozmowę.
-Lizz... Ja...-jąkał się Ashley.-Ja chciałem cię przeprosić. Nie chciałem żeby to tak wyszło. Zaskoczyło mnie to i... wybacz mi.
Nie odzywałam się. Bolało mnie to, że tak zareagował na to, że odzyskałam pamięć. Patrzyłam w całkiem inną stronę, czy to ma sens? Czy życie tutaj jest coś warte? A gdyby tak... hmm.. Pożegnać się z tym wszystkim? Nie Lizz... Nie myśl o tym. A może jednak?
-Lizz?
Popatrzyłam tylko smutnym wzrokiem na niego. Wiem, że żałuje tego, ale co ja mam zrobić? Wybaczyć mu wybaczę, ale co dalej?
-Wybaczam ci.-odezwałam się w końcu.
Ashley szczęśliwy szybko i mocno mnie przytulił. Nie bardzo odwzajemniłam to, nie chce mi się żyć już. Lizz ogarnij się! Nie myśl o samobójstwie! Nagle poczułam na swoich ustach usta Ash'a. Całował mnie namiętnie, ale tak samo jak przytulenia nie odwzajemniłam. Nie wiem co się ze mną dzieje.

***perspektywa Sophie***
Przypomniała mi się akcja z kuchni jak Jinxx powiedział, że zakochał się w Elizabeth. Jestem ciekawa jak to z tym wszystkim będzie. Aż trudno uwierzyć, że to Jinxx się w niej zakochał. Będę musiała z nim pogadać, może to tylko zauroczenie i pewnego dnia minie. Gorzej będzie jak to nie minie. Siedziałam w pokoju i myślałam. Myślałam jak nadam imię dziecku i jak pogadać z Jinxx'em.
-O czym ty tak myślisz?-zapytał Christian
-A myślę nad imionami dziecka.
-Mysiu mamy jeszcze czas.Chociaż... Czasami sam o nich myślę.-mówił.
Uśmiechnęłam się tylko i dalej myślałam, cholera ja musze porozmawiać o tym z Jinxx'em.
-Zaraz wracam.-powiedziałam i cmoknęłam CC'ego.
Wyszłam z pokoju i poszłam poszukać Jinxx'a. Miałam nadzieję, że szybko go znajdę. Weszłam do kuchni i zobaczyłam, że robi coś do jedzenia.
-Mi też możesz coś zrobić do jedzenia.-zaśmiałam się
-CC! Twoja wybranka chce coś do jedzenia !!
-Jinxx ! Cicho , ja chciałam z tobą porozmawiać.-powiedziałam ciszej
Jinxx popatrzył na mnie zdezorientowanym wzrokiem.
-Em... o co chodzi ?-zapytał mnie wystraszony
-Mam nadzieję, że nie będziesz na mnie zły.-zaczęłam.-Bo ja.. podsłuchuchałam twoją rozmowę i usłyszałam jak powiedziałeś , że ... Zakochałeś się w Elizabeth.
Po moich słowach Jinxx tylko popatrzył na mnie smutnym wzrokiem i odwrócił się do mnie tyłem. Milczał. Tak samo jak ja. Chciałam z nim porozmawiać , a teraz nie wiem co mam mówić. Fakt , już nie raz robiłam za psychologa , ale ta sprawa jest zbyt trudna. Elizabeth to moja kuzynka , a poza tym wiem co by się stało jakby Ashley dowiedział się o zakochaniu się w Elizabeth.
-To o tym chciałaś porozmawiać?-zapytał dalej stojąc do mnie tyłem.
-Tak , ale proszę mógłbyś odwrócić się do mnie przodem?
Kiedy to zrobił w jego oczach zauważyłam łzy. Zrobiło mi się go na prawdę szkoda. Jeszcze nigdy nie widziałam żeby facet cierpiał aż tak.
-Jinxx... usiadź.-powiedziałam i wskazałam krzesło przed sobą.
Jinxx najpierw wyjął z szafki whisky i usiadł na wskazanym miejscu.
-O nie mój drogi , nie będziesz pił.-powiedziałam i zabrałam butelkę.
Widać , że trochę to go wkurzyło , ale co mam zrobić ? Pozwolić mu sie napić ? Żeby narobił sobie problemów ? Tak to ja się nie bawię , nie pozwolę na to.
-Ale ja ją kocham.-szeptał.
-A czy piciem to wszystko załatwisz ?!
-No nie. Wybacz mi , później dokończymy rozmowę idę do siebie do pokoju. Do potem.
Wstał i szybkim krokiem poszedł w stronę schodów i do swojego pokoju. Coś czuję , że będą kłopoty i to nie małe.

***Perspektywa Elizabeth***
Nie długo po rozmowie , stwierdziliśmy z Ashley'em , że przydało by się pójść do domu. W głowie mojej pojawiało się coraz więcej dziwnych myśli. Raz było by popełnić samobójstwo, teraz żeby zostawić wszystko i wyjechać tam gdzie nikt mnie nie znajdzie , gdzie nikt nie miał by pojęcia gdzie mnie szukać. Zaczynam się już sama o siebie bać , to zaczyna się robić na prawdę dziwne.
-Skarbie? Wszystko w porządku ?
-Em tak , tak. Zamyśliłam się tylko.
Przecież ja mu nie powiem o czym myślę nie wiem co to by się działo.
-Mam pytanko.-zagadałam
-No słucham cię.
-Co byś zrobił jakbyś się dowiedział , że ... nie żyję ?
-Lizz... nie myśl o tym.-usłyszałam tylko i poczułam pociągnięcie za moją rękę.
Boże co ja wygaduję , po co ja sie o to zapytałam. Jaka ja jestem durna. Szłam taka zamyślona , że gdyby nie Ashley leżała bym na chodniku z powibijanymi zębami.
-Patrz jak łazisz.-usłyszałam od niego.
Pierwszy raz w życiu tak do mnie powiedział i popatrzył wzrokiem mordercy. Ja go nie poznaję. Tu najpierw taki delikatny i w ogóle , a momentalnie zmienia się w brutalnego gościa. Co się dzieję?

***perspektywa Jinxx'a***
Ja już nie wiem co mam robić , to wszystko wydaje się takie... dziwne. W moim pokoju były trzy pełne butelki whisky , plus do tego zabrałem tą ze stołu z kuchni. Nie wiem czy Sophie widziała czy nie. Po 20 minutach opróżniłem całą zawartość jednej butelki. Po niej następną i następną. W końcu wziąłem walizkę i zacząłem się jakoś pakować , nie wiem jak to zrobiłem , ale okey. Wszystkiego nie spakowałem bo ledwo cokolwiek wsadziłem do bagażu. Chwiejnym krokiem zszedłem na dół i kierowałem się w stronę wyjścia. Miałem nadzieję , że nikogo nie spotkam na swojej drodze. A jednak... myliłem się. Do domu właśnie weszła Elizabeth z Ashley'em , Andy z salonu wyszedł , a ja stoje nawalony z walizką i się patrzę.
-Co ty odpierdalasz?!-krzyknął Andy
-Ja tak dłużej nie mogę!!
Andy gdzieś pobiegł , a ja miałem za długi język.
-Elizabeth... ja cię kocham.-powiedziałem.
Ashley popatrzył na mnie i na nią.
-Wiedziałem suko !-krzyknął i ... uderzył Elizabeth.
Szybko złapałem bagaż i wybiegłem z domu.

***perspektywa Andy'ego***
Szybko pobiegłem po Sophie. Ona wie co jest grane.
-Sophie! Jinxx jest nawalony , spakował się i powiedział , że dłużej już tak nie może !
Młoda szybko zerwała się na nogi i pobiegła , a ja za nią. Nagle usłyszeliśmy krzyki...
-Wiedziałem kretynko , że mnie zdradzasz ! I to od jakiegoś czasu. !!
-Ash ! Ja nie zdradzam cię , ja cię kocham !
-Kłamiesz!! Wynoś się z tego domu !! Nie chcę cię więcej widzieć !
Wkroczyłem z Sophie do akcji. Zobaczyłem Lizz'y na podłodze trzymającą się za policzek i płaczącą. Nigdzie nie było Jinxx'a.
-Ashley! Coś ty kurwa narobił ?!-krzyknąłem razem z Sophie.
-To co się należało , a teraz niech pakuje swoje szmaty i wynosi się stąd!
Elizabeth bez namysłu podniosła się i pobiegła do pokoju. Jinxx zwiał , nie wiadomo gdzie jest. A teraz jeszcze Lizzy. Musiałem coś zrobić. Postanowiłem , że pójdę do niej i z nią pogadam. Kiedy szedłem na górę , usłyszałem trzask drzwi. Dobrze wiedziałem , że to Ashley. Mam nadzieję , że idiota nic sobie nie zrobi. Na górze zobaczyłem Lizz , pakującą pośpiesznie swoje rzeczy. 
-Co ty robisz?!
-To co widzisz.-powiedziała roniąc łzy
-Zostajesz tu!
-Nie Andy...-powiedziała
Powrzucała niestarannie ubrania do walizki , pośpiesznie ją zamknęła i wyszła. Kiedy dochodziła do przejścia odwróciła się w moją stronę.
-Napiszę ci sms-a gdzie jestem , ale... TYLKO TY masz o tym wiedzieć. Będę pisać. Do zobaczenia.
Tylko tyle powiedziała i wyszła. 


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
niestety wyszłam z wprawy pisania ;( mam nadzieję , że mi wybaczycie :) 
do następnego ;)

środa, 2 lipca 2014

Powrót

Wróciłam ;) odwieszam bloga i zaczynam dalej pisać !
Fakt.. miałam jakieś myśli , aby usunąć WSZYSTKIE blogi , ale jakoś tak weena mnie napadła i wróciłam do Was ;)
Rozdział jest prawie skończony i niebawem się pojawi ;)

bajoo ^^

piątek, 23 maja 2014

#INFORMACJA

Nie chcę, ale muszę ;c ZAWIESZAM BLOGA NA CZAS NIEOKREŚLONY !  Jak wiadomo , zbliża się koniec roku szkolnego i trzeba wszystko poprawiac ;c szkoła jak to szkoła ;//

Okey... mam nadzieję, że mnie nie spalicie , nie zadzgacie widelcami itp ^^

sobota, 3 maja 2014

Rozdział 59

***perspektywa Rebeci***
Zaprowadziłam Elizabeth do salonu gdzie czekali na nią chłopcy. Mówili, że coś przygotują na te chwile i zastanawiam się co oni wykombinowali. Andy obiecał, że nic głupiego i mam nadzieję, że tego dotrzyma. Jestem ciekawa reakcji Lizz'y. Weszłyśmy do salonu.
-Elizabeth... Witaj w domu.-powiedział Andy.
Do Elizabeth podbiegł Ashley. Fakt, że był smutny praktycznie cały czas ale miał nadzieję, że Elizabeth odzyska pamięć. On co wieczór oglądał ich wspólne zdjęcia na których byli uśmiechnięci i szczęśliwi. Lizzy gdyby nie oddzyskała pamięci to biedak by się załamał na dobre.
-Elizabeth... jak się cieszę, że w końcu do nas wrociłaś.
-Em, też się cieszę.
Siedzieliśmy wszyscy do późnego wieczoru. Na prawdę cieszyliśmy się, że Elizabeth wróciła do domu.
-Rebi. Jestem śpiaca, gdzie śpię?-zapytała Lizz
-Chodź zaprowadzę cię.-odezwał się Ashley.
Uśmiechnęłam się do niego, a on złapał Lizz za rękę i zaprowadził do ich pokoju.

*** perspektywa Ashley'a***
Złapałem niepewnie Lizz za rękę i prowadziłem do pokoju. Kiedy weszliśmy do niego na komodzie i szafce przy łóżku były w ramkach nasze zdjęcia, a na łóżku leżał album ze wspólnymi zdjęciami. Elizabeth zaciekawiona co w nim jest wzięła w dłonie i zaczęła przeglądać zdjęcia.
-Musiało być fajnie.-powiedziała patrząc na zdjęcie.
-Fajnie to mało powiedziane Lizz'y
Nastąpiła cisza. Ja... Ja nie wiedziałem co mam mówić. Nie chciałem palnąć czegoś głupiego tak?
-Szkoda, że straciłam pamięć.-szeptała
-Najważniejsze jest to, że jest szansa odzyskania.
Tak bardzo chciałem ją przytulić, mieć ją cały czas przy sobie.

TYDZIEŃ PÓŹNIEJ

Po tygodniu Elizabeth dalej nie odzyskała pamięci. Strasznie mnie to boli, nie wiem co mam ze sobą robić. Siedzę z chłopakami w tym salonie i tylko oglądamy film, pijemy piwo, oglądamy film i tak w kółko. Elizabeth razem z Rebecą robią w kuchni coś do jedzenia. Oj to będzie coś dobrego, to są za dobre zapachy. Nigdy jeszcze nie wydobywały się takie zapachy z tej kuchni, aż dziwne.
-Za pół godziny będzie obiad!-usłyszeliśmy Rebecę.
Jake aż podskoczył z Jinxx'em, musieli się wystraszyć dziewczyny.

***perspektywa Elizabeth***
Pomagałam Rebece robić coś do jedzenia, w końcu chłopaki tego nie zrobią prawda? A poza tym nie pamiętam jacy oni są na prawdę. Może akurat któryś z nich by coś zrobił. Tylko, że... siedząc na kanapie i pijąc piwo nic nie zrobią.
-Elizabeth...? Możesz podać mi garnuszek? On jest tutaj w szafce obok mnie.
-Okey, już podaję.
Schyliłam się, wzięłam do ręki garnuszek i ...... jebut!
-Ała!!!!!!!!!!!-Wydarłam się
 Uderzyłam głową w szafkę z całej siły. Dziwne, że nie straciłam przytomności. Ogarnęłam się i siedziałam na podłodze.
-Nic ci nie jest?-zapytała z troską Rebi
-Nie, na szczęście nie.
Do kuchni wbiegli po kolei: Ashley,Andy,CC,Jake oraz Jinxx. Zobaczyli co się stało i Ashley podbiegł do mnie. O cholibka... Ashley...Mój skarb... Ja...Ja odzyskałam pamięć!! Nie, nie powiem im nic jeszcze. Ale.. Ashley, te wszystkie wspomnienia wróciły. Brakowało mi jego delikatnego dotyku, jego czułych pocałunków każdego dnia. Jego silnych ramion przytulających mnie. Bez namysłu przytuliłam się do Ash'a.
-Nic ci nie jest?-zapytał czule
-Nie, wszystko jest okey Ash-powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Cholera! Siedziałam  na brudnej podłodze. Teraz muszę się przebrać, a jak się przebiorę to umyję podłogi w całym domu, bo mnie trafi.
-Idę się przebrać.-rzekłam i wyszłam z kuchni.
Głowa mnie trochę bolała, ale da się żyć. W końcu przywaliłam całą siłą w szafkę. Cała ja. Wbiegłam na górę po pechowych schodach i skierowałam się prosto do pokoju gdzie są moje rzeczy. Szybko wyjęłam sobie czarne spodenki i czarną poszarpaną koszulkę. Związałam włosy w luźnego koka i wyszłam z pokoju. Pierwsze co pobiegłam załatwić sprawę z podłogą, przecież nie może tu być brudna podłoga. Jak reszta dowie się, że odzyskałam pamięć to wszyscy razem będziemy tarzać się po tej brudaśnej podłodze, a ja chcę być czysta!
-Elizabeth! Co ty chcesz robić?!-usłyszałam Andy'ego.
-Yy... Chcę umyć podłogi bo są brudne?
-Weź to zostaw, ja to zrobię.
-Ty lamo bez grzywy. Myślisz, że umyjesz teraz podłogi jak do tej pory nie były umyte?-zaczęłam się śmiać.
-Zgredy!!-wołał Andy.-Ona za mocno się uderzyła w głowę albo odzyskała pamięć.
O cholera. Jeżeli Andy się skapnie, że odzyskałam pamięć to klapa. Cała 'rodzinka', bo tak mogę ją nazwać zebrała się wokół mnie i patrzyła na mnie podejrzanie. Rebeca patrzyła jakby zobaczyła swojego smoka połączonego z jednorożcem.
-Lizz? Pamiętasz?-zapytali z nadzieją.
-Ale, że co pamiętam?-zapytałam głupio.
-Ach taka jesteś?-zapytał z uśmiechem Andy.-Dawaj tego mopa !
Andy złapał mopa i zaczął mnie ganiać po całym domu. Do każdego zakamarka. Myślałam, ze uda mi się jakoś uciec. Reszta usiadła w salonie i nie zwracała na nas uwagi, tylko Ashley patrzył na nas zazdrosnym wzrokiem. Trochę szkoda mi się go zrobiło, ale co im powiem ' Ej słuchajcie odzyskałam pamięć!'? No nie. Muszą trochę poczekać. Cholera, za bardzo się zamyśliłam i wpadłam w pułapkę. Nie miałam jak uciec, a Andy dźgał mnie mopem.
-Weź go bo jest mokry!-piszczałam
-To powiedz prawdę.-szepnął
-Andy....-zaczęłam.
Nie chcę mówić noo... A jak wygada? I co wtedy? Zabiła bym go chyba tym mopem a na głowę założyła bym wiadro.
-Lizz'y, zaufaj mi. Powiedz mi prawdę. Nie powiem nikomu nic.-prosił Andy
-Obiecujesz?-zapytałam
-Obiecuję na życie mojego renifera.
Zawsze był jednorożec, ale że renifer? Okeeey...
-Andy...Wszystko pamiętam, wszysciutko.-szeptałam.
-Aaaa!!!!!-krzyczał Andy.
-Zamknij się-warknęłam
Nagle wszyscy pojawili się na górze obok nas.
-Co się stało? Andy czemu krzyczałeś?
Popatrzyłam na niego z mordem w oczach i dałam znać, że jak powie prawdę to nie przeżyje.
-Elizabeth mnie uszczypała.-powiedział

***perspektywa Andy'ego***
Skoro obiecałem Elizabeth, ze nic nie powiem to muszę to dla siebie. Ale ja tak się cieszę, że odzyskała pamięć. Jak Ashley się dowie to ją tak wycałuje, że będzie miała dość na jakiś tydzień. Zeszliśmy całą paczką na dół do salonu i włączyliśmy horror. Elizabeth była za daleko mnie abym mógł z nią spokojnie o tym pogadać więc wyciągnąłem telefon z kieszeni i napisałem do niej sms'a.
~Kiedy i jak reszcie powiesz?
Zobaczyłem jak Lizz wyjmuje telefon i odpisuje. Po chwili dostaję odpowiedź.
~Nie wiem kiedy i nie wiem jak im to powiem ;/
Odczytałem wiadomość i nie wiedziałem co napisać. Z jednej strony to trochę trudne żeby ot tak powiedzieć, że wszystko pamięta.
~Może dzisiaj im powiesz?
~Na razie nie. Chyba, ze zapomnę i się wygadam;/
No jeżeli jeszcze nie chce im mówić to niech trochę się pilnuje, aby się nie wygadała. Ale i czemu ona chce ich oszukiwać? Trochę nie fair z jej strony.
~Czemu ty chcesz ich oszukiwać?
Musiałem to napisać do niej.
~Zobaczysz ; )
No nic, dalej już nie pisałem. Wszyscy oglądaliśmy w ciszy film. Po kilkunastu minutach odezwał się CC.
-A może powspominamy zajebiste wypady?
-Pamiętacie wesołe miasteczko?-krzyknął uradowany Jake
Wszyscy momentalnie zaczęliśmy się śmiać, nawet Elizabeth. A powinna udawać, że nie wie o co chodzi.
-Lizzy! A pamiętasz jak CC się zgubił w nim?-zapytał Ashley.-A no tak przecież ty nie pa...
-Ha ha ha pamiętam, to było dobre. CC zagubiony w wesooooooołym miasteeeczku.. Cholera...
No świetnie i się wygadała, ale jak na razie nikt się nie skapnął. Mijały kolejne minuty, wspominaliśmy dawne wygłupy gdy nagle...
-Chwila!!! Lizzy pamiętasz to ?!-krzyknął ogarnięty w miarę Jinxx
No i się wpakowała. Wszyscy popatrzyli na nią z wielkimi oczami.
-Elizabeth? To prawda?-zapytał Ash
-Echh.-zaczęła.-Tak to jest prawda.
Ashley podniósł się z kanapy jak poparzony.
-I nic nie powiedziałaś?!-krzyczał.
Elizabeth popatrzyła na niego z zaskoczeniem. Ashley chyba pierwszy raz na nią krzyczy. Idiota... Na kobiety się nie krzyczy.
-Nie krzycz na nią !!-wydarł się CC
-Zamknij się!
O co mu kurwa chodzi?! Pojebało go czy jak ? Przez niego Elizabeth zaczęła płakać, świetnie.
-Elizabeth chodź.-złapałem ją i pociągnąłem.
Dałem znać Rebece, że na chwile zabieram Lizz, a ona ma ogarnąć Ashley'a z chłopakami. To tak nie może być.
-Ashley!-usłyszałem chłopaków.-musimy pogadać głąbie!
-Odwalcie się!!

----------------------------------
W końcu go skończyłam !! ;D
Tak wiem i tak jest do dupy ^^
Chociaż mam nadzieję, że się spodoba ^^ Do nastepnego :D

piątek, 11 kwietnia 2014

^^

Dziękuje za te ponad 10.000 wyswietleń ;33
Na prawdę jesteście kochani ^^
Bez was tego bloga by nie było ^^ dziekuję ;**

Pewnie chcecie nowy rozdział ^^
Jednak powiem , że nie wiem kiedy się pojawi bo jest totalny brak weny ;// przepraaaaszam ;((
Mam nadzieję , że szybko coś wymyślę ;))
Pozdrawiam ;*

sobota, 8 marca 2014

Rozdział 58

***perspektywa Ashley'a***

Siedziałem przy łóżku mojej Lizzy. Twarz ciągle miałem schowaną w dłoniach. Martwiłem się o nią , to życie jest nie sprawiedliwe.
-Gdzie ja jestem.-usłyszałem szept Elizabeth.
-Lizzy !
Przytuliłem się do niej. Musiałem , brakuje mi tego.
-Przepraszam , ale... czy my się znamy?
Cholera , a jednak. Nie to nie może być możliwe , ona musi mnie pamiętać.
-Lizz , to ja Ashley.
-Jaki Ashley?-pytała.
Moje życie się zawaliło. Lizzy musi wszystko sobie przypomnieć. Z myśli wyrwała mnie Rebeca , która właśnie weszła do sali z Andy'm. Andy wcześniej wyszedł po Rebecę.
-Elizabeth!-podbiegła Rebeca do Lizz.
-Ona... zapomniała.-szepnąłem.
-Ree..Rebeca ?-odezwała się Lizz.
Ale jak to? Pamięta Rebecę , a mnie nie ?
-Pamiętasz mnie?- Rebeca zapytała Elizabeth.
-No , bawiłyśmy się razem jak byłyśmy małe.-mówiła spokojnie.
Andy złapał mnie za ramię i tylko spojrzał na mnie. To trudne dla mnie. Ja nie wiem kiedy ona odzyska pamięć. A co będzie jeśli wogóle nie odzyska? Co ja wtedy zrobię? Czy moje życie wtedy nabierze sensu? Wątpię .... Jeśli nie odzyska pamięci to wszystko przepadnie. Chwile spędzone razem. Nasze piękne odpały , gdzie śmialiśmy się do łez. A jak na razie to wspomnienia , które tylko ja pamiętam.
-Elizabeth.... wiesz , że ten oto mężczyzna to twój chłopak.-powiedziała Rebeca wskazując na mnie.
-Masz na imię Ashley?-zapytała mnie Elizabeth.
-Tak !
-Hmm... Ashley , Ashley...-szeptała.
Miałem ogromną nadzieję , że przypomni sobie o mnie.

***perspektywa Elizabeth***

O ja pierdziu. Jak mnie głowa boli. Jeszcze ten... jak on ma..  A .. Ashley. O co chodzi... Te imię z kimś mi sie kojarzyło. Z kimś bardzo ważnym , ale do cholery nie wiem z kim. Rebeca mówi , że to mój chłopak. Czy to prawda? Rebi chyba by mnie nie okłamała.
-Ashley....Ashley...Ashley...-powtarzałam szeptem.
Cała trójka na mnie się patrzyła. A właśnie...
-Rebi , a to kto ?-wskazałam na chłopaka stojącego obok niej.
-To jest Andy.-powiedziała.- A pamietasz Evelin?
-Evelin ? Coś mi te imię mówi... Moja kuzynka ?
-Tak... A pamietasz , że nie żyje ?
-Em... niee...-szepnęłam.
Cały czas próbuję sobie przypomnieć tych chłopaków. Ich imiona , kim są , ale... bez skutku. Nie pamiętam.
-A tak wogóle to co mi się stało ?-zapytałam.
-Spadłaś ze schodów.-powiedział cicho Ashley.
Do sali wszedł lekarz. Był młody i wysoki. Jak go zobaczyłam jakoś tak inaczej się poczułam. To było dziwne.
-Witam , jak się pani czuje?-zapytał mnie.
-Ymm...-zaczęłam ale nie dane było mi skończyć.
-Panie doktorze! Ona... mnie nie pamięta.-mówił Ashley.
Lekarz popatrzył na mnie.Poświecił mi światłem po oczach palant.
-Pamiętam Rebecę.-odezwałam się.
-To ja panie doktorze.-odezwała się Rebi.
-Jeśli pani Elizabeth pamięta panią , to pamięć powinna wrócić za tydzień lub dwa. -powiedział i wyszedł.
Rebeca siedziała z uśmiechem patrząc na mnie.
-A kiedy wyjdę ?-zapytałam.
-Właśnie ... nie zapytaliśmy lekarza.-powiedziala Rebeca.
-Ja pójdę się zapytać.-odezwał się ... Andy ?

***perspektywa Sophie***

Wyszłam z sypialni mojej i CC'ego. W domu było na prawdę cicho. Pomyślałam , że może nikogo nie ma w domu. Ale kiedy doszłam do kuchni usłyszałam Jake'a i Jinxx'a.
-Zakochałem się.-usłyszałam chyba Jinxx'a
-Ooo ! To świetnie !
-No chyba nie....
-A kto to ?-zapytał Jake
-To... Elizabeth....
Weszłam do kuchni po tych słowach i patrzyłam na Jinxx'a. Czy to prawda ?
-Jinxx... to prawda?-zapytałam
Odpowiadała mi cisza. Coś czuję , że szykuje się wojna.
-Sophie... błagam... pozostaw to dla siebie.-prosił Jinxx.-Jeżeli Ashley się dowie to będzie masakra.
-No dobrze. Nie powiem nikomu. A tak swoją drogą to gdzie reszta?-zapytałam.
Jinxx milczał i patrzył na Jake'a.
-Są w szpitalu.-odezwał się w końcu.
No nie... co znowu było ? I konkretnie to komu co się stało. Ja spałam razem z CC'm jak zabita. A poza tym nikt nas nie mógł obudzić ? Chamstwo...
-Czemu nikt nam nie powiedział ?-zapytałam.
-Co , kto nam nie powiedział?-zapytał zaspany CC.
-Lizzy jest w szpitalu.
Siedzieliśmy w czwórkę przy stole w kuchni w ciszy gdy nagle odezwał się telefon Jake'a.
~Andy i jak tam.... Ojooj. No to kiepsko. Tak tak reszta już wie. Okey powiem im. Na razie.
Siedzieliśmy wpatrzeni w niego.
-No i co ??-zapytaliśmy się. Najgłośniej Jinxx.
-Straciła pamięć... ale wszystko jest z nią dobrze. Po jutrze będzie mogła wychodzić. A no właśnie... pamięta tylko Rebecę.
-To tyle dobrze.-powiedział smutny Jinxx.
On za bardzo pokazuje , że martwi się o Lizz. W końcu ktoś się kapnie , że Jinxx coś do Elizabeth czuje.

***DWA DNI PÓŹNIEJ***

***perspektywa Elizabeth***

Dzisiaj wychodzę ze szpitala. Rebeca ma po mnie przyjechać. To miłe , nawet bardzo. Cały czas myślałam o Ashley'u , muszę wszystko sobie przypomnieć.
-Gotowa ?-wyrwała mnie Rebeca z zamyślenia.
-Em , tak.
Załatwiłyśmy kilka spraw i byłyśmy w drodze do domu. Rebeca włączyła płytę chyba Black Veil Brides. Wszystkie piosenki przesłuchałyśmy. Mam wrażenie,że gdzieś słyszałam te piosenki. Z zamyślenia wyrwała mnie Rebeca.
-Jesteśmy w domu.-powiedziała.
Nie odzywałam się tylko wyszłam z auta. Trochę zakręciło mi się w głowie , ale szybko się ogarnęłam.
-Wszystko jest okey ?-zapytała mnie Rebi.
-Em tak , tak. Wchodźmy już. Chciała bym się położyć.
Rebeca otworzyła drzwi wejściowe , powoli weszłam w głąb domu i.....

--------------------------------
Łapcie rozdział taki bezsensu -_-" nie... umiem... pisaaać -_- nie mam pomysłu , może wy macie jakieś pomysły ? ;>
Jeśli chcecie popisać lub pytać na temat rozdziałów łapcie moje gg ^^ 13740078

Bajoo ;33

wtorek, 25 lutego 2014

Rozdział 57

***Perspektywa Jake'a***

Wyszedłem z salonu w celu pójścia do kuchni. Już miałem wchodzić do kuchni gdy nagle usłyszałem huk i krzyk Ashley'a. Chcąc zobaczyć co się stało odwróciłem się i zamarłem. To Elizabeth... ona spadła ze schodów. Nie podnosiła się. Ashley szybko znalazł się obok niej. Zauważył też mnie.
-Jake ! Szybko dzwoń po pogotowie!-krzyczał ze łzami w oczach.-Cholera czy to musi się tobie....-nie dokończył tylko klękał przy nieprzytomnej Lizzy.
Szybko złapałem za telefon. Ręce trzęsły mi się cholernie. Wybrałem numer i powiedziałem o wszystkim jaka jest sytuacja. Muszą zaraz być.
-Ash , zaraz będą.-powiedziałem
-Niech się pośpieszą!!!!-wrzeszczał.
Chodziłem ciągle w kółko , czekając na te pogotowie.
-Cholera kto tak drze jape?-jęczał Andy , nie zauważając co się stało.
My milczeliśmy , Ashley płakał.
-Co wam się stało do chole.... osz kurwa !!- taa dopiero teraz ?
Andy szybko zleciał po schodach na dół klęcząc przy Elizabeth i Ash'u.
-Kurwa co się stało?-pytał
-Ona... spadła...-szeptał Ash.
Współczułem Ashley'owi. On już tyle przecierpiał , a co Lizz ma powiedzieć ? Ona to dopiero się nacierpiała....

***Perspektywa Ashley'a***

Kurwaaaa , dlaczego Elizabeth ? Czy ona coś komuś zrobiła ?!?! Nie ! Więc czemu musi tak cierpieć?! Cały czas byłem przy Lizz , nawet nie usłyszałem kiedy pogotowie przyjechało. Musiałem się odsunąć... Lekarze wzięli Elizabeth do karetki do której mnie nie wpuścili. Musiałem szybko wsiąść w samochód i jechać za nimi.
-Ashley , ja będę prowadzić.-powiedział spokojnie Andy.
-Okey , ja nie dam rady.-szepnąłem..
Szybko znalazłem się na miejscu pasażera , a Andy na miejscu kierowcy. Cały czas myślałem o tym wszystkim. Miałem nadzieję , że nic jej nie będzie. Przecież jak jej coś się stanie to ja nie wytrzymam !
-Ashley... Trzymaj się , wszystko będzie dobrze.
Nie odzywałem się. Ja nie wiem co robić. Chyba wystarczy mi tylko czekać. Nawet nie zauważyłem , że jesteśmy juz pod szpitalem.
-Mam iść z tobą ?-zapytał Andy
-Chodź.-szepnąłem.
Wyszedłem z samochodu i szybkim krokiem poszedłem do środka. Andy poszedł w moje ślady.
-Przepraszam , gdzie jest Elizabeth Carls?-zapytałem pielęgniarki , która własnie nas mijała.
-Pani Elizabeth właśnie jest na badaniach. Więcej panu na razie nie mogę powiedzieć.
Cholera jasna....Ja muszę się dowiedzieć co z nią jest...

GODZINĘ PÓŹNIEJ

Zauważyłem lekarza idącego korytarzem , szybko wstałem z krzesełka , na którym siedziałem godzinę czasu.
-Co z Elizabeth Carls?
-Pan z rodziny?-zapytał
-Jestem jej narzeczonym....
Co prawda , jeszcze się jej nie oświadczyłem , ale mam zamiar to zrobić.
-Pani Elizabeth , leży w sali numer 18 , ale najpierw musimy porozmawiać. Chodźmy do mojego gabinetu.
Jego głos nie był taki jak powinien być. Coś czułem , że to będą złe wieści. Poszedłem za lekarzem , miałem myśli daleko , daleko.
-Proszę niech pan sobie usiądzie lepiej.
Zrobiłem , to o co poprosił.
-Mam złe wieści dla pana.-zaczął
-Jakie?-zapytałem.
-Pani Elizabeth może mieć chwilowy zanik pamięci , może pana nie poznać , nikogo. Sama może nie wiedzieć kim jest. To był jednak mocny upadek.
-Co to znaczy chwilowy ?
-To znaczy , że może odzyskać pamięć. Ale kiedy ? Tego już nie wiadomo. Za tydzień , za miesiąc , pół roku , za rok...
-Matko... to już wszystko?-szepnąłem
-Tak.
-Dziękuję.
Musiałem jak najszybciej wyjść z tego gabinetu. Muszę pójść szybko do niej. Ja muszę ją zobaczyć. Idąc korytarzem zobaczyłem , że Andy dalej tu jest.
-Dowiedziałeś się czegoś?
-Tak... Może mieć chwilowy zanik pamięci... Idziesz ze mną do niej ? Nie chcę iść tam sam.
-No pewnie , że pójdę.

***perspektywa Rebeci***

Spało mi się cudownie. Nigdy nie pomyślała bym , że tak się wyśpię w ciągu 2-3 godzin. Spojrzałam na zegarek , pokazywał godzinę 18:42.
-Przydało by się coś zjeść.-powiedziałam sama do siebie.
Powoli wstałam z łóżka , ubrałam się , związałam włosy w kucyk i wyszłam z pokoju. W domu panował spokój. Ciekawe czy zawsze tutaj tak jest. Myślałam , że będzie słychać jakieś śmiechy , czy cokolwiek , a tu... cisza. Powoli zeszłam po schodach na dół , rozglądając się czy czasami nie chcą zrobić mi jakiegoś żartu. Na początku pomyślałam , że może nikogo nie ma w domu. W salonie nikogo nie było , ale gdy weszłam do kuchni zobaczyłam Jake'a.
-Cześć Jake !-krzyknęłam uśmiechnięta.
-Hej Rebi...-powiedział smutno.
-Wiesz gdzie jest może Andy ?-zapytałam.
-Tak , wiem. Jest w szpitalu.
Co on powiedział ?! W jakim szpitalu ?! Czemu ja nic nie wiem ? Co się stało ?!
-Dlaczego?!
-Elizabeth spadła ze schodów , pogotowie ją zabrało , była nieprzytomna.
Ja pieprze , chcę do niej pojechać. Muszę się dowiedzieć co z nią.
-Jake , jedziemy tam.-nakazałam
-Nie , jeszcze nie. Pisałem z Andy'm... Pisze żeby jeszcze nie przyjeżdżać. Aa.. i mam złą wiadomość.
Ja już nie wiem co robić , łzy pojawiają mi się w oczach , słabo mi i cała w dodatku się trzesę. Jaką on może mieć złą wiadomość ?!
-Jaką ?!
-Elizabeth... może... mieć chwilowy zanik pamięci. Może nas nie pamiętać. Ale dobra wiadomość to taka , że wyjdzie z tego i przypomni sobie nas.
To żeś mnie pocieszył...
-Gdzie reszta?-zapytałam
-CC z Sophie chyba są na górze.
-I co nie słyszeli tego wszystkiego ?! A gdzie Jinxx ?
Jake milczał. Widać , że martwi się o Elizabeth i Ashley'a. Bo jeżeli coś się stało Lizz , on tak samo cierpiał jak ona. Przeżywał z nią każdy jej ból , smutał kiedy ona była smutna. Za każdym razem nie mógł znieść tego , że jego dziewczyna tak cierpi.
-Jinxx gdzieś ....
-Dzieńdobereeek !!!!!!!-krzyczał zadowolony z czegoś Jinxx.
Wszedł do kuchni , a my patrzyliśmy na niego smutnym wzrokiem.
-Ktoś umarł czy co?-śmiał się , kładąc zakupy na stole. On jeszcze nie wiedział co się stało. Patrzył się na nas już nie wiedząc co mówić. Nawet po cichu zaczął się śmiać.
-Nam nie jest do śmiechu.-powiedział Jake
-A czemuż to?-zapytał biorąc szklankę.
-Lizzy jest w szpitalu.-powiedziałam.
Szklanka , którą trzymał Jinxx poleciała na podłogę i rozbiła się na malutkie kawałki. Jinxx patrzył na nas jakby zobaczył mordercę.
-Moją Lizzy?!?! To znaczy naszą ?!?!

***perspektywa Jinxx'a***

Cholera... prawie bym się wygadał. Tak... Elizabeth mi się podoba od jakiegoś czasu. Ale przecież jej tego nie powiem. Jest z Ash'em. Przecież jakby Ashley się dowiedział to nastąpiła by wielka rzeźnia jak nic. Nie chcę zepsuć im związku , są razem szczęśliwi. Ale za to ja nie chcę cierpieć. Sammi... to już przeszłość. Nie chcę wracać do tamtego czasu. Chce zacząć od nowa... ale jak ? Elizabeth strasznie mi się podoba i... no nie mogę się na nią napatrzeć.
-Jinxx????-odezwał się Jake.
Spojrzałem na niego i na Rebece. Patrzyli się na mnie zdziwieni. Co ja mam robić ? Przecież jak oni sie dowiedzą to koniec.
-Jinxx ? Żyjesz ?-zapytała Rebeca.
-Em , tak , tak. Żyję.
Muszę jakoś zwiać , żeby się nie tłumaczyć. Nie teraz. Może kiedyś , ale to kiedyś im powiem. Może to zauroczenie... No ale jak ?! Jak widzę jak całuje się z Ashley'em , to czuję jakby moje serce przestawało bić.
-Jinxx ? Co to miało znaczyć ?-zapytali.
-Ale co?-udawałem , że nie wiem o co chodzi.
-No.. Elizabeth... Co to miało znaczyć ?
-Jejku nic , przejęzyczyłem się.
Próbowałem jakoś się wymigać , ale chyba to nie przejdzie. Jake'a łatwo nie jest okłamać... Hmm.. a może ... jemu powiem ? Tylko nie przy Rebece...
-Chłopaki później pogadamy ja jadę do szpitala , okey?
-No okey , spoko. Dojedziemy do was.
Rebeca wyszła , a my zostaliśmy sami w domu.
-Możesz mi powiedzieć.-zaczął Jake po dłuższej chwili.
-Tak , wiem... ale... no nie wiem.
-Jinxx... zatrzymam to dla siebie. Dobrze o tym wiesz...
Czy Jake zawsze musi mnie przekonywać tak ? Zawsze wymiękam i mówię.
-Z Sammi się pokłóciłes?
-Sammi.... to już przeszłość.
Jake to pierwsza osoba w tym domu , która wie , że nie jestem z Sammi. Tak , jego wyraz twarzy bezcenny.
-No gadaj chłopiec.-klepał mnie po plecach.
Po paru minutach w końcu się odezwałem.
-Nie mów tego NIKOMU.-powiedziałem.
-Nie no okey spoko. Nie powiem.
-Zakochałem się.
-Ooo ! To świetnie !
-No chyba nie....-zacząłem.
-A kto to ?-zapytał.
-To... Elizabeth....-wyszeptałem.

---------------------------------
Błagam zabijcie -_- chyba zrobię sobie przerwę w pisaniu ; // a rozdział .... postanowiłam w nim trochę namieszać ;))

Czytasz = komentujesz ^^

niedziela, 23 lutego 2014

Rozdział 56

***PERSPEKTYWA ELIZABETH***

OKAZAŁO SIĘ , ŻE NASZ SAMOLOT JEST OPÓŹNIONY O 3H ! CO MY PRZEZ TEN CZAS BĘDZIEMY ROBIĆ ?! MA-SA-KRAAAA.... NO NIC... BĘDZIEMY "GRZECZNIE" CZEKAĆ. GRZECZNIE , NIE MIAŁAM NA MYŚLI DZIKICH TAŃCÓW CC'EGO.
-CC ! WEŹ SIĘ USPOKÓJ ! ILE TY MASZ LAT ?! 10 ?!-WYDZIERAŁ SIĘ ANDY.
CZY ONI ZAWSZE , ALE TO ZAWSZE MUSZĄ COŚ ODWALIĆ GŁUPIEGO ? ANDY CZASAMI MNIE PRZERAŻA NORMALNIE. OCZYWIŚCIE POZYTYWNIE HAH.
-ALE ANDYYY....-JĘCZAŁ CC
-NIE MA ŻADNEGO ALE... SIADAJ I SIEDŹ NA SWOIM CHUDYM DUPSKU Z WYSTAJĄCYMI PATYKAMI. ZAUWAŻYŁAM , ŻE SOPHIE CAŁY CZAS NAD CZYMŚ MYŚLI. NIC NAWET JEJ NIE PRZESZKADZAŁO , TYLKO MYŚLAŁA , MYŚLAŁA I MYŚLAŁA. MOŻE COŚ SIĘ STAŁO ? ECH JESTEM TAKA , ŻE MUSZĘ SIĘ DOWIEDZIEĆ CO JĄ GRYZIE. MOŻE TO COŚ POWAŻNEGO ?
-SOPHIE ? CO SIĘ DZIEJE ? WIDZĘ , ŻE CAŁY CZAS O CZYMŚ MYŚLISZ.-ZACZĘŁAM.
-COŚ SIĘ DZIEJE...
-TO ZNACZY CO ?
-OKRES MI SIĘ SPÓŹNIA.-POWIEDZIAŁA.
TROCHĘ MNIE ZAMUROWAŁO. CZY TO CIĄŻA ? NIE NO TO NIE MOŻLIWE. A MOŻE JEDNAK ? A MOŻE JEJ SIĘ PO PROSTU SPÓŹNIA ? TRZEBA TO WYJAŚNIĆ.
-A ILE ?-ZAPYTAŁAM.
-2 TYGODNIE.-ODPOWIEDZIAŁA
HMM... TO JUŻ DAJE TROCHĘ DO MYŚLENIA.
-I WYMIOTOWAŁAM.-DODAŁA.-MDLI MNIE CAŁY CZAS.
-MUSISZ ZROBIĆ TEST.. MOŻE W CIĄŻY JESTEŚ.
-BOJE SIĘ LIZZ.
JUŻ NIE WIEM CO MÓWIĆ , ALE NIE POZOSTAJE NIC INNEGO JAK ZROBIĆ TEN TEST.
-JAK WRÓCIMY DO DOMU TO GO ZROBISZ OKEY ?-MÓWIŁAM
-NO OKEY , OKEY.
**** 3 GODZINY PÓŹNIEJ ****
WSZYSCY JUŻ SIEDZIMY W SAMOLOCIE. ZA KILKANAŚCIE GODZIN BĘDZIEMY W DOMU.

****** W DOMU ******

***PERSPEKTYWA ANDY'EGO***

-NASZ DOOOM !!-WYDZIERAŁEM SIĘ.
POKAŻĘ TYLKO REBECE , GDZIE BĘDZIE SPAĆ I SAM SIĘ WALNĘ. JESTEM PADNIĘTY TYM LOTEM. WZIĄŁEM BAGAŻE REBECI I POSZEDŁEM NA GÓRĘ , POKAZAĆ JEJ GDZIE BĘDZIE MIAŁA SWÓJ POKÓJ.
-OTO TWÓJ POKÓJ.-POWIEDZIAŁEM I OTWORZYŁEM DRZWI ABY MOGŁA WEJŚĆ.
-WOOW , ON JEST PIĘKNY. DZIĘKUJE.
-NIE MASZ ZA CO DZIĘKOWAĆ. IDZIESZ JESZCZE NA DÓŁ ?-ZAPYTAŁEM.
-NIE , NA RAZIE NIE. TERAZ SIĘ PRZESPIĘ. BO PADAM NORMALNIE.
-OKEY , TO ŚPIJ DOBRZE. JA TEŻ SIĘ ZDRZEMNĘ.
ZAMKNĄŁEM DRZWI I POSZEDŁEM DO SWOJEGO POKOJU. NAWET SIĘ NIE ROZEBRAŁEM TYLKO WSKOCZYŁEM DO ŁÓŻKA I MOMENTALNIE ZASNĄŁEM

.
***PERSPEKTYWA SOPHIE***

ELIZABETH MA KUPIĆ MI TEST. TAK WIEM SAMA POWINNAM , ALE PRZEZ TE MYŚLI JESZCZE BYM POD SAMOCHÓD GDZIEŚ WPADŁA. -SOPHIE ? KOCHANIE ? WSZYSTKO OKEY?-ZAPYTAŁ CC
-EM TAK....
NASTAŁA CISZA. USŁYSZAŁAM JAK KTOŚ WCHODZI.
-SOPHIE MAM TEST.. UPSSS...
-WEJDŹ , DAJ MI GO.-POWIEDZIAŁAM.
SPOJRZAŁAM NA CC'EGO. PATRZYŁ NA MNIE OCZAMI WIELKOŚCI PIĘCIOZŁOTÓWEK. MUSIAŁO GO TO ZASKOCZYĆ. NO NIE DZIWIĘ MU SIĘ.
-SOPHIE ? CHCESZ O CZYMŚ MI POWIEDZIEĆ ?-ZACZĄŁ SPOKOJNIE. -POWIEM CI JAK SIĘ DOWIEM.-POWIEDZIAŁAM SMUTNO.
-NO EJ , ALE CZEMU SMUTASZ?
-A JAK BĘDĘ W CIĄŻY ?-ZACZĘŁAM PŁAKAĆ.
-SKARBIE NIE PŁACZ , TO DZIECKO TAK ? BĘDZIEMY JE KOCHAĆ. WYCHOWAMY GO NA ZAJEBISTEGO CZŁOWIEKA , GRAJĄCEGO NA PERKUSJI JAK JEGO TATUNCIO TAK ?
WYOBRAZIŁAM TO WSZYSTKO SOBIE I UŚMIECHNĘŁAM SIĘ.
-A TERAZ IDŹ ZRÓB.-POWIEDZIAŁ I POCAŁOWAŁ W CZOŁO.
WOLNYM KROKIEM WESZŁAM DO ŁAZIENKI. BAŁAM SIĘ CHOLERNIE TEGO WSZYSTKIEGO. NIE WIEDZIAŁAM CO ZROBIĘ JAK OKAŻE SIĘ , ŻE JESTEM W CIĄŻY. JA W CIĄŻY ? TERAZ? NO NIE! PO KILKU MINUTACH BYŁO WSZYSTKO JASNE....JESTEM W CIĄŻY. MOMENTALNIE SIĘ ROZPŁAKAŁAM. WYSZŁAM Z ŁAZIENKI  I ZOBACZYŁAM CZEKAJĄCEGO CC'EGO I ELIZABETH.
-KOCHANIE CO SIĘ STAŁO?-PYTAŁ CC PODBIEGAJĄC DO MNIE I PRZYTULAJĄC.
-JESTEM W CIĄŻY.-POWIEDZIAŁAM I JESZCZE BARDZIEJ SIĘ ROZPŁAKAŁAM.

***PERSPEKTYWA ASHLEY'A***

SIEDZIAŁEM W KUCHNI I PIŁEM KAWĘ , GDY NAGLE USŁYSZAŁEM CZYJŚ PŁACZ NA GÓRZE. W PEWNEJ CHWILI POMYŚLAŁEM , ŻE TO ELIZABETH , ALE DOSZEDŁEM DO WNIOSKU , ŻE ONA NIE MA TAKIEGO PŁACZU. ODSTAWIŁEM SZYBKO KAWĘ I POBIEGŁEM PO SCHODACH NA GÓRĘ , DOWIEDZIEĆ SIĘ CO SIĘ STAŁO. ZOBACZYŁEM ELIZABETH , PŁACZĄCĄ SOPHIE PRZYTULONĄ DO CC'EGO.
-CO SIĘ STAŁO?-ZAPYTAŁEM PO CICHU ELIZABETH.
ONA TYLKO SPOJRZAŁA NA MNIE I ODPOWIEDZIAŁA....
-SOPHIE JEST W CIĄŻY.
CC TATUŚKIEM ? OHOOO , CIEKAWE JAK ANDY ZAREAGUJE.
-SOPHIE NIE PŁACZ , TO NASZE DZIECKO TAK ? BĘDĘ JE KOCHAŁ JAK NIKT INNY.-TŁUMACZYŁ CC
-ALE JA NIE CHCIAŁAM W TYM WIEKU...-PŁAKAŁA.
CHRISTIAN WZIĄŁ SOPHIE NA RĘCE I POSZEDŁ DO JEJ POKOJU. TO ZNACZY ICH POKOJU. SPOJRZAŁEM NA ELIZABETH , USMIECHNĘŁA SIĘ ZADZIORNIE I ZACZĘŁA BIEC. WBIEGŁA NA SCHODY I....
-CHOLERA !!-KRZYKNĄŁEM

---------------------------
Nie... wychodzi... mi... już... nic...na... tym... blogu... -_- myślę już nad zakonczeniem go ; // rozdział lipny.. ;( wena raz jest raz nie ma ; // ech , zostawię wam do ocenienia ; ) pozdrawiam ; )

poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział 55

***PERSPEKTYWA ASHLEY'A***

USŁYSZAŁEM RAZEM Z ANDY'M , COŚ O JAKIMŚ WSTRZYKNIĘCIU CZEGOŚ...MUSZĘ SIĘ DOWIEDZIEĆ O CO CHODZI , CO I KTO WSTRZYKNĄŁ. WIDZIAŁEM , ŻE REBECA JEST ZŁA NA ELIZABETH , ŻE  KRZYKNĘŁA TO NA GŁOS.
-DZIEWCZYNY.... IDZIEMY DO POKOI.-POWIEDZIAŁ ANDY I RUSZYŁ.
SAM NIE WIEM CO MAM ROBIĆ. JESTEM ODROBINĘ ZŁY NA LIZZY , ŻE NIC MI NIE POWIEDZIAŁA. MOGŁA TO PRZEDE MNĄ TAK UKRYWAĆ TO ? MUSZĘ Z NIĄ POROZMAWIAĆ , CHOĆ WIDZĘ PO ZACHOWANIU ANDY'EGO , ŻE BĘDZIE OSTRA GADKA.

****GODZINĘ PÓŹNIEJ****

-USIĄDŹCIE.-NAKAZAŁ ANDY
USIADŁEM RAZEM Z DZIEWCZYNAMI I PATRZYŁEM CO WYCZYNIA NASZ ANDY. CHODZIŁ W JEDNĄ TO W DRUGĄ STRONĘ CIĄGLE NAD CZYMŚ MYŚLĄC.
-MOŻECIE MI POWIEDZIEĆ CO TO MIAŁO ZNACZYĆ? KTO I CO WAM WSTRZYKNĄŁ?
-ANDY , CHYBA CHCIAŁEŚ POWIEDZIEĆ NAM.-POWIEDZIAŁEM
POPATRZYŁ NA MNIE MORDERCZYM WZROKIEM I WIEDZIAŁEM , ŻE MUSZE SIĘ ZAMKNĄĆ I CZEKAĆ NA WYTŁUMACZENIA DZIEWCZYN. DŁUUUGO CZEKAĆ NA JAKIEKOLWIEK WYTŁUMACZENIA. ANI JEDNA ANI DRUGA SIĘ NIE ODZYWAŁY NIC , A NIC.
-NO WIĘC?
-LIZZY POWIESZ?-ZAPYTAŁA SZEPTEM REBECA
-DLACZEGO TY TEGO NIE ZROBISZ?
-NIECH CI BĘDZIE JA POWIEM.
NASTAŁA CISZA , REBECA NABRAŁA W PŁUCA POWIETRZE I ZACZĘŁA MÓWIĆ.
-JESZCZE JAK BYŁYŚMY MAŁE I BAWIŁYŚMY SIĘ RAZEM I TAK DALEJ. KTÓREGOŚ DNIA BAWIŁYŚMY SIĘ W POBLISKIM LASKU SAME WE DWIE. PODJECHAŁ JAKIŚ MĘŻCZYZNA DO NAS I DAŁ NAM ZABAWKI , JAKIEŚ CHYBA SŁODYCZE TEŻ. PO KILKU MINUTACH STAŁYŚMY SIĘ SENNE I PO PROSTU ZASNĘŁYŚMY NA TRAWIE. OBUDZIŁYŚMY SIĘ W JAKIMŚ POKOJU. OKNA BYŁY POZASŁANIANE , A MY LEŻAŁYŚMY W ŁÓŻKACH. PAMIĘTAM JAK ELIZABETH KRZYCZAŁA , ABY NAS WYPUŚCIŁ. ILE MIAŁYŚMY LAT ?? Z 9 , MOŻE 10. GOŚCIU WZIĄŁ JAKIEŚ 2 STRZYKAWKI. NA PIERWSZY OGIEŃ POSZŁA LIZZY. WSTRZYKNĄŁ JEJ W RĘKĘ COŚ TAKIEGO ZIELONEGO CHYBA , NIE PAMIĘTAM KOLORU. LIZZY , MOMENTALNIE KRZYKNĘŁA COŚ W INNYM JĘZYKU , ZACZĘŁO NIĄ TRZĄŚĆ. PO KILKU MINUTACH ZABRAŁ SIĘ ZA MNIE I ZE MNĄ BYŁO TO SAMO. ZAUWAŻYŁAM PO CHWILI , ŻE LIZZ JEST CAŁA CZERWONA , A SZCZEGÓLNIE JEJ OCZY. FACET POWIEDZIAŁ , ŻE JEŻELI KOMUŚ O TYM POWIEMY TO NAS ZABIJE. I TAK DO TEJ PORY NIKOMU NIE POWIEDZIAŁYŚMY O TYM.
SIEDZIAŁEM I DOSZEDŁEM DO WNIOSKU , ŻE NIC NIE KAPUJE.
-A CO PO TYM MIAŁYŚCIE JAK WAM TO WSTRZYKNĄŁ?-DOPYTYWAŁ SIĘ ANDY.
-JEŻELI KTOŚ NAS TAK PORZĄDNIE ZDENERWUJE , ROBIĄ NAM SIĘ OCZY CAŁE CZERWONE I ROŚNIEMY W SIŁĘ.
-JEJKU BŁAGAM NIE ROZMAWIAJMY O TYM !! JA CHCĘ DO DOMU.-LAMENTOWAŁEM
ANDY PARSKNĄŁ ŚMIECHEM , NA CO JA POPATRZYŁEM SIĘ NA NIEGO.
-REBECA? JEDZIESZ Z NAMI?-ZAPYTAŁ.
-PEWNIE ! CZEMU NIE?-MÓWIŁA URADOWANA.
-NO TO IDZIEMY SIĘ PAKOWAĆ. JUTRO RANO WYLATUJEMY.
MIAŁY BYĆ TAKI UDANY WYJAZD , ALE JEŻELI DALEJ MA TAK BYĆ TAKIE WYDARZENIA TO JA NA PRAWDĘ PODZIĘKUJĘ.

****************NASTĘPNY DZIEŃ*******************

***PERSPEKTYWA ANDY'EGO***
MMM... JAKIE TE ŁÓŻKO JEST MIĘCIUTKIE , NIC TYLKO SOBIE TAK LEŻEĆ. W PEWNYM MOMENCIE POSTANOWIŁEM ZOBACZYĆ , KTÓRA JEST GODZINA.
-EE TO TYLKO 9 RANO...
LEŻAŁEM DALEJ AŻ W PEWNYM MOMENCIE KTOŚ WBIEGŁ MI DO POKOJU.
-ANDY !!!!! WSTAWAJ !!! ZASPALIŚMY ! ZA GODZINĘ MAMY SAMOLOT !- WYDARŁA SIĘ SOPHIE.
-CO TY GADASZ?!-WYSKOCZYŁEM Z ŁÓŻKA Z PRĘDKOŚCIĄ ŚWIATŁA.
JAK JA NIE MOGŁEM SIĘ KAPNĄĆ , ŻE ZASPALIŚMY NA TEN DURNY SAMOLOT. I POMYŚLEĆ JESZCZE , ŻE TO JA MÓWIŁEM , ŻE RANO WYLATUJEMY. OJ ANDY , ANDY. TY STARY SKLEROTYKU , JAK MOGŁEŚ ZAPOMNIEĆ.
-GDZIE RESZTA?-ZAPYTAŁEM.
-WŁAŚNIE IDĘ ICH BUDZIĆ , CHODŹ POMOŻESZ MI , DOBRZE WIESZ , ŻE ASHLEY'A BĘDZIE CIĘŻKO WYCIĄGNĄĆ Z ŁÓŻKA.
-TAK , TAK. JUŻ IDĘ.
SZYBKO UBRAŁEM SIĘ TAK , ABYM NIE MUSIAŁ SIĘ PRZEBIERAĆ I WYBIEGŁEM Z POKOJU. WBIŁEM DO POKOJU ASH'A I LIZZY , TAK SAMO JAK SOPHIE DO MNIE. PODBIEGŁEM DO ŁÓŻKA ASHLEY'A I KRZYKNĄŁEM.
-ASHLEY WSTAWAJ NA SAMOLOT ZASPALIŚMY !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
BIDULEK AŻ SPADŁ Z ŁÓŻKA. MUSIAŁ SIĘ TROCHĘ POOBIJAĆ ALE CÓŻ... ŻYCIE...
-POGRZAŁO CIEBIE DO RESZTY?-WALIŁA WONTAMI LIZZY
-NO PRZEPRASZAM BARDZO PANIĄ , ALE CHYBA MIELIŚMY WRACAĆ DO DOMU TAK ? A ZA NIECAŁĄ GODZINĘ NASZ SAMOLOT ODLATUJE!
MINA ELIZABETH KOSMICZNA , JESZCZE TAKIEJ NIE WIDZIAŁEM W JEJ WYKONANIU. ASHLEY JESZCZE NIE PODNIÓSŁ SIĘ Z PODŁOGI.
-ASHLEY CZY MÓGŁBYŚ RUSZYĆ ZACNY TYŁEK?
-MOOOOMENT , A CO W OGÓLE SIĘ DZIEJE?
ELIZABETH AŻ SOBIE USIADŁA NA ŁÓŻKU I PATRZYŁA SIĘ NA ASH'A JAK NA TOTALNEGO IDIOTĘ. JAK ON MÓGŁ NIC NIE OGARNIAĆ?!?! NO JA SIĘ PYTAM ?!?! ZAWSZE TO ON BYŁ ''NAJMĄDRZEJSZY'' I ZA PIERWSZYM RAZEM ZAJARZYŁ O CO CHODZI. ALE OSTATNIO TO SIĘ ZMIENIŁO.
-ASHLEY... CHODZI O TO-ZACZĘŁA SPOKOJNYM GŁOSEM LIZZ.- ŻE ZASPALIŚMY !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!-WYDARŁA SIĘ TYM RAZEM , TAK GŁOŚNO , ŻE MYŚLAŁEM ŻE OGŁUCHNĘ .
ASHLEY POPATRZYŁ NA NIĄ WYSTRASZONYM WZROKIEM.
-KOCHANIE , NIE KRZYCZ NA MNIE.-ODEZWAŁ SIĘ
-TO PODNOŚ TEN TYŁEK I RUSZ SIE !!!! AA I ANDY DZIĘKI ZA POBUDKE.
-TO SOPHIE DZIĘKUJCIE. TO ONA MNIE OBUDZIŁA. DOBRA TO POSPIESZCIE SIĘ I JEDZIEMY NA LOTNISKO.

*****LOTNISKO*****

BIEGLIŚMY Z BAGAŻAMI JAK W KEVIN SAM W DOMU. UDERZALIŚMY W INNYCH LUDZI , KTÓRZY WYLATYWALI DO INNYCH PAŃSTW. DZIWNE... CC NA TYCH SWOICH SZCZUDŁACH LECIAŁ PIERWSZY.
-NO CHYBA NIE.!!!!!-KRZYKNĄŁ
TAA WIEDZIAŁEM O CO CHODZI...

--------------------------------
Ten rozdział to jedna wielka LIPA ! -_-" nie udało się ;'( moim zdaniem heh , opinie zostawiam dla was ^^ mam ferie to powinnam dodać jeszcze parę notek ^^

niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział 54

***PERSPEKTYWA REBECI***

BIEGŁAM RAZEM Z ANDY'M W MIEJSCE , W KTÓRYM SĄ ASHLEY I.... ELIZABETH.  JAK GO ZOBACZĘ TO ZABIJĘ.
-ANDY SZYBKO !!
-BIEG..BIEGNE PRZECIEŻ !!!-MÓWIŁ ZDYSZANY.
BIEGLIŚMY DALEJ I W KOŃCU ZNALEŹLIŚMY ICH. PRZY ASHLEY'U BYŁ JAKIŚ GOŚCIU , KTÓRY MIAŁ NÓŻ W DŁONI.
-CO TO TO NIE !!-KRZYKNĘŁAM
RUSZYŁAM W STRONĘ DUPKA.
-REBECA NIE!-KRZYKNĄŁ ANDY
IGNOROWAŁAM TO. SZŁAM.
-OO WIDZĘ , ŻE NASTĘPNA ŚLICZNOTKA DO NAS PRZYSZŁA.-ODWRÓCIŁ SIĘ W MOJA STRONĘ.
ZAUWAŻYŁAM LEŻĄCĄ ELIZABETH. BYŁA POBITA... I... ZGWAŁCONA. JA TEGO MU NIE DARUJĘ.
-ASHLEY , STARAJ SIĘ ZBLIŻYĆ DO ELIZABETH , JA SIĘ NIM ZAJMĘ.
-ALE ONA... SIĘ MNIE BOI...
-SPRÓBUJ CHOCIAŻ.-MÓWIŁAM
WIDZIAŁAM , ŻE ASHLEY ZA WSZELKĄ CENĘ PRÓBOWAŁ SIĘ DO NIEJ ZBLIŻYĆ. ELIZABETH TROCHĘ SIĘ ODSUWAŁA , ALE W KOŃCU ZROZUMIAŁA , ŻE ASHLEY NIC JEJ NIE ZROBI.
-NO TO TERAZ KOLEJ NA CIEBIE IDIOTO.
-UWAŻAJ NA SŁOWA PIĘKNA ISTOTO.
-NIE MÓW TAK DO MNIE.
-BO CI MI ZROBISZ... SUCZO?
-BO CIĘ WYKASTRUJĘ....
TAK TO PRAWA , NIECH MI TYLKO CIŚNIENIE PODNIESIE JESZCZE BARDZIEJ , A WTEDY ZOBACZY NA CO MNIE STAĆ.
-MYŚLISZ , ŻE DASZ RADĘ COŚ MI ZROBIĆ?
-NO OCZYWIŚCIE. CO TY MYŚLISZ , ŻE KAŻDA DZIEWCZYNA JEST SŁABA ? ŻE FACET MA NAD NIĄ WŁADZĘ ?! ŻE DZIEWCZYNA NIE MA SIŁY , ABY WPIEPRZYĆ TAKIEMU SKURWIELOWI JAK TY?!?!?!
-NO WIESZ... ELIZABETH NIE BYŁA NA TYLE SILNA...
-NIE MÓW NA TEMAT ELIZABETH. TY JUŻ I TAK ZA DUŻO JEJ WYRZĄDZIŁEŚ SZKÓD.. POWINIENEŚ TERAZ GNIĆ W WORKU POĆWIARTOWANY I ZAKOPANY W LESIE.
-MASZ COŚ JESZCZE DO POWIEDZENIA?
-NIE. MAM DO WYKONANIA.-POWIEDZIAŁAM
RZUCIŁAM SIĘ NA NIEGO I ZACZĘŁAM GO BIĆ. PO PARU MINUTACH WYMIĘKŁ.
-TY ....!
-CHCESZ JESZCZE?!?!?!-PRZERWAŁAM MU
-NO DAWAJ!!
I POWTÓRKA , WJEBAŁAM MU TAK , ŻE STRACIŁ PRZYTOMNOŚĆ. I DOBRZE SKURWIELOWI. NIECH SIĘ NAWET NIE BUDZI.


***PERSPEKTYWA ANDY'EGO***

'OSZ KURWAAA' TAKA BYŁA MOJA REAKCJA , JAK ZOBACZYŁEM REBECĘ , BIJĄCĄ ALEX'A CZY JAK ON TAM MA. REBECA TAK GO POBIŁA , ŻE ON... SIĘ NIE PODNOSI.
-REBECA... CZY ON ?-ZACZĄŁEM
-ŻYJE... NIESTETY...-POWIEDZIAŁA
-GDZIEŚ TY SIĘ TEGO NAUCZYŁA?-PYTAŁ ASHLEY
-CHODZIŁAM NA BOKS I TAEKWONDO.
REBECA I BOKS? WOOW. NIEZŁA W TYM JEST. WIDAĆ , ŻE BARDZO DUŻO ĆWICZYŁA. JEST BARDZO SILNA. REBECA  ODWRÓCIŁA SIĘ DO ELIZABETH. ASHLEY PRZYTULIŁ LIZZY DO SIEBIE , A ONA CICHO PŁAKAŁA MOCZĄC MU KOSZULKĘ.
-ANDY? PÓJDZIESZ DO SKLEPU PO JAKĄŚ KOSZULKĘ I SPODNIE? ONA NIE PÓJDZIE PRZECIEŻ TAKA.
-TAK OCZYWIŚCIE , JUŻ IDĘ.
CZEMU MIAŁBYM SIĘ NIE ZGODZIĆ? ELIZABETH JEST JAK MOJA SIOSTRA. POLECIAŁEM SZYBKO DO SKLEPU I OD RAZU W OKO WPADŁA MI CZARNA KOSZULKA W BATMANA. WEZMĘ TEŻ JEJ SPODNIE TAKIE LUŹNE , HMM... NAJLEPSZE BĘDĄ DRESY.
-O DRESY W BATMANA.
WZIĄŁEM KOSZULKĘ , SPODNIE I ZAPŁACIŁEM. WRÓCIŁEM JAK NAJSZYBCIEJ DO RESZTY. REBECA PRZYTULAŁA SIĘ DO LIZZY.
-ASHLEY TRZYMAJ.-POWIEDZIAŁEM PODAJĄC KUPIONE RZECZY.
ASHLEY Z REBECĄ POMOGLI ELIZABETH SIĘ UBRAĆ. TAK MI JEJ SZKODA.
-IDZIEMY NA POLICJĘ?-ZAPYTAŁEM
-NIE.!!-KRZYKNĘŁA ELIZABETH
SPOJRZELIŚMY NA NIĄ NIE WIEDZĄC CO POWIEDZIEĆ. KAŻDA DZIEWCZYNA NA JEJ MIEJSCU CHYBA BY POSZŁA NA POLICJĘ , TAK ?
-ALE ELIZABETH.
-JAK RAZ POWIEDZIAŁAM NIE TO NIE. CHCE WRÓCIĆ DO DOMU DO STANÓW.
NIC NIE ODPOWIEDZIELIŚMY. W CISZY WRÓCILIŚMY DO SWOICH POKOI.


***PERSPEKTYWA ELIZABETH***

CZUŁAM SIĘ FATALNIE , WSZYSTKO , KOMPLETNIE WSZYSTKO MNIE BOLAŁO. CZUŁAM SIĘ JAKBY MOJE ŻYCIE STRACIŁO SENS.
-REBECA?? WSZYSTKO OKEY?-USŁYSZAŁAM ANDY'EGO
-TAK , TAK ...-ODPOWIEDZIAŁA
ZOBACZYŁAM JEJ OCZY... TE CZERWONE OCZY JAK KIEDYŚ. PRZECIEŻ TO NIE MOŻLIWE ŻEBY TO JESZCZE....
-TO CZEMU TWOJE....-ZACZĄŁ ANDY
-CO MOJE ?-ZAPYTAŁA USPOKOJONA.
-A NIE NIC JUŻ.-POWIEDZIAŁ
JAK BĘDĘ W DOBRYM STANIE , TO BĘDĘ MUSIAŁA Z NIĄ POROZMAWIAĆ.
-ELIZABETH? MUSISZ SIĘ POŁOŻYSZ SPAĆ. MUSISZ ODPOCZĄĆ . JUTRO WRACAMY DO DOMU.-POWIEDZIAŁ ASHLEY Z ANDY'M.
-A CO Z REBECĄ?-SZEPNĘŁAM
-JADĘ Z WAMI.-POWIEDZIAŁA UŚMIECHAJĄC SIĘ.
ODWZAJEMNIŁAM LEKKO UŚMIECH. TERAZ PRZEZ JAKIŚ DURNY CZAS NIE BĘDĘ MOGŁA SIĘ OTRZĄSNĄĆ PO TEJ AKCJI. MAM NADZIEJĘ , ŻE CHOCIAŻ ODROBINĘ ZAPOMNĘ O TEJ AKCJI. CHOCIAŻ.... MAM PEWIEN POMYSŁ NA ALEX'A. ALE TO JESZCZE PRZEMYŚLĘ NA SPOKOJNIE , OPISZĘ SWOJE PRZEMYŚLENIA I ZOBACZĘ JAK TO BĘDZIE. NAJPIERW TO JA MUSZĘ POROZMAWIAĆ Z REBECĄ.
-REBECA... MUSIMY POROZMAWIAĆ...-POWIEDZIAŁAM CICHO
REBECA POPATRZYŁA NA MNIE WYSTRASZONYM WZROKIEM
-NA OSOBNOŚCI.-DODAŁAM.
SPOJRZAŁA NA MNIE I KIWNĘŁA GŁOWĄ ABYŚMY ODESZŁY KAWAŁEK OD CHŁOPAKÓW. OBY TEGO NIE USŁYSZELI. WIEM , ŻE BĘDĄ ŹLI . ALE ONI NA RAZIE O TYM NIE MOGĄ WIEDZIEĆ... CHOĆ DOWIEDZĄ SIĘ O TYM. KIEDY? TEGO JESZCZE NIE WIEM. KIEDY BYŁYŚMY JUŻ Z DALA OD RESZTY ODEZWAŁAM SIĘ.
-REBECA...TWOJE OCZY.-ZACZĘŁAM
-DALEJ SĄ CZERWONE JAK SIĘ ZŁOSZCZĘ.
-NO WŁAŚNIE...
REBECA SPUŚCIŁA GŁOWĘ.
-JA JESTEM SILNIEJSZA NIŻ CI SIĘ WYDAJE... TY MASZ JESZCZE TAK OCZY CZERWONE ?
-TAK , MAM JESZCZE. ALE JAK CZUJE NARASTAJĄCĄ ZŁOŚĆ TO ODWRACAM SIĘ CZY COKOLWIEK , ABY NIKT NIE WIDZIAŁ.
STAŁYŚMY CHWILĘ PATRZĄC NA SIEBIE AŻ SIĘ ODEZWAŁAM
-CZY TEN KRETYN MUSIAŁ NAM TO WSTRZYKNĄĆ WTEDY ?!?!
-ELIZABETH CICHO!!-KRZYKNĘŁA REBECA.
-WSTRZYKNĄĆ CO ?!-KRZYKNĄŁ ANDY RAZEM Z ASHLEY'EM.
NO ŚWIETNIE , PO PROSTU ŚWIETNIE...MIELI TEGO NIE USŁYSZEĆ ! MĄDRA JA... PO CO SIĘ DARŁAM...I BĘDZIE TRZEBA SIĘ TŁUMACZYĆ.. ZNOWU.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
WPROWADZIŁAM MAŁE ZMIANY ^^

niedziela, 5 stycznia 2014

Blooog

Zapraszam was na nowego bloga , ktory prowadzę razem z Agatą ^^

http://lost-in-all-bvb.blogspot.com/

sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 53

***PERSPEKTYWA ELIZABETH***

BIEGŁAM GDZIE SIĘ DA , ŻEBY TYLKO ZNALEŹĆ ANDY'EGO. I W KOŃCU SIĘ ZNALAZŁ. SIEDZIAŁ NA ŁAWCE Z JAKĄŚ LASKĄ. TO PEWNIE CAŁA TA REBECA. NIE NO MUSZĘ PRZYZNAĆ , ŻE CAŁKIEM NIEZŁA JEST.
-ANDY !!!!-ZAWOŁAŁAM
SPOJRZAŁ W MOJĄ STRONĘ I WSTAŁ Z ŁAWKI.
-O HEY , SZUKASZ MNIE?-ZAPYTAŁ
-NO PEWNIE. MUSIMY POROZMAWIAĆ.
-NO DOBRZE , DOBRZE , A TAK WOGÓLE TO JEST REBECA JONES
-HEY MIŁO MI
-RE - RE - REBECA  ?!?!?!-WYDARŁAM SIĘ.
-TAAAK ? COŚ SIĘ STAŁO ?-POPATRZYŁA SIĘ NA MNIE.
-ZNASZ MOŻE ELIZABETH CARLS ?-ZAPYTAŁAM
-OJ PEWNIE , ŻE ZNAM. MIAŁAM Z NIĄ WSPANIAŁE ŻYCIE. BRAKUJE MI JEJ.
O JOOJ AŻ MI SIĘ CIEPŁO ZROBIŁO. BOŻE TO NA SERIO REBECA , MOJA REBECA.
-ZAWSZE JAK SIĘ SPOTYKAŁYŚMY , BYŁ JEDEN WIELKI ŁACH MIMO TAK MŁODEGO WIEKU. A ZNASZ JA ? WIESZ CO U NIEJ ?-PYTAŁA
ANDY STAŁ CHWILĘ Z TAK JAKBY WYSTRASZONYM WZROKIEM.
-NAWET NIE WIESZ JAK BARDZO JĄ ZNAM.
-WIESZ MOŻE GDZIE TERAZ JEST ? DAWNO , ALE TO DAWNO JEJ NIE WIDZIAŁAM.
-PEWNIE , ŻE WIEM.-RZEKŁAM
-JOJKU GDZIE ?!
-PRZED TOBĄ...
REBECA STAŁA Z WIELKIMI OCZAMI I OTWARTYMI USTAMI.
-REBECA... MUCHA CI ZARAZ WPADNIE DO BUZI.-ODEZWAŁ SIĘ ANDY.
-TO TY ELIZABETH ?!
-TAAK , TO JA.
REBECA RZUCIŁA SIĘ NA MNIE PRZYTULAJĄC SIĘ DO MNIE. ODSUNĘŁAM REBECĘ OD SIEBIE , POPATRZYŁAM NA NIĄ I POCAŁOWAŁAM W CZOŁO , JAK TO KIEDYŚ BYŁO.

***PERSPEKTYWA ANDY'EGO***

ALBO JA JUŻ NA SERIO JESTEM TĘPY , ALBO MAM CHOROBĘ ALZHAIMERA.
-CO JEST GRAAAAANE?-ZAPYTAŁEM PRZECIAGAJĄC "A"
-DŁUGA HISTORIA.-POWIEDZIAŁA ELIZABETH.
TO JEST NIESPRAWIEDLIWE. LIZZY NIC NIE OPOWIADAŁA O REBECE. MOGŁEM JĄ WCZESNIEJ POZNAĆ NOOO !! LIZZY UDUSZĘ CIĘ.
-A TAK W OGÓLE O CZYM CHCIAŁAŚ ROZMAWIAĆ ?-ZAPYTAŁEM ELIZABETH.
-NO BO CHCIAŁAM YY... REBECA !! WŁAŚNIE JAK MOGĘ ZADOWOLIĆ ASHLEY'A ?
-TO TY... JESTEŚ Z ASH'EM ?!?!
-NO BAAA...
-HMM... JAK ZOBACZYSZ , ŻE ASHLEY BĘDZIE NP W POBLIŻU LODÓWKI , ZAJDZIESZ GO OD TYŁU , WTULISZ SIĘ W JEGO PLECY I POCAŁUJESZ GO W SZYJE PRZY OKAZJI ROBIĄC MALINKĘ. KIEDY ON SIĘ ODWRÓCI I BĘDZIE CHCIAŁ CIĘ POCAŁOWAĆ DELIKATNIE SIĘ ODSUNIESZ. GESTEM RĘKI ZACHĘCISZ GO ABY POSZEDŁ ZA TOBĄ NP DO ŁAZIENKI , ALBO DO ŁÓŻKA. CHYBA ŻE CHCECIE W KUCHNI PCHAJĄC SIĘ NA LODÓWKĘ. NO A REEEEESZTA BĘDZIE ZALEŻEĆ WYŁĄCZNIE OD WAS I NO MOŻE OD LODÓWKI.
OSZ KURWA , ALE REBECA MA FANTAZJĘ.
-CAŁKIEM CIEKAWIE TYLKO TA LODÓWKA.
-OJ CZEPIASZ SIĘ SZCZEGÓŁÓW , DAŁAM TAKI PRZYKŁAD TY POMIDORKU.
-CZY TY CHCESZ ŻEBYM PAWIA PUŚCIŁA ?!?!
-ACH JEDNAK JESZCZE MASZ ZRAZĘ DO POMIDORÓW.
-NO CO TY NIE POWIESZ?!?!
-EM WY BĘDZIECIE TAK STAĆ I SIĘ DRZEĆ CZY PÓJDZIEMY GDZIEŚ?-ZAPYTAŁEM.
-JA WRACAM DO ASHLEY'A.-ODEZWAŁA SIĘ LIZZY.
-OO TO IDŹ I ZASZALEJ.
-SPOOKO !!
ELIZABETH POSZŁA W KIERUNKU HOTELU , A JA POZOSTAŁEM Z REBECĄ.

***PERSPEKTYWA ELIZABETH***

SZŁAM SPOKOJNIE W STRONĘ HOTELU. NIE SPIESZYŁO MI SIĘ , WIĘC SZŁAM POWOLI ROZGLĄDAJĄC SIĘ DOOKOŁA. PO KAŻDEJ STRONIE STAŁA JAKAŚ PARA. USMIECHNIĘCI OD UCHA DO UCHA.
-TEŻ TAK CHCESZ , PRAWDA ?-USŁYSZAŁAM ZA SOBĄ.
PO GŁOSIE OD RAZU WIEDZIAŁAM , ŻE TO ALEX...
PRZYSPIESZYŁAM KROKU, NIE CHCIAŁAM SPOJRZEĆ MU W OCZY.
-KOCHANIE ZWOLNIJ !!
NIC NIE MÓWIŁAM , SZŁAM DALEJ. NO CO ZA PIERDOLONY PRZYGŁUP... TO ZACZYNA SIĘ ROBIĆ I GŁUPIE I PIERDOLNIĘTE.
-WEŹ MNIE W KOŃCU ZOSTAW.-WARKNĘŁAM DO NIEGO , GDY DOGONIŁ MNIE I ZŁAPAŁ ZA RĘKĘ.
-ALE KOCHANIE , JAK MOGĘ CIĘ ZOSTAWIĆ?
-PUŚĆ MNIE.!
MAM DOŚĆ , WYRWAŁAM RĘKĘ I ZACZĘŁAM BIEC PRZED SIEBIE. NAWET NIE WIEM GDZIE TERAZ JESTEM. ODWRÓCIŁAM SIĘ , ŻEBY ZOBACZYĆ CZY BIEGNIE ZA MNĄ. NO I KURWA BIEGNIE... PRZY OKAZJI DO KOGOŚ DZWONI. ODWRÓCIŁAM SIĘ Z POWROTEM I W KOGOŚ WPADŁAM.
-PRZEP....-NIE DANE MI BYŁO SKOŃCZYĆ.
CHCIAŁAM KRZYCZEĆ , ALE USTA MIAŁAM ZATKANE.
-SZYBKI JESTEŚ.-ODEZWAŁ SIĘ ALEX DO NIEZNAJOMEGO.
-BYŁEM W POBLIŻU TO WIESZ.
-NO TO TERAZ SIĘ ZABAWIMY.-SYKNĄŁ ALEX
NIE DAM SIĘ TAK ŁATWO. UGRYZŁAM CIULA , KTÓRY MNIE TRZYMAŁ.
-AŁA!! ONA MNIE UGRYZŁA!
I PUŚCIŁ MNIE , MIMO IŻ SIĘ WYWALIŁAM SZYBKO WSTAŁAM I ZNOWU WYLĄDOWAŁAM NA ZIEMI. ALEX PODŁOŻYŁ MI NOGĘ.
-NO I GDZIE UCIEKASZ?-PYTA
-JAK NAJDALEJ.-SYKNĘŁAM
-DOBRA STARY , JA SPADAM , PORADZISZ JUŻ SOBIE SAM.
-NO PEWNIE , DZIĘKI.
NIEZNAJOMY ODSZEDŁ , A ALEX ZŁAPAŁ MNIE ZA WŁOSY I ZACIĄGNĄŁ W JAKIŚ ZAUŁEK , GDZIE NIKOGO NIE MA. NIECH TYLKO COŚ MI ZROBI. NAGLE POCZUŁAM WIBRACJE W TELEFONIE , ZERKNĘŁAM NA WYŚWIETLACZ TAK BY ALEX NIE ZOBACZYŁ. DZWONIŁ ASHLEY. ODEBRAŁAM , ALE NIC NIE MÓWIŁAM. CHCIAŁAM BY SŁYSZAŁ CO SIĘ DZIEJE.
-ALEX ZOSTAW MNIE!-KRZYKNĘŁAM
-NAJPIERW SIĘ ZABAWIMY , PÓŹNIEJ ZOBACZYMY CO ZROBIMY.
ZOBACZYŁAM JAKIEŚ KARTONY , RZUCIŁ MNIE NA NIE.
-NO TO JAZDA.-WARKNĄŁ
RZUCIŁ SIĘ NA MNIE ZACZĄŁ ZDZIERAĆ ZE MNIE KOSZULKĘ I ODPINAĆ SPODNIE. PRÓBOWAŁAM MU SIĘ JAKOŚ WYRWAĆ. BEZ SKUTKU. NIE MIAŁAM SIŁY DOSTAŁAM W TWARZ , PO POLICZKACH PŁYNĘŁY MI ŁZY... NAGLE W DOLNEJ CZĘŚCI CIAŁA POCZUŁAM OSTRY BÓL.
-PAMIĘTASZ? PAMIĘTASZ JAK TO BYŁO SUKO?-SYCZAŁ MI DO UCHA.
-OO..ODEJ...ODEJDŹ!!!!-KRZYCZAŁAM PRZEZ ŁZY
-PAMIĘTASZ JAK CIĘ RŻNĄŁEM ?? CODZIENNIE?? PYTAM SIĘ COŚ KURWA!!! ODPOWIEDZ!!!
MILCZAŁAM. A ON BYŁ CORAZ BARDZIEJ BRUTALNY. NIE MOGŁAM MU SIĘ WYRWAĆ.

***PERSPEKTYWA ASHLEY'A***

ELIZABETH DŁUGO NIE WRACAŁA , POSTANOWIŁEM , ŻE ZADZWONIĘ DO NIEJ. WZIĄŁEM TELEFON I WYBRAŁEM NUMER. JEDEN SYGNAŁ... CISZA. DRUGI SYGNAŁ... CISZA TRZECI SYGNAŁ.. O.. ODEBRAŁA.
-ELIZABETH? GDZIE...?-I NIE DOKOŃCZYŁEM GDY COŚ USŁYSZAŁEM.
-ALEX ZOSTAW MNIE!-KRZYCZAŁA ELIZABETH
-NAJPIERW SIĘ ZABAWIMY , PÓŹNIEJ ZOBACZYMY CO ZROBIMY.
CO JEST KURWA GRANE? JAKA ZABAWA?
-NO TO JAZDA.-WARKNĄŁ CHYBA TEN CAŁY ALEX
ELIZABETH.... GDZIE TY JESTEŚ? KURWA JAK JA SIĘ O NIĄ MARTWIĘ.
-PAMIĘTASZ? PAMIĘTASZ JAK TO BYŁO SUKO?-SŁYSZAŁEM
-OO..ODEJ...ODEJDŹ!!!!-KRZYCZAŁA
-PAMIĘTASZ JAK CIĘ RŻNĄŁEM ?? CODZIENNIE?? PYTAM SIĘ COŚ KURWA!!! ODPOWIEDZ!!!
-KURWA MAĆ !!!!!
SZYBKO POBIEGŁEM SZUKAĆ ELIZABETH , GDZIE JA JĄ MOGĘ NA HAWAJACH ZNALEŹĆ ? W DODATKU NIE WIEM GDZIE ON JĄ MA!! MOŻE ANDY JĄ WIDZIAŁ... W MIĘDZY CZASIE DZWONIŁEM DO ANDY'EGO.
-HEY ASHLEY COŚ SIĘ STAŁO?-ODEZWAŁ SIĘ.
-TAK !!!! NIE WIEM GDZIE JEST ELIZABETH!!!
-BYŁA NIE DAWNO ZE MNĄ I Z REBECĄ. MIAŁA WRÓCIĆ DO DOMU.
-DZWONIŁEM DO NIEJ !! ODEBRAŁA , ALE NIE ODPOWIADAŁA! SŁYSZAŁEM TYLKO GŁOSY ! I TEN PIERDOLONY ALEX! ON JĄ CHYBA...
-NIE KOŃCZ. POSZUKAM JEJ Z REBECĄ.
ROZŁĄCZYŁEM SIĘ. BIEGAŁEM PO ULICACH , SZUKAJĄC JEJ. PYTAŁEM SIĘ LUDZI CZY MOŻE JEJ NIE WIDZIELI. MIAŁEM PRZY SOBIE JEJ ZDJĘCIE.
-PRZEPRASZAM ! NIE WIDZIAŁA PANI MOŻE TEJ DZIEWCZYNY?-ZAPYTAŁEM POKAZUJĄC ZDJĘCIE.
-A WIDZIAŁAM WIDZIAŁAM , UCIEKAŁA CHYBA PRZED CHŁOPAKIEM , BO GONIŁ ZA NIĄ.
-WIE PANI W KTÓRĄ STRONĘ?
-A O W TAMTĄ.-WSKAZAŁA MI KIERUNEK.
-DZIĘKUJĘ PANI!!!!
SZYBKO POBIEGŁEM W TAMTĄ STRONĘ. ZOBACZYŁEM , ŻE TAM JEST PEŁNO ZAUŁKÓW. WBIEGŁEM DO PIERWSZEGO , ALE TAM NIC , TYLKO KILKA OSÓB GRZEBIĄCYCH W KOSZACH. POBIEGŁEM DO DRUGIEGO. TAM BYŁA JAKAŚ TAKA DZIWNA AURA , ODCZUWAŁEM TO. LEŻAŁY TAM JAKIEŚ PUSTE KARTONY , A DOOKOŁA NIKOGO NIE BYŁO. PUSTA , TOTALNA. SZEDŁEM KAWAŁEK I ZOBACZYŁEM KOGOŚ NA KARTONACH.
-JA PIERDOLE.-SZEPNĄŁEM
PODBIEGŁEM TAM. ZOBACZYŁEM ELIZABETH. BYŁA W MASAKRYCZNYM STANIE. POBITA I ... ZGWAŁCONA. CICHO ŁKAŁA. NA MÓJ WIDOK ODSUNĘŁA SIĘ. ONA... ONA SIĘ MNIE TERAZ BOI... POCZUŁEM SMUTEK , KTÓREGO JESZCZE AŻ TAK NIE ODCZUŁEM.
-ELIZABETH...-SZEPTAŁEM
NIC NIE ODPOWIEDZIAŁA. ODSUNĘŁA SIĘ JESZCZE BARDZIEJ. WYCIĄGNĄŁEM TELEFON. WYBRAŁEM NUMER DO ANDY'EGO.
-ZNALAZŁEŚ JĄ?-USŁYSZAŁEM OD RAZU.
-TAK , ZNALAZŁEM , ALE ... ONA... NIE ZBLIŻA SIĘ DO MNIE. NIE WIEM CO MAM ROBIĆ.
-GDZIE JESTEŚ?-ZAPYTAŁ
-W JAKIMŚ ZAUŁKU GDZIE JEST DUŻO KARTONÓW...
-ZARAZ TAM BĘDZIEMY Z REBECĄ.
WŁOŻYŁEM TELEFON DO KIESZENI.
-ELIZABETH... BŁAGAM... ZBLIŻ SIĘ DO MNIE.-MÓWIŁEM SPOKOJNIE.
POCZUŁEM ŁZY NA POLICZKACH. NIGDY SIĘ TAK NIE CZUŁEM. NIGDY. NIE MAM BLADEGO POJĘCIA CO MAM ROBIĆ. USŁYSZAŁEM Z TYŁU KROKI , MYŚLAŁEM , ZE TO ANDY. MYLIŁEM SIĘ.. TO BYŁ PIEPRZONY ALEX.
-O WIDZĘ , ZE ZNALAZŁEŚ SWOJĄ UKOCHANĄ.-KPIŁ SOBIE
-PODEJDŹ BLIŻEJ , A OBIECUJĘ , ŻE BĘDZIE Z TOBĄ KIEPSKO.
-OJ BO CO MI ZROBISZ? ZAJEBIESZ MI STANIKIEM?
PODSZEDŁEM DO NIEGO I.....

-------------------------
JEST KOLEJNA NOTKA ^^ MYŚLĘ , ŻE WAM SIĘ CHOCIAŻ ODROBINKĘ SPODOBA :) NIE WIEM KIEDY KOLEJNA NOTKA SIĘ POJAWI. WIDZĘ , ŻE CORAZ MNIEJ OSÓB ZAGLĄDA ;(( JEŻELI CHCECIE BYM DALEJ PROWADZIŁA TEGO BLOGA DAJCIE ZNAĆ , ŻE TO "COŚ" CZYTACIE :)

6 KOMENTARZY = NASTĘPNY ROZDZIAŁ ^^

piątek, 22 listopada 2013

Rozdział 52

***PERSPEKTYWA SOPHIE***

WYDURNIAŁAM SIĘ Z CC'EM Z NUDÓW. PRÓBOWAŁAM SIĘ UWOLNIĆ Z POD JEGO CIAŁA , ALE BEZ SKUTKU. PRZYCISNĄŁ MNIE DO PODŁOGI I ANI W TE ANI W TE. PO CHWILI USŁYSZAŁAM TELEFON.
-TO TYLKO SMS.-POWIEDZIAŁ CC
-ALE DAJ MI CHOCIAŻ PRZECZYTAĆ.!
-NIEEE...
NOSZ CHAMSTWO NA PODŁODZE ! CO ZA SZUJA.!
-WYPUŚĆ MNIE !
W KOŃCU ULGA , ZOSTAWIŁ MNIE , A JA POSZŁAM PO TELEFON. ODCZYTAŁAM WIADOMOŚĆ OD ELIZABETH ' mała , Evelin nie żyje '.
-O KURCZE...
-CO SIĘ STAŁO ?-ZAPYTAŁ CC
-EVELIN NIE ŻYJE.
-NO CO TY ?-ZAPYTAŁ
-NO SERIO , DOSTAŁAM ESA OD LIZZY.
NIE NO NIE WIERZĘ. SZKODA , CIEKAWE JAK ANDY SIĘ CZUJE...


***PERSPEKTYWA ELIZABETH***


NAPISAŁAM ESA DO SOPHIE , NIECH WIE.
-ANDY I CO CI POWIEDZIELI ?-ZAPYTAŁAM GDY WYSZEDŁ Z POLICJANTEM OD LEKARZA.
-PO PROSTU ZOSTAŁA ZAMORDOWANA , BĘDĄ SZUKAĆ MORDERCY. ALE TRUDNO... STAŁO SIĘ.-POWIEDZIAŁ.-I TAK CORAZ SŁABIEJ JĄ KOCHAŁEM. JA JĄ... ZDRADZAŁEM.
MOJE OCZY BY Z ORBIT WYSZŁY. ALE TO TROCHĘ BYŁO PO NIM WIDAĆ, ŻE NIE CZUJE DO NIEJ TEGO CO WTEDY.
-JAK MA NA IMIĘ ?-ZAPYTAŁ ASHLEY FALUJĄC BRWIAMI.
-ASHLEY!!-KRZYKNĘŁAM
ANDY ZACZĄŁ CHICHOTAĆ PO TYM INCYDENCIE.
-MA NA IMIĘ REBECA.-POWIEDZIAŁ USMIECHAJĄC SIĘ.
-UUUUUUUU.... -ZACZĄŁ ZNOWU ASHLEY.
-WEŹ SIĘ CYMBALE OGARNIJ.-WARKNĘLAM DO ASHLEY'A.
UGH , CO ZA..
-ANDY ? A CO Z CIAŁEM EVELIN ?
-WRÓCI DO POLSKI , TAM ZOSTANIE POCHOWANA.
-AA OKEY. DOBRA CHODŹMY JUŻ STĄD.
-JA IDE JESZCZE GDZIEŚ.-POWIEDZIAŁ ANDY.
-GDZIE ?-ZAPYTAŁAM RAZEM Z ASH'EM.
-REBECA TEŻ TU JEST.-SZEPNĄŁ I POSZEDŁ PRZED NAMI.
SPOJRZAŁAM NA ASH'A , ASH NA MNIE I UŚMIECHNĘŁAM SIĘ DO NIEGO.
-COŚ NAM SIĘ TU SZYYYYKUJE.-POWIEDZIAŁ URADOWANY ASHLEY.
-JENY , CZYM TY SIE TAK RADUJESZ ?!
-ŻYCIEM !!
I POBIEGŁ W PODSKOKACH. A KURWA O MNIE ZAPOMNIAŁ ?!?! MNIE SIĘ NIE ZAPOMINA ! MNIE SIĘ BIERZE ZE SOBĄ ! ZE MNĄ SIĘ JEST I ZE MNĄ MA SIĘ BYĆ !!!
STAŁAM NA KORYTARZU I GAPIŁAM SIĘ JAK ASHLEY ZNIKA. NIE MIAŁAM ZAMIARU IŚĆ, CHOCIAŻ NA POCZĄTKU CHCIAŁAM WYJŚĆ STĄD.

***PERSPEKTYWA ASHLEY'A***

SKAKAŁEM PO SZPITALU JAK MAŁE DZIECKO CIESZĄCE SIĘ NA WIDOK LIZAKA. MYŚLAŁEM , ŻE LIZZY IDZIE ZA MNĄ , ALE MYLIŁEM SIĘ. ZATRZYMAŁEM SIĘ I POCZEKAŁEM CHWILĘ.
-DOBRA WRACAM TAM.-POWIEDZIAŁEM SAM DO SIEBIE.
SZEDŁEM W TAMTĄ STRONĘ. NIGDZIE NIE WIDZIAŁEM ELIZABETH.  AŻ W KOŃCU ZOBACZYŁEM LEKARZA I PIELĘGNIARKĘ STOJĄCYCH PRZY KIMŚ KTO JEST NA PODŁODZE. ZOBACZYŁEM , ŻE TO ELIZABETH. PODBIEGŁEM TAM JAK NAJSZYBCIEJ.
-ELIZABETH!!
-OO JEDNAK NIE ZAPOMNIAŁEŚ O MNIE.-FUKNĘŁA
-CO JEJ SIĘ STAŁO?-ZAPYTAŁEM LEKARZA.
-WŁAŚCIWIE TO NIE WIEM. SIEDZIAŁA NA ŚRODKU KORYTARZA I SIĘ PATRZYŁA PRZED SIEBIE. ZNA PAN JĄ?-ZAPYTAŁ MNIE.
-TAK PEWNIE , ŻE ZNAM , TO MOJA DZIEWCZYNA.
-OO JEDNAK PAMIĘTASZ O MNIE.-POWIEDZIAŁA
ECH , JUŻ WIEM. JEST ZŁĄ , ZE JĄ ZOSTAWIŁEM. ALE JA TĘPY JESTEM...
-OKEY , CHODŹ ELIZABETH JUŻ.
-TO ZANIEŚ MNIE.
TO CHYBA KARA. LEKARZ CICHUTKO ZACHICHOTAŁ , A JA PODNIOSŁEM ELIZABETH.
-WIOOO KONIKU !!
ZACZĄŁEM SIĘ ŚMIAĆ , ONA CHYBA JAKIEŚ LEKI PODJEBAŁA ZE SZPITALA , BO SZLIŚMY DROGĄ , A ONA CAŁY CZAS SIĘ DARŁA JAK NAĆPANA. W PEWNYM MOMENCIE KOGOŚ ZOBACZYŁEM.
-NO NIE.-WYRZUCIŁEM Z SIEBIE
ELIZABETH PRZESTAŁA SIĘ WYDURNIAĆ.
-POSTAW MNIE.-SZEPNĘŁA MI DO UCHA
ZROBIŁEM TO O CO MNIE PROSIŁA. DELIKATNIE JĄ POSTAWIŁEM NA ZIEMI.
-CO ON TU SZUKA?-ZAPYTAŁEM
-NIE WIEM , ALE PEWNIE PRÓBUJE MNIE SZUKAĆ.
A NIECH TYLKO JEJ COŚ ZROBI. ZABIJE, UTOPIE, POĆWIARTUJE SKURWIELA NA MILIMETROWE KAWAŁECZKI.
-O TU JESTEŚ ELIZABETH.-POWIEDZIAŁ ALEX
-CZEGO CHCESZ?!-WARKNĘŁA LIZZY
ZŁAPAŁEM JĄ ZA RĘKĘ , ŻEBY NIE CZUŁA SIĘ SAMA. NIECH WIE , ŻE JESTEM OBOK NIEJ.
-CHCIAŁEM CIĘ SPOTKAĆ.
-PO CHUJ ?!?!
-NO JEJKU , NIE DENERWUJ SIĘ. CHCIAŁEM CIĘ ZOBACZYĆ.
NORMALNIE WIDZIAŁEM JAK ŚLINI SIĘ NA WIDOK LIZZY. CZUŁEM JAK ELIZABETH WBIJAŁA MI ZE ZŁOŚCI PAZNOKCIE W DŁOŃ. PRÓBOWAŁEM TEGO NIE UKAZYWAĆ , ALE TO JUŻ TAK BOLAŁO.
-AŁĆ!-JĘKNĄŁEM
-O , TWÓJ CHŁOPCZYK WYDAJE Z SIEBIE ODGŁOSY JAK DZIEWICA.
-JA CIĘ ZABIJĘ!-WYDARŁA SIĘ ELIZABETH.
WYRWAŁA RĘKĘ Z MOJEJ DŁONI I RZUCIŁA SIĘ NA ALEX'A. CHCIAŁEM JĄ OD NIEGO ODERWAĆ , ALE BYŁA ZA SILNA. JA PIERDZIELE SKĄD ONA MA TYLE SIŁY?! PO PARU MINUTACH W KOŃCU UDAŁO MI SIĘ JĄ ODERWAĆ , ALE ZA TĘ PORĘ ZDĄŻYŁA MU PODRZEĆ KOSZULKĘ I PODRAPAĆ TWARZ.
-JA CIĘ SUKO DORWĘ !-KRZYKNĄŁ WYCIERAJĄC KREW Z WARGI.
-WYPIERDALAJ!-WARKNĘŁA
-PAMIĘTAJ...-POWIEDZIAŁ I ODSZEDŁ.
CO ZA POJEBANY SKURWOL...

***PERSPEKTYWA ANDY'EGO***

SZEDŁEM W UMÓWIONE MIEJSCE SPOTKANIA Z REBECĄ. NIC NIE ODCZUWAŁEM , TYLKO PO PROSTU CHCIAŁEM SPOTKAĆ REBECĘ. NADCHODZIŁ WIECZÓR , BYŁO CIEPŁO. W ODDALI ZOBACZYŁEM STOJĄCĄ REBECĘ. UŚMIECH NA TWARZY OD RAZU MI SIĘ POJAWIŁ.
-CZEŚĆ REBECA.-POWIEDZIAŁEM
-O WITAJ ANDY.-POWIEDZIAŁA CAŁUJĄC MNIE W POLICZEK.
-CHODŹ USIĄDZIEMY NA ŁAWCE.
SIEDZIELIŚMY NA ŁAWCE Z DOBRĄ GODZINĘ. ŚMIALIŚMY SIĘ ZE WSZYSTKIEGO. JAKIŚ KOLEŚ PODSZEDŁ DO MNIE.
-JUŻ NOWA?-ZAPYTAŁ I ODSZEDŁ.
TO BYŁO NA PRAWDĘ DZIWNE. REBECA SPOJRZAŁA NA MNIE A JA NIE WIEDZĄC CO POWIEDZIEĆ ODWRÓCIŁEM WZROK.
-ANDY? O CO CHODZI?
-JA... NIE ... WIEM... SKĄD ON WIEDZIAŁ , ŻE JA MIAŁEM ... TO JEST DZIWNE.
SAM SIĘ JUŻ GUBIŁEM WE WSZYSTKIM.
-O CO CHODZI , ŻE NOWA?-ZAPYTAŁA
-WIESZ O EVELIN PRAWDA?
-NO TAK , OCZYWIŚCIE.
-ONA DZISIAJ... ZOSTAŁA ZAMORDOWANA. ALE NIE CHCĘ O TYM GADAĆ. PRZYSZEDŁEM TUTAJ , ABY SPĘDZIĆ CZAS Z TOBĄ.
-ALE POWIEDZ MI SZCZERZE. BRAKUJE CI JEJ?-ZAPYTAŁA MNIE REBECA
-TAK SZCZERZE , TO ... NIE. BYŁEM Z NIĄ , BO BYŁEM , NIE CHCIAŁEM JEJ ZRANIĆ ZRYWAJĄC Z NIĄ.
-AHA.
CHWILĘ SIEDZIELIŚMY W CISZY. ALE NAGLE USŁYSZAŁEM JAK KTOŚ MNIE WOŁA.
-ANDY !!!!!!


------------------------------------------------------------------------------------------------
Miałam zawiesić blogi , ale jednak tego nie robiłam ^^ łapcie tu taki beznadziejny rozdział xD mam nadzieję , że się podoba. Mam trochę przypływu weny i następny rozdział chyba będzie dłuuugi ^^ do następnej notki ; *

sobota, 16 listopada 2013

Rozdział 51

***PERSPEKTYWA JINXX'A***

MIAŁEM JUŻ UŁOŻONY PLAN NA JAKE'A. ZROBIĘ Z NIEGO JEDNOROŻCA HALINĘ. BĘDZIE SŁODKO WYGLĄDAĆ. TYLKOOOOO... HMM.. MUSZĘ KUPIĆ JAKĄŚ ŁACHOWĄ KIECKĘ , ABY GO UBRAĆ NA ŚPIOCHA. ELLA BĘDZIE MUSIAŁA MI POMÓC , MUSI TO JAKOŚ BYĆ TAK ABY SIĘ NIE OBUDZIŁ. JEDEN FAŁSZYWY RUCH A JAKE SIĘ OBUDZI W POŁOWIE UBRANY. I CAŁY PLAN JEBNIE WIELKIM GÓWNEM.

---------------------------------

PO KILKUNASTU MINUTACH PRZYSZEDŁEM DO POKOJU ELII I JAKE'A. CAŁE SZCZĘŚCIE JESZCZE SPAŁ.
-ELLA ??
-TU JESTEM !
POSZEDŁEM ZA JEJ GŁOSEM I ZOBACZYŁEM , ŻE SUSZY WŁOSY. DZIWNE ŻE GO TO NIE BUDZI.
-I CO MASZ JAKIŚ POMYSŁ JINXX ?-ZAPYTAŁA NAGLE.
-NO PEWNIE , ZROBIMY Z NIEGO JEDNOROŻCA HELENĘ.
ELLA WYŁĄCZYŁA SUSZARKĘ I POPATRZYŁA NA MNIE JAK ZOMBIE NA SAŁATE.
-CO SIĘ NA MNIE TAK PATRZYSZ JAK PIES NA SMIERDZĄCĄ KOŚĆ ?
-EM RACZEJ NIE JAK PIES A KOT NA KARME O SMAKU TOFFI.
ZACZĘLIŚMY TROCHĘ CHICHOTAĆ , ALE W KOŃCU OGARNĘLIŚMY SIĘ I POSZLIŚMY UBRAĆ JAKE'A.

---------------------------------

I SKOŃCZYLIŚMY. NASZE PIĘKNE DZIEŁO WYKONANE. JAKE DALEJ SPAŁ JAK ZABITY Z BITĄ ŚMIETANĄ , SZTUCZNYMI WŁOSAMI I RÓŻOWYMI TATUAŻAMI NA POLICZKACH Z LALKĄ BARBIE.
-JA ZROBIĘ FOTE!-KRZYKNĄŁEM I WTEDY JAKE SIĘ LEKKO PRZEBUDZIŁ.
-MAAAAMO ! WEŹ TE ŚWINIĘ !-KRZYCZAŁ JAKE
STAŁEM Z TELEFONEM W DŁONI I MYŚLAŁEM CO JEST KURWA GRANE.
-ELLA? ON COŚ JADŁ PRZED SPANIEM?
-NO JADŁ YY.. TE .. NO JAK TO SIĘ NAZYWA... NOO... SCHABOWE Z KARTOFLAMI O SMAKU KETCHUPU.
YYYY...... TO BYŁO DZIWNE. NIE SŁYSZAŁEM O KARTOFLACH O SMAKU KETCHUPU. MOJA MINA MUSIAŁA BYĆ BEZCENNA BO ELLA ZACZĘŁA ZE MNIE SIĘ ŚMIAĆ.
-I Z CZEGO TEN ŁACH LAMO BEZ GRZYWY?
-ŻE COŚ TY POWIEDZIAŁ?!-WYDARŁA SIĘ ELLA
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!-USŁYSZELIŚMY JAKE'A.
SPOJRZAŁEM NA NIEGO I JEBŁEM ŚMIECHEM. LEŻAŁ NA ŁÓŻKU OSRANY PO PACHY ZE STRACHU. NIE WIEDZIAŁ CO SIĘ Z NIM STAŁO.
-GDZIE TWOJA ŚWINIA?-ZAPYTAŁA ELLA.
-JAKA KURWA ŚWINIA I CO TO KURWA JEST ?!?!?!?!?!
-NO MÓWIŁEŚ ŻEBY ZABRALI OD CIEBIE JAKĄŚ ŚWINIĄ.
-WEŹ WYJDŹ !-WRZESZCZAŁ.
-NIE ! NAJPIERW FOTA !
CYKNĄŁEM FOTE I WYBIEGŁEM Z ICH POKOJU. ACH , TO NA PAMIĄTKĘ.

***PERSPEKTYWA EVELIN***

NUDZIŁO MI SIĘ NIEZMIERNIE. POSTANOWIŁAM WYJŚĆ NA TROCHĘ I SIĘ PRZEWIETRZYĆ. SZŁAM WOLNO DROGĄ , DOOKOŁA CHODZIŁO DUŻO LUDZI. KAŻDY SIĘ UŚMIECHAŁ , KAŻDY Z KAŻDYM ROZMAWIAŁ. NA SAMĄ MYŚL ZROBIŁO MI SIĘ CIEPŁO. SKRĘCIŁAM W JAKĄŚ DRÓŻKĘ. WESZŁAM DO LASKU I USŁYSZAŁAM DZIWNE ODGŁOSY. CHCIAŁAM ZAWRÓCIĆ , ALE KTOŚ MNIE ZŁAPAŁ ZA RAMIĘ.
-NO HEEEEJ.-USŁYSZAŁAM PRZY UCHU.
-KIM TY .... ?
-NIC NIE MÓW.-POWIEDZIAŁ PRZYKŁADAJĄC MI NÓŻ DO GARDŁA.
-CO TY CHCESZ MI ZROBIĆ ?-POWIEDZIAŁAM ŁAMIĄCYM GŁOSEM.
CZUŁAM SIĘ FATALNIE , BAŁAM SIĘ OKROPNIE.
-POPATRZ SIĘ NA MNIE.-POWIEDZIAŁ
ODWRÓCIŁAM SIĘ POWOLI W JEGO STRONE I POCZUŁAM OGROMNY BÓL W BRZUCHU , JEDEN , DRUGI , TRZECI... ZDZGNĄŁ MNIE NOŻEM KILKA RAZY. OPADŁAM NA KOLANA.
-JAK... MOGŁEŚ ?!-SZEPNĘŁAM  ZE ŁZAMI W OCZACH , PATRZĄC NA NIEGO OSTATNI RAZ. USŁYSZAŁAM TYLKO JESZCZE JAK KTOŚ KRZYCZY BY WEZWAĆ KARETKĘ...

***PERSPEKTYWA ANDY'EGO***

SIEDZIAŁEM U ASHLEY'A I ELIZABETH W POKOJU , EVELIN POSZŁA SIĘ GDZIEŚ PRZEJŚĆ. DŁUGO NIE WRACAŁA , CHCIAŁEM ZADZWONIĆ , ALE W MOMENCIE GDY WYCIĄGAŁEM TELEFON ZACZĄŁ MI DZWONIĆ. MYŚLAŁEM , ŻE TO MOŻE EVELIN , ALE TO BYŁ NIEZNANY NUMER.
~HALO ?
~WITAM , CZY ROZMAWIAM Z PANEM BIERSACK ?
~TAK , A KTO MÓWI ?
~DZWONIĘ DO PANA ZE SZPITALA.
USŁYSZAŁEM SŁOWO SZPITAL I AŻ GORĄCO MI SIĘ ZROBIŁO.
~CO SIĘ STAŁO ?-ZAPYTAŁEM WYSTRASZONY.
~PANI... EVELIN... NIE ŻYJE. ZOSTAŁA ZAMORDOWANA.
ZAMUROWAŁO MNIE...
~ALE... ŻE JAK ?
~TO NIE ROZMOWA NA TELEFON. PROSZĘ PRZYJECHAĆ.
~DOBRZE , DZIĘKUJE JUŻ JADĘ.-POWIEDZIAŁEM I SZYBKO SIE ROZŁĄCZYŁEM.
-ANDY ? CO SIĘ STAŁO ?-ZAPYTAŁA LIZZ
-EVELIN.... ONA... NIE...ŻYJE.-POWIEDZIAŁEM.
CHOCIAŻ TAK NA PRAWDĘ NIE ODCZUWAŁEM OGROMNEJ PUSTKI. NIE WIEM DLACZEGO.
-ALE JAK TO ?!
-NIE WIEM... JEDŹMY DO SZPITALA.
WYSZLIŚMY Z ASH'EM I LIZZ Z HOTELU. MYŚLAŁEM TYLKO JAK TO MOGŁO SIĘ STAĆ. NIE WIERZĘ W TO DALEJ... NO ALE CÓŻ TRZEBA ŻYĆ DALEJ. TROCHE POCIERPIE I PRZEJDZIE MI. CHYBA.

***PERSPEKTYWA ELIZABETH***

BYŁAM ZSZOKOWANA TĄ WIADOMOŚCIĄ , ALE... NO , NIE ODCZUŁAM TEGO , ŻE JEJ JUŻ NIE MA. WIDOCZNIE TAK MUSIAŁO BYĆ. BĘDZIE MI BRAKOWAĆ TYCH KŁÓTNI I W OGÓLE , ALE.. ECH....NO NIESTETY... BYLIŚMY POD SZPITALEM GDY...

-------------------------------------
OKEY , JEST ROZDZIAŁ , BO AGATA ZOBEL MNIE SZANTAŻUJE !! ;D TO NIE FAIR ^^ ALE NO... ŁAAAPCIE GO ;D MOŻE WAM SIĘ SPODOBA ^^

sobota, 9 listopada 2013

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 50

***PERSPEKTYWA ELIZABETH***

-ANDY!!!NIE STRASZ MNIE WIĘCEJ!
-PRZEPRASZAM , NIE CHCIAŁEM CHOCIAŻ ... MIAŁAŚ ŚWIETNĄ MINĘ. JAKBYŚ ZOBACZYŁA SIEBIE TO ŚMIAŁA BYŚ SIĘ.
-WIESZ... TERAZ ZA BARDZO NIE JEST MI DO ŚMIECHU.
ANDY ZAMILKŁ , WIEDZIAŁ O CO CHODZI , WIEDZIAŁ ŻE TO CHODZIŁO O SKURWIELA ALEX'A.
-SORRY...
-NIE NO SPOKO. A GDZIE EVELIN ?
-POŁOŻYŁA SIĘ , PÓŹNIEJ ROZPAKUJE SWOJE RZECZY. A GDZIE ASHLEY?
POPATRZYŁAM NA NIEGO Z UŚMIECHEM.
-A JAK MYŚLISZ ?
ANDY ZACZĄŁ UDAWAĆ , ŻE ZAWZIĘCIE MYŚLI.
-ANDYY , NIE UDAWAJ.
-NO DOBRZE , TAK WIĘC ... ASHLEY ŚPI TAK ?
-NO A JAKŻE BY INACZEJ. IDZIESZ ZE MNĄ SIĘ ROZEJRZEĆ PO OKOLICY??
-PEWNIE... CZEMU NIE. I TAK NIE MAM CO ROBIĆ.
WOLNYM KROKIEM RUSZYLIŚMY PRZED SIEBIE W ŚWIAT. PRZEZ KILKA MINUT MILCZYLIŚMY.
-I CO SIĘ NIE ODZYWASZ?-POWIEDZIELIŚMY RÓWNOCZEŚNIE I ZACZĘLIŚMY CHICHOTAĆ.
SZTURCHNĘŁAM GO W RAMIE I KRZYKNĘŁAM.
-STAWIASZ MI PIWOO !!!
-NIBY DLACZEGO ?!
-ZA POWIEDZENIE TEGO SAMEGO W TYM SAMYM CZASIE CO JAAA!...
-UGH ! ZA SZYBKA JESTEŚ !-UDAŁ OBRAŻONEGO.
-OJ ANDYYY... NIE OBRAŻAJ SIĘ NA MNIEE..
-A PFFF...
ACH TAK ? OKEY. ROZBIEGŁAM SIĘ I WSKOCZYŁAM ANDY'EMU NA PLECY.
-ZŁAŹ ZE MNIE POWSINOGO !!!
-ŻE JA POWSINOGA?!?!
ZACZĘLIŚMY SIĘ ŚMIAĆ JAK DZIECI W PIASKOWNICY. PO PARU MINUTACH JAK OGARNĘLIŚMY ŚMIECH USŁYSZAŁAM ZNAJOMY GŁOS.
-OO NASZA WSPANIAŁA ELIZABETH ZDRADZA SWOJEGO MENA ???
-JEB SIĘ !
-TYYYYLKO Z TOBĄ.!-KRZYKNĄŁ ALEX.
ANDY STRZELIŁ KARPIA , A MNIE ZATKAŁO. JAK ON ŚMIE TAK DO MNIE MÓWIĆ PO TYM WSZYSTKIM CO MI ZROBIŁ ?!?!
-MASZ JESZCZE ODWAGĘ TAK MÓWIĆ SKURWIELU?!-RYKNĘŁAM.
-SKARBIE... OKRES MASZ ?
-ZAMKNIJ TEN SWÓJ PARSZYWY RYJ !!!
ALEX ZACZĄŁ DO MNIE PODCHODZIĆ. ZACZĘŁAM COFAĆ SIĘ DO TYŁU.
-KOCHANIE , NIE UCIEKAJ..
-WYPIEPRZAJ !!
ANDY ZŁAPAŁ MNIE ZA RAMIONA I ODCIĄGNĄŁ MNIE OD NIEGO.
-ODPIERDOL SIĘ OD DZIEWCZYNY MOJEGO PRZYJACIELA TĘPY CHUJU !
-SKĄD WIESZ ,ZE TĘPY ?
-JEST TAK SAMO TĘPY JAK JEGO WŁAŚCICIEL !!-KRZYKNĄŁ ANDY.
-ANDY CHODŹMY STĄD...-POWIEDZIAŁAM.
-NO IDŹ UCIEKAJ ! ALE I TAK CIĘ ZNAJDĘ !!-KRZYCZAŁ ALEX.
NIE SŁUCHAŁAM JUŻ GO. CHCIAŁAM PÓJŚĆ SZYBKO DO HOTELU.

***PERSPEKTYWA EVELIN***

ZDRZEMNĘŁAM SIĘ CHWILĘ PO PODRÓŻY. BYŁAM NAPRAWDĘ ZMĘCZONA. KIEDY TYLKO OTWORZYŁAM OCZY I ROZEJRZAŁAM SIĘ PO POKOJU HOTELOWYM , ZOBACZYŁAM , ŻE NIE MA W NIM ANDY'EGO. ZASTANAWIAŁAM SIĘ GDZIE MÓGŁ PÓJŚĆ. WSTAŁAM Z ŁÓŻKA I DRZWI DO POKOJU SIĘ OTWORZYŁY , A W NICH STANĄŁ ANDY.
-GDZIEŚ TY BYŁ?-ZAPYTAŁAM
-BYŁEM SIĘ PRZEJŚĆ Z ELIZABETH...-POWIEDZIAŁ
-CZY...COŚ SIĘ STAŁO?
-TAK...
MIAŁAM NIEJAKIE OBAWY.
-CO.. TAKIEGO?
-TEN JEJ BYŁY CHŁOPAK... ALEX CZY JAK ON TAM MIAŁ , POJAWIŁ SIĘ.
ZAMARŁAM. JAK TEN POJEBUS Z PUSZKI , MÓGŁ SIĘ POKAZAĆ LIZZ NA OCZY. ZNOWU. PO TYM WSZYSTKIM CO JEJ ZROBIŁ.
-PRZECIEŻ JAK ASHLEY SIĘ O TYM DOWIE TO MU CHYBA MORDĘ ROZKWASI.-ZACZĘŁAM
-NO NA PEWNO , MAM NADZIEJĘ , ZE TO NAM NIE POPSUJE WYJAZDU.
-CO DO TEGO TO MAM LEKKIE OBAWY. COŚ CZUJĘ , ŻE SIĘ COŚ STANIE ZŁEGO... BOJĘ SIĘ O ELIZABETH.

***PERSPEKTYWA ASHLEY'A***

OBUDZIŁ MNIE LEKKI TRZASK DRZWI. OTWORZYŁEM OCZY I ZOBACZYŁEM JAK ELIZABETH WYCHODZI Z ŁAZIENKI ZE ŁZAMI W OCZACH.
-KOCHANIE!! CO SIĘ STAŁO?
-JAK MYŚLISZ CO ?! ZNOWU ALEX! JA SIĘ GO BOJĘ ! NIE CHCĘ ZNOWU TEGO PRZEŻYWAĆ!
-CHCESZ WRÓCIĆ DO DOMU ?-ZAPYTAŁEM
-NIE , DOPIERO CO PRZYLECIELIŚMY TU. NIE CHCĘ NIKOMU ZEPSUĆ TEGO WYJAZDU. TO WSZYSTKO PRZEZE MNIE.
-SKARBIE NIE MÓW TAK.-POWIEDZIAŁEM PRZYTULAJĄC JĄ DO SIEBIE.
MARTWIĘ SIĘ O NIĄ. WIEM CO MUSIAŁA PRZEŻYĆ Z NIM. TEN ALEX TO POTWÓR , MAM NADZIEJĘ , ŻE ŻADNA DZIEWCZYNA Z NIM JUŻ NIE CHCE BYĆ.
-ZROBIŁ CI COŚ?-ZAPYTAŁEM.
-NIE , BO ANDY ZE MNĄ BYŁ. CHOCIAŻ JAK MU POWIEDZIAŁAM ŻEBY SIĘ JEBAŁ , TO ON ODPOWIEDZIAŁ , ZE TYLKO ZE MNĄ. JA SAMA NIGDZIE NIE WYCHODZĘ. JAK COŚ TYLKO Z TOBĄ.
-NO CO ZA.. PIERDOLONY DZIKUS , KTÓRY CHCE WYRUCHAĆ WSZYSTKO CO MA DWIE NOGI...
-NO EJ...
-PRZEPRASZAM KOCHANIE , ALE TAKA PRAWDA. CO ON SOBIE MYŚLI?! ŻE WRÓCISZ DO NIEGO CZY JAK?
-NIE WIEM JUŻ... IDĘ SIĘ WYKĄPAĆ I SIĘ PRZESPAĆ.
-JA PÓJDĘ CI PRZYSZYKOWAĆ KĄPIEL SKARBIE.
-OJ DZIĘKUJĘ KOCHANY JESTEŚ.-POWIEDZIAŁA I POCAŁOWAŁA MNIE NAMIĘTNIE.
OCZYWIŚCIE ODWZAJEMNIŁEM TO. KOCHAM JĄ CAŁOWAĆ , KOCHAM JĄ TAKĄ JAKA JEST. WPAROWAŁEM DO ŁAZIENKI I NALAŁEM DO WANNY GORĄCEJ WODY. WLAŁEM ZAJEBIŚCIE PACHNĄCY PŁYN DO KĄPIELI.
-CHYBA WYKĄPIE SIĘ RAZEM Z NIĄ.-SZEPNĄŁEM DO SIEBIE
-TO WSKAKUJ ZE MNĄ.-POWIEDZIAŁA LEKKO SIĘ UŚMIECHAJĄC.
ZDZIWIŁEM SIĘ TROCHĘ , ŻE TO USŁYSZAŁA , ALE NO PEWNIE. PRZY OKAZJI ZROBIĘ JEJ ODPRĘŻAJĄCY MASAŻ. PO PARU MINUTACH BYLIŚMY JUŻ RAZEM W WANNIE , NAMIĘTNIE SIĘ CAŁUJĄC.

***PERSPEKTYWA SOPHIE***

-CC!! ODDAJ MOJĄ KOSZULKĘ !
-TO PODEJDŹ.-PRZEDRZEŹNIAŁ
NO CO ZA .. UGH ...
-ODDAJ MI JĄ !
-NIEE DAAAM CI JEEEEJ !!
-DAJ MI ! ALBO NIE ZROBIĘ TO CZEGO CHCESZ!
-A CZEGO NA PRZYKŁAD NIE ZROBISZ?
-NIE ZROBIĘ CI... YM...
-YM...YM..YM... FOKI WYSZŁY NA PLAŻĘ CZY JAK ?!
-TAAK ! BO CO ?!?! ZAZDROŚCISZ? JESTEM NAWET JEDNĄ Z NICH !
ZACZĘŁAM SIĘ ŚMIAĆ PO TYCH SŁOWACH I W DODATKU JAK ZOBACZYŁAM MINĘ CC'EGO. ROZJEBAŁA MNIE NA ŁOPATKI.
-CO SIĘ TAK GAPISZ JAK SŁOŃ W TRĄBĘ?-ŚMIAŁAM SIĘ.
USIADŁAM SOBIE NA ŁÓŻKU , BO BRZUCH MNIE TROCHĘ ROZBOLAŁ ZE ŚMIECHU.
-CO SIĘ DZIEJE?-ZAPYTAŁ WYSTRASZONY CC
-NIC , BRZUCH MNIE BOLI ZE ŚMIECHU.
-NO TO ZARAZ GO WYLECZYMY !!-KRZYKNĄŁ I RUSZYŁ W MOJĄ STRONĘ.
POŁOŻYŁ MNIE NA ŁÓŻKU I ZACZĄŁ MNIE NAMIĘTNIE CAŁOWAĆ.
-CC? CZY TY CZEGOŚ CHCESZ?
-NO PEWNIE...-SZEPNĄŁ MI DO UCHA.
POWOLI ZACZĄŁ ODPINAĆ MI GUZIKI Z KOSZULI. WSZYSTKO ROBIŁ TAK DELIKATNIE. PO CHWILI BYLIŚMY BEZ UBRAŃ , DALEJ CHYBA NIE MUSZE MÓWIĆ CO SIĘ DZIAŁO.

***PERSPEKTYWA JINXX'A***

NIE MIAŁEM CO ROBIĆ , CZY IŚĆ NA MIASTO CZY SIEDZIEĆ W TYM POKOJU, SAMMI NAGLE GDZIEŚ WYPAROWAŁA I ZOSTAŁEM SAM. A MOŻE PÓJDĘ DO JAKE'A , CIEKAWE CO ROBI.POWOLI WYSZEDŁEM Z POKOJU I POSZEDŁEM W STONE JEGO I ELLI. ZAPUKAŁEM DO ICH DRZWI. ODEZWAŁA SIE ELLA.
-JUZ IDĘ.
PRZEDE MNĄ STANĘŁA ELLA.
-CO ROBI JAKE ?-ZAPYTAŁEM
-ŚPI ŁAJZA...
-MOGĘ WEJŚĆ ?
-PEWNIE , PRZY OKAZJI ZRÓB COŚ Z NIM.-POWIEDZIAŁA
-OOOO... Z MIŁĄ CHĘCIĄ.
TO MI PASOWAŁO, TYLKO NIE WIEM CO MÓGŁ BYM MU ZROBIĆ.
-ELLA ?
-TAAK ?
-MASZ MOŻE TUTAJ BITĄ SMIETANĘ ?
-NIE, NIE MAM , ALE MOGĘ SZYBKO POLECIEĆ DO POBLISKIEGO SKLEPU.
-NIE DOBRA NIE IDŹ , JA PÓJDĘ . PRZY OKAZJI COŚ WYMYSLĘ.
-OKEY , JAK CHCESZ.
-TYLKO BŁAGAM , NIE BUDŹ GO.
-SPOOKO , WYLUZUJ.
WYSZEDŁEM I SZYBKO POSZEDŁEM DO SKLEPU. JUZ WIEM CO MU ZROBIE !!!!

---------------------
TAKI TROCHE KROCIÓTKI ROZDZIAŁ ^^ DO NASTĘPNEJ ;D
czytasz=komentujesz ^^

6komentarzy=nastepny rozdzial ;*

Szablon wykonała Sasame Ka dla Zaczarowane Szablony