poniedziałek, 24 czerwca 2013

† Rozdział 31

***perspektywa Jinxx'a***

Byłem tak wściekły , że szok. Czy to zawsze ja miałem pamiętać o wywiadach? Kim ja do cholery jestem?!

-No nareszcie!
-Dobra Jinxx wyluzuj.
-Jak mam się wyluzować , skoro wy nawet nie pamiętacie o naszym wywiadzie?
Ugh! Jak ja byłem na nich wściekły. To się za często zdarza. Sklerozę oni mają czy jaki chuj?
-Gdzie Jake?-zapytał Ash
-Kurwa mać! Dopiero był obok mnie. Ja z wami nie wytrzymam. Ileż tak można? Jake !!!!!!!-wydarłem się
Zza rogu wyszedł Jake.
-Jinxx... Już nawet do kibla nie mogę pójść? Dobrze się czujesz? Może powinieneś iść z tym do lekarza.
Teraz to mi podniósł ciśnienie...Dlaczego mnie to spotkało?Ale chwila moment.... Kurwa gdzie jest CC?! Jeżeli Jake nie zadzwonił do niego to ja chyba tu zeświruję.
-Jake.... Powiedz , że zadzwoniłeś do CC'ego
-To ja miałem zadzwonić?
-No chyba sobie żarty robisz!
No chyba on w kulki leci , kazałem mu zadzwonić do niego... A ten jak zwykle nie słuchał mnie i był daleko myślami.
-Upsss....
-Dobra! Idę do niego zadzwonić!
Zabrałem telefon i szybko wybrałem numer CC'ego...

***perspektywa CC'ego***

Dryń ! Dryń ! Dryń !

-Boże , kto mnie budzi z popołudniowej drzemki? Wtf?! Jak ja spałem?! Dlaczego głowę mam na podłodze , a nogi na łóżku ?
Dryń ! Dryń ! Dryń !
Spojrzałem na wyświetlacz... Jinxx.. No nie.
-Halo?
-Kurwa CC ! !  Daję ci 10 minut i widzę cię u nas !
-Po co ?
-Kurwa wywiad!
Jinxx wydarł się i rozłączył.Dał mi 10 minut i teraz muszę szybko ruszyć dupę , bo jak gorzej się wścieknie... jooj...Ale i jak mogłem zapomnieć o tym wywiadzie? Ubrałem się i ruszyłem do samochodu. Wsiadłem i z piskiem opon ruszyłem. Kilka minut i byłem na miejscu.
-W końcu wszyscy.-warknął Jinxx
Popatrzyłem po chłopakach , a oni tylko wzruszyli ramionami. Widocznie nie tylko mnie nie było...

****** 2 godziny później ******
-Teraz ostatnie pytanie do Ashley'a... Ashley , czy to prawda , że twoja dziewczyna chciała odebrać sobie życie?
Te pytanie zaskoczyło nas wszystkich , najbardziej Ashley'a.. Bidulek nie mógł się wysłowić. Ale skąd ona wie?
-To jest jego życie prywatne. Nie musi tego mówić.-odezwał się Andy.
-No nie , ale myślę , że inni chcieli by wiedzieć dlaczego.?
-Nie powiem.-burknął Ashley.
-Dobrze , w takim razie dziękuję i do zobaczenia innym razem.
Boże , co za kolesiówa... Ash już był w miarę szczęśliwy , ale gdy tylko wspomniała o tym wyczynie Elizabeth , od razu posmutniał. Ashley w ciągu ostatnich kilkunastu godzin , naprawdę cierpiał.
-Wracamy do domu?-zapytałem.
-Wracamy, wracamy.
-Ej Jinxx , ale dlaczego do mnie wcześniej nie zadzwoniłeś?
-Jake miał dzwonić , ale widac jak mnie słuchał.
Spojrzałem na Jake'a morderczym wzrokiem jak ''Mamusia na Josh'a'' , a on tylko przełknął ślinę. Ja tylko udawałem , że chcę mu coś zrobić. Jemu coś zrobić? No błagam was... Kogo by się ganiało bezsensu? Kogo by się straszyło?
-CC ! Zostajesz tu czy co ?
-Nie , nie zostaję . Po prostu się zamyśliłem.
To już nie można się zamyślić ? Ugh.... No w końcu każdy z ans udał się do swojego samochodu. Tylko Andy z Ash'em przyjechali jednym. W szpitalu byli razem z... A właśnie.. Gdzie Evelin? W domu jej nie widziałem , a może ja taki ślepy już jestem? E tam , przekonam się później ... A teraz kierunek... DOM.


***perspektywa Evelin***

W domu panowała grobowa cisza. Pozostało mi tylko jedno... Zrobić sobie popcorn , włączyć film w salonie i czekać na devinantów. Aaaa... Wezmę sobie jeszcze piwo/
-Ah , nie ma to jak siedzieć samej w tak dużym domu...
Była połowa filmu , a ja już powoli zasypiałam. Piłam czwarte piwo i jeszcze byłam w miarę. Usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi , kochana banda deviantów wróciła.
-Evelin...
-Słucham kotecku..-podeszłam do nich.
-Tylko nie denerwuj Jinxx'a.-powiedział Andy , specjalnie głośno.
-Kurwa Andy !  ! ! ! 
Popatrzyłam się na Andy'ego , potem na chichoczących chłopców. Zaczęłam sama się śmiać. Jinxx już stał ostro wnerwiony , był cały czerwony na twarzy.
-Facet... Weź sobie piwo , idź się położyć i ochłoń...-odezwał się rozchichotany CC
-Radzę ci siedzieć cicho.-wysyczał przez zęby.
Ja juz nie mogłam przestać się śmiać. Jinxx się wkurzył i poszedł do swojego pokoju.
-Fuck !
Wszyscy popatrzyli na mnie pytającym wzrokiem.
-Co jest?
-Przecież ja teraz zostaję sama z 5 deviantami.
-Na mnie nie patrz.-powiedział Ashley.
-Ev.. Przecież nikt cię nie dotknie , no oprócz mnie.-powiedział zadziornym uśmieszkiem.
-Eee... będe żyć.
Pocałowałam Biersack'a i zaprowadziłam do salonu. Reszta poszła za nami. Jake przyniósł piwo i rozdał każdemu z nas.
-Evelin... Może ty już nie pij więcej.
-Przecież nic mi nie jest na razie.
-Jak na razie...
Piłam 7 piwo... Ja pierdole , jak mi się już w głowie kręciło.
-Sprechen sie po ludzku?-palnęłam
-What the fuck?!-usłyszałam.
Zaczęłam się śmiać jak nienormalna. Zaczynałam też zasypiać.
-Dobra ja zaniosę Evelin do łóżka i ja tez już nie wrócę. Tak więc do jutra zabogany.
Poczułam jak Andy niesie mnie do naszego pokoju. Potem jak kładzie na łóżko. Sam położył się obok mnie i zasnęliśmy wtuleni w siebie.


 † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † †
Ugh -,- rozdział znowu dziwny ; // 
Informacje na temat rozdziałów pod nr gg : 37457386 ^^

piątek, 21 czerwca 2013

† Rozdział 30

***perspektywa Ashley'a***

Byliśmy w sali u Lizz... Spała.
-Ash tylko jej nie obudź.
-Wiem , wiem.-szepnąłem
Usiadłem przy łóżku , a obok mnie usiadła Evelin. Cały czas była wpatrzona w jej szyję.
-Jak ona mogła to zrobić?-zapytała.
-Tego nikt nie wie. Trzeba powiadomić o tym Sophie... Niech wie do czego doprowadziła.-powiedział Andy.
Złapałem Elizabeth za dłoń , a ona otworzyła oczy.
-Ashley?-wyszeptała
-Tak to ja , jest jeszcze Evelin i Andy.
Elizabeth popłynęły łzy. Widząca to Evelin szybko złapała drugą dłoń.
-Lizz , błagam nie płacz.-powiedziała łamiącym głosem
Nie mogłem wytrzymać patrząc na płaczącą Elizabeth. Słabo mi się wtedy robiło , bo wiem , że cierpi. Całowałem jej dłoń. Chcę żeby była już w domu. Tak za nią tęsknię. Po jakimś czasie na salę wszedł lekarz.
-Witam państwa
-Kiedy Lizz będzie mogła wrócić do domu?-zapytałem
-Pani Elizabeth będzie mogła wrócić do domu za dwa tygodnie , ale wtedy , gry w domu będzie miała opiekę. Nie będzie mogła jeszcze być sama w domu.
-Ja się nią zajmę.-wyrzuciła Evelin
Spojrzałem na nią z uśmiechem. Na Evelin zawszę mogę liczyć. Mogę traktować ją jak siostrę.
-Gdzie Sophie?-zapytała Lizz.
-Nie ma jej przecież... Wyjechała...
-Żałuję , że to zrobiłam... Przeze mnie mógł rozpaść się zespół....
Andy podszedł do łóżka.
-Elizabeth... Nie myśl o tym. Wszystko jest okey i będzie okey.
Elizabeth na te słowa się uśmiechnęła. Wszyscy siedzieliśmy uśmiechnięci dopóki nie zadzwonił telefon Andy'ego.
-Halo?
-Andy! Gdzie wy jesteście?! Przecież dzisiaj mamy wywiad!-wydzierał się Jinxx
Andy strzelił karpia , wyrapił oczy i stał bez słowa.
-Andy! ! ! !  
-Co ?! A tak wywiad. Sorry zapomniałem , zaraz przyjedziemy.
Spojrzałem na Andy'ego , Andy na mnie i po chwili się odezwał.
-Ashley... Musimy jechać. Dzisiaj wywiad.
Nie chciałem nigdzie jechać , chciałem zostać z Elizabeth , z moim skarbem. Chcę tu z nią zostać.
-Ja jeszcze tu zostanę...
-Okey , to ja z Ash'em już jedziemy.
Pocałowałem Elizabeth i z wielkim bólem wyszedłem z sali.
-Ash , przecież tu wrócisz jeszcze nieraz 
-No wiem , wiem.
-To się rozluźnij , a nie taki spięty jesteś...
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy z piskiem opon na wywiad.

***perspektywa Elizabeth***

Boże... Dlaczego ja to zrobiłam... Jaka ja głupia jestem... Tylko sprawiłam bliskim cierpienie...
Dobrze , że została ze mną Evelin. Sama bym tu nie wytrzymała. Jeszce te łóżko... Ugh!... I ja mam tu dwa tygodnie wytrzymać?
-Chyba tu kogoś chuj swędzi!-pomyślałam na głos
Evelin popatrzyła się na mnie z rozbawieniem. Hah ona zawsze taka jest. Nigdy się nie zmieni.
-Dlaczego?
-Ja nie chcę tu siedzieć swa tygodnie...
-Niestety musisz. Mogłaś tego nie robić.
Boże wiem , że mogłam tego nie robić , ale już nie wytrzymałam...
-Może dam radę , ale błagam... Przynoś mi czekoladę , bo wykituję..
Po tych słowach obie zaczęłyśmy się śmiać. Ja trochę nie mogłam , bo w chuj mnie to bolało.. Minęła już godzina.
-Dobra mycha. Ja już lecę , jutro do ciebie wpadniemy.
-Okey to pa. Pamiętaj o czekoladzie.
Evelin się uśmiechnęła i wyszła. Ja postanowiłam zasnąć.

 † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † †
Rozdział krótki , nudny i bez sensu... ;// Wg nie mam weny , nie mam o czym pisać... Nie wiem kiedy pojawi się następna notka. ;// Czekam na wasze komentarze ^^


niedziela, 16 czerwca 2013

† Rozdzial 29

***pespektywa Ashley’a***
No chyba nie wytrzymam… Jak Elizabeth mogła to zrobić?! Teraz siedzę na korytarzu ze wszystkimi w szpitalu. Lizz jest na sali operacyjnej.
-Kiedy w końcu wyjdzie jakiś lekarz ?!?!?!?!
-Ash , uspokój się.-uciszała mnie Evelin.
Jak ona tego nie przeżyje, to nic po mnie na tym świecie. Jak żyć to tylko z nią , z nikim więcej.
-Kto z państwa to pan Purdy?
-Ja!-krzyknąłem
-Proszę za mną do gabinetu.
Fuck… Jeżeli nie udało się jej uratować… Andy wtedy będzie musiał szukać nowego basisty. Po chwili wchodziłem do gabinetu lekarza.
-Proszę usiąść.
Usiadłem cały drżąc. Martwiłem się i bałem , że ma dla mnie bardzo złe wiadomości.
-Czy ona… ?
-Żyje… Choć straciła bardzo dużo krwi. Ma szczęście , że tylko lekko sobie to zrobiła.
-Wyjdzie z tego?
-Jeżeli do rana przeżyje to tak. Jak już mówiłem… Straciła dużo krwi.  Krew cały czas uzupełniamy.
Ulżyło mi , ale nie do końca. Elizabeth musi do rana przeżyć.
-Dziękuję za wszystko.
-Alez proszę bardzo , robimy wszystko co w naszej mocy.
Wyszedłem i poszedłem do reszty. Elli , Sammi , Jinxx’a i Jake’a już nie było. Został Andy z Evelin. Ev płakała, Andy miał całą koszule mokrą od łez.
-Jak z Lizz? Czego się dowiedziałeś?-pytał Andy
Evelin spojrzała na mnie czerwonymi oczami od płaczu.
-Jeżeli do rana przeżyje to będzie dobrze.
Mówiąc im to po moim policzku spłynęła łza. Ja chcę żeby ona żyła! Minęła godzina… Ev spała już na kolanach Andy’ego. To wszystko ją przerastało.
-Andy … Jedźcie do domu. Ja tu zostanę do rana , nie chcę jej zostawić samej.
-Okey , to trzymaj się stary. Wszystko będzie dobrze.
-Mam taką nadzieję.
Siedziałem jeszcze chwilę na korytarzu.
-Zapytam się , którejś pielęgniarki gdzie leży Elizabeth.
Podszedłem do najbliżej stojącej.
-Przepraszam… Gdzie leży Elizabeth Carls?
-Sala nr. 69.
-Dzię… Dziękuję.
-No nie… 69? Ludzie… Po chwili byłem już pod drzwiami. Powoli wszedłem do środka. Lizz była podłączona do masy dziwnych urządzeń. Postawiłem krzesło przy jej łóżku , złapałem za dłoń. Po godzinie siedzenia prawie usnąłem. Obudziła mnie dziwnie pipcząca maszyna. Przetarłem oczy , spojrzałem na nią…
-Kurwa ! ! ! Serce nie bije !-wydarłem się.
Akurat korytarzem szedł lekarz i szybko wbiegł do sali. Na sali pojawiło się jeszcze kilku lekarzy.
-Proszę opuścić salę!
Zrobiłem to co mi kazali. Wyszedłem usiadłem na krześle chowając twarz w dłonie. Zacząłem płakać.
-Napiszę do Andy’ego sms-a…
Andy , to chyba koniec . Jej serce stanęło. Na razie nic nie mów Evelin.
Siedziałem i myślałem , czy to życie teraz będzie miało sens. Nagle ktoś obok mnie usiadł. Powoli podniosłem głowę. To był Andy.
-Stary… To nie może się tak skończyć.-wydusił z siebie Andy.
-Wiem…
Tylko to zdołałem powiedzieć. Minęło już 20 minut od mojego wyjścia z sali.
-Panie Purdy.-usłyszałem.
-Tak?
-Może pan wejść. Serce pracuje.
Szybko z Andy’m weszliśmy do sali.
-Jejku … Elizabeth… Coś ty sobie zrobiła?
Ja nie powiedziałem nic… Tylko usiadłem patrząc na moją Lizz. Spojrzałem na zegarek… Była 1 w nocy.
-Andy , jedź do domu , bo jak Ev się obudzi może zacząć się martwić.
-Ty zostajesz?
-Zostaję.
-Okey , to trzymaj się.
Położyłem głowę przy dłoni Elizabeth i usnąłem.

***RANO***
Obudził mnie czyjś dotyk. Podniosłem głowę i ….
-Lizz! Kochanie!
-Ash , cii.-powiedziała ledwo słyszalnym szeptem.
Wstałem , zbliżyłem się do jej ust i pocałowałem. Tak się o nią martwiłem. To co w nocy się stało , myślałem , że odmieni całe moje życie. Do sali weszła pielęgniarka.
-Ona nie powinna się była obudzić. Proszę wyjść i przyjść później. A tak w ogóle to musi pan odpocząć w domu.
Ucałowałem Lizz w czoło. Ona była taka wyczerpana.
-Przepraszam kochanie.-powiedziała po cichu
Pożegnałem się z Elizabeth i wyszedłem. Polowi wychodziłem ze szpitala. Ugh ! Nie mam czym wrócić do domu . Muszę zdzwonić do Andy’ego.
-Haloo?
-Andy…Możesz po mnie przyjechać pod szpital?
-Zaraz będę.
Minęło 10 minut i Andy już był na parkingu. Wsiadłem do samochodu i pojechaliśmy do domu. Andy na razie o nic nie pytał . To się dopiero zacznie w domu.

***perspektywa Evelin***
Obudziłam się i zobaczyłam , ze Andy’ego nie ma w łóżku. Wybiegłam z pokoju i cisza. Pobiegłam na dół… cisza. Wtem drzwi wejściowe się otworzyły , a w nich stanął Andy i Ashley. Podbiegłam do Andy’ego.
-Andy!
-Wszystko okey, byłem tylko po Ash’a.
Ash lekko się do mnie uśmiechnął. Był naprawdę zmęczony tym wszystkim.
-I co z Lizz?-zapytałam
Andy tylko smutno spojrzał na Ashley’a , on też posmutniał. Zaczęłam się obawiać , że ona…
-Ash!  Mów do cholery !-tak się wydarłam , że nagle wszyscy się znaleźli obok mnie.
-Em.. No w nocy… Nastąpiło zatrzymanie akcji serca.-powiedział Andy , nie Ash.
Dłonią zatkałam usta. Łzy momentalnie napłynęły mi do oczu.
-Ev nie płacz , uratowali ją , byłem tam w nocy jak tylko dostałem sms-a od Ashley’a.
-Pojedziemy do niej później. Teraz idę odpocząć.
Ash odszedł , a ja stałam zapłakana. Sophie wyjechała , Lizz w szpitalu. To była normalnie porażka. Andy stał przy mnie cały czas przytulając.
-Andy daj mi coś mocnego.
-Nie moja droga.
-Daj mi whisky.
Jak mi nie da sama wezmę.
-Ev nie. Chcesz później jechać do Elizabeth ?
-Chcę!
-To nie będziesz piła.
Swoimi łzami zamoczyłam Andy’emu całą koszulę. Andy wziął mnie na ręce i zaniósł do naszej sypialni. Ułożył mnie na łóżku, a on sam usiadł na brzegu , patrząc na mnie.

***perspektywa Andy’ego***
Przyglądałem się Ev … Była taka zrozpaczona. Cały czas płakała…
-Andy…Powiedz mi…Dlaczego ona to zrobiła? Przecież ma Ashley’a , ma mnie , ciebie , chłopców.
-Nie wiem tego. Ale ważne , że lekarze walczyli o jej życie i wygrali.
-Tak. Ja nie wiem co bym zrobiła, gdyby to się im nie udało. Andy , a wyobraź sobie Ashley’a… Przeciez on by się załamał.
-Mało powiedziane załamał. Jemu by serce pękło.
Mówiąc to poczułem łzy. Gdyby tak naprawdę się stało…Zespołu już by nie było…. Ash by się pogrążył w smutku , albo jeszcze sobie by coś zrobił. Zespół bez Ashley’a , to nie to samo.
-O czym tak myślisz?
-O tym , że zespół bez Ashley’a , to nie ten sam. Brakowało by go.
-Oj tak , z tym się zgodzę.
Położyłem się obok Evelin. Nie chcę usnąć , Ev chce jechać później do kuzynki.
-Kochanie… Prześpij się. Jak będziemy jechać to cię obudzę.
-Dobrze.

******* 3 GODZINY PÓŹNIEJ*******
-Evelin wstawaj.. Jedziemy do szpitala.
Ev szybko wstała z łózka , ubrała się w 5 minut i 10minut później byliśmy w samochodzie. Evelin tak chciała zobaczyć się z Elizabeth. Po 10minutach byliśmy pod szpitalem.
-Ash , jaka sala?
-Sala pod nr. 69.

No to wiedzieli pod jaki nr. ją dać… Po chwili byliśmy w sali , w której leżała Elizabeth. 


† † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † †
Ugh ! Nie umiałam uśmiercić Elizabeth ^^ 

sobota, 15 czerwca 2013

† Rozdział 28

***perspektywa Sophie***


Siedziałam sama w domu... Nie chcę tu mieszkać. Do tego jeszcze ktoś do mnie sms-y pisze.. ughhh!
~ Hej So , spotkamy się? ;)
Tak jak myślałam , to Matt napisał.
~Hej Matt , bądź za godzinę w parku . Musimy też pogadać.
Na odpowiedź nie czekałam długo.
~ Dobrze , to do zobaczenia ; *
No i teraz muszę iść się wykąpać i wyszykować na te wyjście.

************ 45 minut później***********


Wyszłam z domu i powoli szłam w stronę parku. Na miejscu byłam w parę minut. Matt już na mnie czekał na ławce z kwiatami.
-Hej mała
-Hey duży.
-Idziemy się gdzieś przejść?
-Nie , chodźmy posiedzimy na ławce i porozmawiamy.
Matt głęboko spojrzał mi w oczy.
-O czym chcesz porozmawiać?
-Powiem prosto z mostu. Wyjeżdżam. Nie chcę tu mieszkać. Lecę do Londynu.
Matt popatrzył na mnie ze smutkiem na twarzy.
-Ale mówisz poważnie?-zapytał.
Na prawdę było ciężko mi podjąć taką decyzję. Nie chcę nikomu zawracać głowy , swoim nudnym życiem. Nie chcę sprawiać kłopotów.
-Tak mówię poważnie. Podjęłam już taką decyzję i jej nie zmienię.
-Jadę z tobą.
Że co on powiedział?! Ja się przesłyszałam , czy on na prawdę tak powiedział?
-Że co ty powiedziałeś??
-To co usłyszałaś . Jadę z tobą.
-Ale.....
-Nie ma żadnego ale... jadę i koniec
Nie mogłam się odezwać , zamurowało mnie.
-Sophie , idź się pakować , za 2h po ciebie podjadę i wyjeżdżamy.
Matt odszedł a ja stałam zdziwiona. W końcu się ogarnęłam i wróciłam do domu. Wzięłam walizki i zaczęłam się pakować. Po półtorej godziny byłam gotowa. Na kartce napisałam do wszystkich ,że wyjeżdżam i nie wrócę zostawiłam ją na stole ,zabrałam bagaż i wyszłam przed dom czekać na Matt'a. Po godzinie siedzieliśmy już w samolocie do Londynu.


***perspektywa Andy'ego***


Na miejscu okazało się , że ja kurwa płynę z Ashley'em ! Czym ja zawiniłem ?!?! Chciałem płynąć z Evelin! Elizabeth płynie z Evelin ... Zabije Ashley'a , dlaczego nie płyniemy ze swoimi dziewczynami?! Ughhh....
-Ashley , dlaczego nie płyniemy ze swoimi dziewczynami tylko razem?
-Bo ja chciałem płynąć z tobą. Elizabeth mi wybaczy.
Spojrzałem na niego z przerażeniem... Boże co on sobie wyobraża? ''Elizabeth mi wybaczy'' ? Co to za tekst ? Zaczynam się go bać i to porządnie. No i jeszcze się okazało , że płynę z przodu... Najgorsze miejsce jakie może być ... Myśl Andy myśl... Co możesz mu zrobić.
-Myśl , myśl , myśl.-mówiłem do siebie
- Andy ? Dobrze się czujesz?
-Taaak , jak nigdy  czuję się wręcz zajebiście. Panie Spermoplujko Purdy.
Mina Ashley'a bezcenna hahaha , spermoplujka. Kurwa skąd ja to wziąłem? Spokojnie płynęliśmy , nie odzywając się do siebie. Po jakimś czasie poczułem , że Ashley cały czas chlapie mnie wodą.
-Ashley ! Kurwa ogarnij się !
-A czy ja coś robię?
-Chlapiesz mnie kretynie.
Wolałem się nie oglądać za siebie. Ale i nigdzie nie mogłem zauważyć dziewczyn... Zacząłem się martwić... Nagle zaczęło coś kajakiem poruszać.
-Ashley ... Co to ?!?!
-Bo ja ci wiem ? Nie wiem! Boję się !
-Ja tym bardziej !
I usłyszałem jeden plusk... Do wody wleciał Ashley ! ! ! W ogóle się nie wynurzał , może coś mu się stało. Ale ja przecież do tej wody nie wskoczę! Brudna jest! Z jednej strony go nie zostawię, a z drugiej nie chcę skończyć jak on. Kajakiem coraz bardziej chwiało. Trzymałem się ostro. Po kilku minutach przestało , a potem zauważyłem jakąś postać z glonami na sobie , ciągnącą Ashley'a na brzeg. Kurwa co to było? Dziewczyn nigdzie nie ma, Ashley jest wyciągany przez COŚ na brzeg ,  a kajak zaczyna znowu chwiać. Przed sobą zobaczyłem ręce z glonów.
-Kurwa co to ?!?!?!?-krzyknąłem 
Ręce złapały się kajaka i powoli się wynurzały. Potem głowa... Chwila ! ! Przecież to Evelin!
-Evelin ! Co ty robisz?! Chcesz żebym zawału  dostał?
-Niee... Oczywiście, że  nie.-powiedziała śmiejąc się.-Żałuj , że nie widziałeś swojej miny kotku.-dodała
-Mam szczęście , że jej nie widziałem.
Evelin weszła do kajaka i podpłynęliśmy do brzegu.
-Eee Evelin , a co z Ashley'em?
-To było tak specjalnie , Ashley chciał cię trochę postraszyć. Miałeś też wpaść do wody i się zamoczyć , ale że się nie udało no to trudno. Miało być inaczej.
Oj Ashley , Ashley... Pożałujesz tego.


***perspektywa Elizabeth***

Dobrze , że miałyśmy z Evelin małe butle z tlenem. Dzieliłam się z Ash'em nim. Na brzegu jak miałam go wyciągać z wody okazał się tak ciężki , że nie wiedziałam , czy dam radę. Całe szczęście udało się. Kiedy Andy i Evelin byli już na brzegu skierowaliśmy się do aut. Jake i Jinxx już tam byli z dziewczynami i czekali na nas.Wróciliśmy do domu.
-Ah , nie ma to jak wrócić do domu.-powiedział Andy.
Ashley popatrzył na niego z rozbawieniem. Poszłam do kuchni po coś do picia. Tam zobaczyłam jakąś kartkę pisało na niej : 
Przepraszam za wszystko... Nie chcę siedzieć wam na głowie. Wyjeżdżam jak najdalej. Nie będziecie mieć żadnych problemów ze mną. żegnajcie , a szczególnie żegnaj Elizabeth.
Ja pierdole... Ona przeze mnie wyjechała , co ja teraz zrobię? Przecież... Przecież to moja wina... Nie potrzebnie się do tego mieszałam. Podeszłam do szuflady , gdzie są noże...Drżącą ręką jeden wyjęłam. Wzięłam kartkę i szybkim krokiem wyszłam z kuchni. Rzuciłam kartkę na podłogę i pobiegłam po schodach. Jake zauważył nóż w mojej dłoni i łzy na policzkach.
-Ashley ! ! Biegnij za Lizz ! Ona płacze i ma nóż w dłoni.!
Wbiegłam do pokoju usiadłam szybko na łóżko , nóż przyłożyłam sobie do szyi... Poczułam wielki ból. Ostatnie co widziałam to Ashley wbiegający do pokoju.

† † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † †
Dzisiaj trochę krótsza notka ;// Nie mam za bardzo weny. Nie wiem kiedy pojawi się następna ; // Tak więc , do następnej notki i liczę na komentarze ^^





środa, 12 czerwca 2013

† Rozdział 27

***perspektywa Elizabeth***
Jeju… Jak mi się nie chciało wstawać. Ash śpi , ale jakiś tak bardzo uśmiechnięty… Chyba udaje.
-I co się tak na mnie patrzysz?-zapytał dalej się uśmiechając.
Ha! Wiedziałam , że udaje mój skarbuś.
-Patrzę , bo kocham.
-Uuuuu…
Palnęłam Ash’a w kudłaty łeb.
-Em … A to za co ?
Nie odpowiedziałam , tylko wybiegłam z pokoju ze śmiechem. On ruszył za mną w … w slipach?? No nie no … Nie będzie mi tu paradował nagi po domu.
-Stop !
Zatrzymał się przede mną zdziwionym wzrokiem.
-Zapierdzielaj się ubrać golasie!
-Przeszkadza ci to?-zapytał wchodząc do kuchni.
-Mi z pewnością nie … Ale wyobraź sobie Andy’ego , który zobaczy twoje slipy w batmana.
-Osz kurwa…. O nie! Nie dam mu ich!
W tym momencie do kuchni wszedł Andy. Ash drapnął patelnię , która leżała obok i zasłonił swoją dolną część. No ale skrawek jednak było widać.
-Batman?!?!?!
-Andy?!?!
Ahh… Dzieci… Jeszcze się okaże , że zacznie się wojna o slipy.
-D…Da…Daj … mi te…ee … slipy! ! –jąkał się Andy.
-O nie! One są moje!
-Daj!
-Nie!
-Elizabeth ! Powiedz coś swojemu chłopakowi.
-Ja się do tego nie mieszam. Ashley ! Kurwa oddaj patelnię !
Ash posłusznie oddał mi patelnię , spojrzał na mnie żegnającym wzrokiem i uciekł. Andy pogonił za nim.
-A tym co się stało?-zapytała Sophie.
Jejku nawet jej nie zauważyłam.
-Ashley ma slipy z batmana , a wiesz jak Andy za nim szaleje.
-No wiem…
-No to już wiesz co im się stało. Andy chce dorwać Ash’a i zabrać mu slipki.
Zauważyłam zabandażowaną rękę Sophie. Czyżby się pocięła? Jeżeli tak , to ja ją chyba zabiję.
-Co zrobiłaś w rękę?
-W co? W jaką rękę? Aa… tak … Moja ręka.
-No więc? Słucham cię. Cięłaś się?
-Nie ! To nie tak !
No to ciekawe co mogła sobie zrobić w rękę przez noc.
-No to mów co się stało.
Usiadłyśmy do stołu. So zaczęła mi opowiadać.
-Jak mogłaś wyjść na miasto o takiej porze?! Wiesz , że mogłaś zostać porwana , zgwałcona a nawet gorzej?!?!?!
-Wiem…
Ale byłam na nią wściekła. Zawsze coś odwalała , zawsze wpakowywała się w kłopoty.
-Co ty sobie myślałaś?!
Zapanowała cisza , nie odpowiedziała nic.
-Kto cię opatrzył?
-Matt…
-Kto to kurwa jest?!?!?!?!?!
-Em… No… Eee… Jak uciekałam przed tym idiotą to wbiegłam w niego.
-Sophie… Błagam. Nie wpakuj się w jakieś kłopoty.
-Nie martw się…Matt nie jest zły… Był miły dla mnie.
-Sophie…
-Kurwa Elizabeth ! ! ! Daj spokój ! Nie wybieraj za mnie znajomych!
Znowu to samo… Martwię się o nią. So wybiegła z kuchni. Boże ! Ja się o nią martwię , boję a ta już ma do mnie takie wonty. Mam tego dość , współczuję jej… Dobra koniec tego… Wzięłam patelnię i w końcu zrobiłam dla reszty śniadanie.

***perspektywa Ashley’a***
Andy bez końca za mną biegał. Wszędzie. Nie miałem gdzie się normalnie i bezpiecznie schować. Wbiegłem i zamknąłem się w łazience.
-Ash! Daj mi je!
-Nie ! Na pewno nie te które mam na sobie !
-Haa! Czyli jeszcze masz w swoim pokoju !
No chyba kurwa nie! Pobiegł do mojego , tpfuu! Do naszego czyli Elizabeth i mojego pokoju! Szybko wybiegłem i podążyłem za nim. Wpadłem do pokoju jak oparzony , wrrr…!! Andy grzebał w nie swojej szufladzie!
-Kurwa Ash ! Od kiedy ty staniki nosisz?!
-Idioto ! To nie moja szuflada tylko Elizabeth !
-Upssss…. Proszę , nie mów jej.
Palant… Ona sama się skapnie… Lizz ma poukładane po kolei wszystko i dlatego nie dobieram się do jej bielizny choć bym chciał.
-Andy… Ale ona i tak się dowie.
-Co?!Jak?!Skąd?! Chyba jej tego nie powiesz!
-Nie… Ona to ma po kolei poukładane i zobaczy.
Andy głośno przełknął ślinę i powoli wyszedł z pokoju. Usiadłem na łóżku i zacząłem się śmiać.
-Śniadanie!!!!-wydarła się Elizabeth.
Słyszałem wszystkich bieg. Zapierdzielali jak stare konie. W kuchni znalazłem się ostatni , chociaż nigdzie nie zauważyłem Sophie.
-Gdzie Sophie?
-U siebie w pokoju… Nie będzie jadła..
Nie pytałem się o nic więcej. Coś czułem , że jest nie tak , Elizabeth coś ukrywała. Po śniadaniu ją stąd zabiorę.
-Elizabeth!-krzyknął JInxx.-Kto cię nauczył robić tak świetną jajecznicę?
-Em , a czy to takie trudne?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie
-No wiesz… Ja robiłem ze skorupkami…
Oh god… A ja to jadłem.. Hah , Andy popatrzył na niego morderczym wzrokiem
-No to sobie teraz nagrabiłem.
-Taaa…-odpowiedzieli wszyscy.
Dalej wszyscy jedliśmy w milczeniu , tylko zerkaliśmy czasem na każdego. Dałem znak Elizabeth , żeby poszła za mną. Szedłem w stronę tarasu. Usiadłem pod drzewem , a obok mnie Lizz..
-Co jest z Sophie?
-Pokłóciłyśmy się…
-O ?
Elizabeth zaczęła mi opowiadać , jak wyszła z domu , jak spotkała tego Matt’a…Lizz się martwi o nia i to widać.
-Da sobie radę… Chodź mam pomysł.
Wróciliśmy do kuchni , całe szczęście wszyscy jeszcze byli.
-Jedziemy na kajaki!!!-krzyknąłem
Taaa , to mój pomysł , chciałbym się trochę zabawić.
-Poważnie?-zapytali.
-Eheeeeeeeeeeeeeee….
-O której?
-Zaraz!
Cała banda wybiegła z kuchni przygotować się. Po 20minutach byli już gotowi, ale dalej bez Sophie.
-Sophie zostaje w domu… Nie chce jechać.
-No okey , okey.

Wsiedliśmy do samochodów i poooooojechaliśmy na kajaki. Buahahahaha , niech Andy się boi.


† † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † †
Na dzisiaj trochę krótszy rozdział ^^ Jak myślicie... Co zrobi Ashley, Andy'emu na kajakach ? ; >>

niedziela, 9 czerwca 2013

† Rozdział 26

***perspektywa Andy’ego***
Wróciliśmy z Ev późnym wieczorem. Myślałem , że może już wszyscy śpią , jeżeli reszta wróciła do domu. W salonie na sofie siedziała Sophie , łkała… Evelin podeszła do niej i przytuliła.
-Co się stało?
-Nic… Co niby miało się stać?
-Coś się stało tylko nie chcesz powiedzieć..
-Nie nic…
Stałem i przysłuchiwałem się rozmowie dziewczyn. Sophie coś musiało się stać , coś ukrywała. Podszedłem do dziewczyn.
-Sophie. Powiedz nam.-odezwałem się
-Nie…
-Powiedz.
-Nie mam co mówić…
-Powiedz. Będę uparty i cały czas będę cię tym męczyć.
-Dobra powiem.
Evelin usiadła obok Sophie , a ja uklęknąłem przed nimi.
-To jest nie fair.-zaczęła
-Ale co?
-To wszystko… Ty Evelin jesteś szczęśliwa z Andy’m . Elizabeth z Ashley’em… A ja co ?! Ja jestem wyrzutkiem jebanego losu.!
-Ej nie mów tak ! To nie prawda.
Jak nie prawda jak prawda…
Nosz co za uparta krowa. Jeszcze sama się ździwi , jak kogoś szybko pozna.. Daję jej kilka dni…Wmawia sobie , że nie… Eh…
-To nie prawda i nie odzywaj się , bo ci kopa zasadze.-powiedziałem uśmiechając się.
Sophie go odwzajemniła.
-Co robimy?
-Może film?
-No to wy oglądajcie , ja idę spać.-powiedziała Sophie odchodząc
Ev przytuliła się do mnie.
-Co oglądamy?-zapytałem wreszcie.
-Horror!-wykrzyczała.
-Tylko nie to , tylko nie horror , błagam.
-Cichoo… i włączaj Sinister
I trudno , musiałem to włączyć. Nie lubię horrorów, zawsze się bałem. Ale dla swojej Evelin zrobię to i obejrzę. Mrrr… Dobrze , że śpi ze mną.
-Ej Evelin , gdzie jest Elizabeth i Ashley?
-Po co się pytasz , skoro i ja nie wiem?
No tak… Głupio zapytałem. Ale na odpowiedź nie musieliśmy długo czekać. Po schodach schodziła rozczorchana i mało co ubrana Elizabeth i Ashley w rozpiętych spodniach , bez koszuli.
-Upss.. Myśleliśmy , że śpicie albo , że was nie ma..
-No widocznie tu jesteśmy.-powiedziała ze zdziwieniem Evelin.
Sam się ich widokiem zdziwiłem. Nie widziałem ich w takim stanie. Usłyszeliśmy po chwili zamek w drzwiach. Zapadła cisza. Do domu weszli chłopacy. Spojrzeli na siebie , na parkę i odeszli bez słowa. Ash zapiął rozporek a Elizabeth ogarnęła swoje włosy.
-Dom wariatów.-rzekłem

***perspektywa Jinxx’a***
Wracaliśmy z chłopakami do domu , no dość późno. Otwierałem drzwi , bo jako jedyny wtedy miałem klucze. Weszliśmy i stanęliśmy jak przed murem , widząc Ashley’a i Elizabeth w takim stanie. Spojrzałem na chłopaków i odeszliśmy w milczeniu. Wszedłem do swojego pokoju , miałem iśc się wykapać , ale ktoś zapukał do drzwi.
-Hasło.-powiedziałem. Tak , tak mam hasło do pokoju , o którym nie wie Ash i dziewczyny.
-Ashley bananowy doktor
-Wejść.
Do pokoju wszedł Jake. Miał dziwną minę. Może to po tym widoku . Sam nie wiem… Może mi powie.
-A ciebie co tak skrzywiło?
-Nie skrzywiło mnie , po prostu jestem zaskoczony tym widokiem.
-Sam jestem. Ale wiesz.. Są razem , kochają się i mają prawo do wszystkiego. Jake… Sam nie byłeś lepszy.
-Było minęło…
-Taa..
-Pijemy piwo?-zapytał
-Nie. Dziś już nie. Ja idę się wykąpać i spać.
-No okey.
Jake wyszedł z pokoju , a ja wskoczyłem pod prysznic. Dopiero po jakiejś godzinie wyszedłem. Od razu położyłem się i usnąłem.

***perspektywa Sophie***
Nie mogłam spać w nocy. Po 2 w nocy wymknęłam się z pokoju , a potem z domu. Tak , trochę mnie popierdoliło , aby wychodzić o tej godzinie na miasto. No , ale co zrobię… Po domu nie będę chodzić jak nawiedzona laska. Powoli i po cichu zamknęłam drzwi.
-Fajnie , że nie jest zmino.
Boże.. Ja już naprawdę chyba źle się czuję , sama do siebie zaczynam gadać. Po żywych ludziach nie ma śladu.. Cisza i pustka. Poszłam w stronę parku, usiąść na ławce, nie chciało mi się chodzić. Idąc na ławkę , męczyłam się ze swoimi słuchawkami. Skubane zawsze tak się zaplątały , że ciężko było je odplątać. Ale potem w końcu dałam radę z nimi. Włączyłam sobie ‘’Revelation”. Słuchałam z zamkniętymi oczami , gdy nagle na szyi poczułam zimne ostrze noża. Ten ktoś wyciągnął mi słuchawki z uszu.
-Nie drzyj się! Siedź cicho i tak cię nikt nie usłyszy.
-Ale…
-Zamknij się!!!
Zaczęłam się ostro bać… Nie wiedziałam , co ten idiota może mi zrobić. Próbowałam się mu wyrwać , nóż schował.
-O nie maleńka… Nie uda ci się tak łatwo.
Zaczęłam płakać , łzy leciały mi strumieniem.
-Nie rycz kretynko!
Postanowiłam spróbować jakoś zadziałać. Ostro kopnęłam go w krocze , a on akurat zdążył wyciągnąć nóż i dźgnął mnie lekko w rękę. Sukinsyn leżał na ziemi zwijając się z bólu. Z krwawiącą ręką uciekałam.. Biegłam przed siebie. Nie wiem gdzie. Co chwilę oglądałam się za siebie czy czasem za mną nie biegnie. Obejrzałam się szybko i w kogoś wleciałam. Wywaliłam się. Myślałam ,że to on. Ale się myliłam.
-Prze… Przepraszam nie chciałam.
-Nic się nie stało. Tylko czemu chodzisz po mieście o tej porze? Teraz jest niebezpiecznie.
-Tak wiem… Przed chwilą się przekonałam.-powiedziałam patrząc na swoją zakrwawioną rękę.
-Ty krwawisz! Chodź szybko ze mną do domu, opatrzę ci tę ranę.
Nie wiedziałam czy mogę mu zaufać, ale chyba też nie chcę się wykrwawić w nocy w takim miejscu.
-Dobrze , dzięki.
Nieznajomy się miło uśmiechnął. Szybko zaprowadził mnie do swojego mieszkanka.
-Usiądź tutaj, zaraz wracam.
Zrobiłam jak powiedział. Nie musiałam też długo na niego czekać. Przygotował to co było mu potrzebne. Wziął się do roboty , był bardzo skupiony na tym co robi.
-Z tego wszystkiego zapomniałem się zapytać , jak masz na imię.
-Emm… Sophie. A ty?
-Matt , miło mi.-powiedział z uśmiechem.
Uśmiechnęłam się tylko. Rozmawialiśmy dopóki nie skończył opatrywać mi ręki.
-Skończone.-powiedział dumny z siebie.
-Dziękuję , miły jesteś , naprawdę. A właśnie… A ty co robiłeś o tej godzinie w parku?
-A tam… Byłem trochę pochodzić , spać nie mogłem i wiesz.
-Tak samo ja.. Ale teraz już o tej porze nie będę wychodzić.
-Masz rację . Chcesz coś do picia?
-Nie dzięki , muszę spadać.
-Odprowadzę cię , bo znowu coś ci się stanie.
Szliśmy w lekkiej ciszy . Po jakiś 20minutach doszliśmy do domu.
-I tu się rozstajemy?-zapytał smutno.
-Tak , niestety tak. Ale jak chcesz to msz mój numer.
-Oo , dziękuję. Spotkamy się jeszcze kiedyś?
-Tak , na pewno.
Na pożegnanie Matt pocałował mnie w policzek.
-Może jutro? Aaa i całus za to , żebyś dobrze spała.
-Dziękuję , i tak możemy jutro , czemu nie.
Boże… W każdym zdaniu mówię tak..
-To do zobaczenia.
-Paa.-powiedziałam i weszłam do domu.
Po cichu zakradałam się do pokoju. Gdy już leżałam w łóżku dostałam sms-a.
~Śpij dobrze So. Dobranoc ;*
Odpisałam mu , skoro dałam mu numer to nie wypada mi nie odpisać.
~Dobranoc Matt ; )

Odłożyłam telefon na szafkę i nie wiadomo kiedy usnęłam jak dziecko.

† † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † †
Dzisiaj dodałam trochę dłuższy rozdział ^^ Mam nadzieję , że się spodoba ; ]]

piątek, 7 czerwca 2013

† Rozdział 25 :

Wróciłam ^^ Rozdział miał być wczoraj dodany , ale byłam zmęczona i trochę zajęta. ^^ ; D Notki teraz będę niestety rzadziej dodawać. Problem w tym , że mam brak weny -,-

-------------------------------------------------------------------

***perspektywa Ashley'a***
Dzisiaj obudziły mnie w chuj głośne piski. Wyjątkowo spałem w salonie, bo zasnąłem na kanapie. Wbiegłem na górę zobaczyć , która to się tak drze.
-Ashley ! ! Chodź tu szybko !!
Wbiegłem do naszego pokoju. Elizabeth stała w rogu pokoju i piszczała.
-Lizz , co się dzieje ?
-W łóżku…
Spojrzałem na nasze łóżko . Nic tam nie było , a ona dalej piszczałam
-Co jest?
-Tam sa żaby ! ! !
Podniosłem kołdrę , a tam była masa żab, Stałem chwilę myśląc kto mógł to zrobić. I to w dodatku mojej Elizabeth. Dowiem się kto to.
-Chodź do salonu.
-Okey.
Złapałem Lizz w pasie i zeszliśmy na dół . Dopiero po chwili zauważyłem , że ona jest w bokserce i króciutkich spodenkach, podkreślające jej jędrne pośladki.
-Uhuhu , Ashley. Dlaczego prowadzisz Elizabeth tak skąpo ubraną?-zapytał Jake.
-Nie interesuj się tym. I tak ci jej nie oddam.
Elizabeth spojrzała na mnie na Jake’a i zachichotała.
-Dobra , to ja pójdę się ubrać devianty. Tylko tych żab się boję. Nie na widzę ich.
-To ja pójdę z tobą.
Podbiegłem do niej i poszliśmy do pokoju.
-Lizz… Wiesz , że cię kocham?
-Oj cos chcesz .. Do czego zmierzasz?
Pytając się , spojrzała na mnie z uśmiechem takim… takim zboczonym.
-Nie skądże…
-Tak tak.. Widzę to w twoich oczach. Nie ściemniaj , dobrze wiem czego chcesz. I powiem ci , że wieczorem.
Na ustach pojawił mi się uśmiech.
-I co się tak uśmiechasz?
-A bo luubię.
Moja kochana Lizz ubierała , gdy zadzwonił jej telefon.
-Słucham.
-Elizabeth ! ! Czemy po mnie nie przyjeżdżacie?!-usłyszałem krzyczącą Sophie.
-No moment ! Zaraz będziemy!
Rzuciła telefon i spojrzała na mnie. W oczach kipiała złość.
- A do Evelin to już nie może zadzwonić?!-wydarła się
Była zła , to widać . W sumie to ja jej się nie dziwię. Przecież nie tylko Elizabeth jest na tym świecie.

***perspektywa Evelin***
W salonie siedziałam razem z Andy’m w ciszy. Trochę nie odzywaliśmy się do siebie. Nie , nie pokłóciliśmy się , jakoś tak wyszło. Usłyszałam bieg po schodach i wściekłą Elizabeth. Obejrzałam się , a za mną Andy. Lizz biegła , za nią Ashley. Czyżby się pokłócili?
-Co się wam stało?-zapytał Andy
-Sophie dzwoniła i musimy po nią jechać. Dała taką zjebę Elizabeth , ze jest teraz zła.
To wszystko wyjaśnia całą tą złość u niej. Widocznie Sophie ostro ją zjebała i być może też coś przerwała. Usłyszeliśmy odpalający silnik i nasza kochana parka odjechała z piskiem opon.
-Ciekawe kto za kierownicą.-zaśmiał się Andy.
-Taak , ciekawe.
Nudziliśmy się , nie było co dzisiaj robić.
-co robimy ?-zapytałam
-Hm… Możemy iść do centrum handlowego jeśli chcesz.
-Poszłabym , gdybym miała kasę, a tak to nie mam z czym iść. Muszę pracę znaleźć.
-Chyba oszalałaś. Do żadnej pracy nie pójdziesz.
-Ale…
-Żadnego ale… Ubierz się i idziemy do centrum.
Spojrzałam na niego i szybko ruszyłam na górę. W pokoju zaczęłam szukać ubrań. Hahahaha ciekawe jak tam z tymi żabami. Słyszałam piski więc musiało być nieźle. Zemsta się udała !
-Fuck ! A co ja mam ubrać?!
Po chwili znalazłam swoje czarne rurki , glany i koszulkę. Andy stał już gotowy przy drzwiach.
-To idziemy.
Powiedział i otworzył drzwi przede mną. Nikogo w domu nie było , chłopaki się zmyli.
-A właśnie , czemu Elizabeth piszczała na cały dom?
-Jak … haha … Jak spała to razem z Sammi wrzuciłyśmy jej żaby do łóżka , a ona nie cierpi ich.
-Hah, ale macie pomysły.
Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy w stronę centrum..

***perspektywa Elizabeth***
Byłam za kierownicą , choć Ash nie chciał mnie za nią puścić. Pod domem od razu zapiął pasy.
-Nie ufasz mi?
-Ufam , ale jesteś wkurwiona i się dygam.
-Dziękuje skarbie.
Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Uśmiechnęłam się i wcisnęłam pedał gazu.
-Czerwone światło! ! ! –wrzasnął Ashley
-Przecież widzę.
Po chwili byliśmy już pod szpitalem. Sophie czekała na nas. Wsiadła do samochodu i już miałam ruszać , gdy Ash się odezwał.
-Kochanie… błagam wolniej.
-No okey okey
Całą droge milczeliśmy. I wolniej jechałam niż wcześniej. W domu Ash wskazał Sophie , gdzie będzie spać. Pokój dostala przy pokoju CC’ego. Siedziałam sama w pokoju. Ashley wszedł po paru minutach. Usiadł obok mnie na łóżku , a ja wskoczyłam na niego okrakiem.
-Uuu… Gorąco się robi.-powiedział chichotając
Nim się obejrzałam , Ash już na mnie leżał i patrzył w oczy. Zaczął całować mnie.
-Chcesz tego?
-Pewnie , że tak.
Mówiąc to , zaczęłam odpinać jego guziki od koszuli. Nasze ubrania znalazły się na podłodze. Ash całował mnie po szyi , schodząc niżej… Po chwili rzekł.
-Zaboli…
-To nic…-odpowiedziałam
Ashley powoli wszedł we mnie. Cicho , a raczej się starałam nie głośno , jęknęłam. Wtedy poczułam , że to on jest tym jedynym. Do pokoju niespodziewanie weszła Sophie.
-Elizabe….- i nie dokończyła widząc nas nagich i Ashley’a na mnie.
Szybko wyszła z pokoju i mówiła przez drzwi.
-Elizabeth.. Gdzie jest łazienka? I czy nie mogliście zamknąć drzwi ?
-Idź korytarzem i na końcu po lewej stronie białe drzwi. A co do zamykania drzwi . Nauczył cię ktoś pukać?

Usłyszeliśmy odchodzące kroki. Cicho zachichotaliśmy i kończyliśmy to co zostało nam przerwane.

† † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † †
Szablon wykonała Sasame Ka dla Zaczarowane Szablony