Kocham was ! ;*
Ame lie ;*
Fallen Angel ;*
Nathalie ;*
Andy Biersack - Batman ;* twój komentarz przeczytałam o 3 w nocy i jeszcze jestem cała ;*
Carolyn ;*
Mrs. Darkness ;*
Nattie K. ;*
Magdalena Rajek ;*
Wild Child ;*
Ariz ;*
Wasze komentarze dają mi tyle radości jak nic innego na tym świecie ; D
------------------------------------------
***perspektywa Elizabeth***
To co zobaczyłam zaskoczyło mnie. Ashley puścił mnie i ruszył w jego stronę , podszedł do niego i jebnął mu w mordę.
-Co ty sobie kurwa myślisz pojebie?-warknął na niego
Ja stałam i nie wiedziałam co robić , aż w końcu postanowiłam , że odciągnę Ash'a od niego.
-Ej Ash , zostaw go , bo jeszcze ty będziesz miał przejebane.
-Ale Elizabeth , skurwiel nie będzie nazywał cię kurwą , jeszcze raz cię nazwie a rozjebie mu tej parszywy ryj.
-E no nie tak ostro paniusiu... Bo ci żyłka pęknie.-śmiał się doktorek
Ashley już się powstrzymał , bo wyszedł policjant. Spojrzał na nas groźnym wzrokiem... Za ciekawie to to chyba nie będzie...
-Proszę wejść do środka i się nie pozabijać tylko...-powiedział policjant
Złapałam Ashley'a za rękę i weszłam z nim , za nami wszedł pojeb. Kazano nam usiąść przed biurkiem i chwilę poczekać... Jejku jak ja się trzęsłam , cały czas trzymałam Ashley'a za rękę. Nie wiedziałam co może się po tym stać...
-No dobrze , możemy zacząć. Tak więc pytanie do pani Elizabeth... Broniła się pani przed tym oto panem Oliwerem?
-Tak.
-Hahaha , ona się broniła ? Ona tylko chciała żeby ją wziąć !
-Zamilcz!-warknął Ashley
Do oczu prawie napłynęły mi łzy , jak ten skurwysyn może tak mówić? W dodatku na policji?!
-Proszę o spokój... Kontynuujmy...
Bałam się dalszych pytań... Ja już nie wiedziałam co mam mówić , gubiłam się... Facet za biurkiem ciągle pytał. Na przemian , raz mnie raz tego cwela spod mostu... Niekiedy miał takie odzywki , że Ashley'a nosiło. Ja mam nadzieje , że Ashley nie będzie wierzył w całe te jego brednie... Ale widział jak klęczałam na korytarzu w szpitalu cała zapłakana. Nie muszę się aż tak martwić...
-Przecież ona uciekła tylko dlatego , że miała dość , ze mną każda kobieta chce być.-mówił kretyn.
Ashley trząsł się ze złości. Widziałam , że miał zaciśniętą jedną dłoń w pięść , która była gotowa mu przypierdolić... Całe to przesłuchanie trwało bardzo długo , na końcu okazało się , że sprawa trafia do sądu. Rozprawa za 2 tygodnie. Cholera , oby Ashley zdążył wrócić do domu...
***perspektywa Ashley'a***
Złość we mnie wrzała. Cały w środku się gotowałem , jeszcze rozprawa sadowa za 2 tygodnie... Przecież ja chyba nie zdążę wrócić do domu na czas... Elizabeth sama miała by iśc na salę sądową? Wyszedłem z tej sali jak najszybciej , żeby już nie widzieć tego kretyna...Ale usłyszałem go jeszcze....
- I co pedale ! Spotykamy się w sądzie.
Oooo nie , z tym pedałem kurwa przegiął... Miałem się wrócić i mu znowu przypierdolić , ale akurat szła policjantka.
-Ooo widzę , że sobie pan pogarsza sprawę.-powiedziała do niego.
Jego mina od razu zrzedła , a mi złość powoli przechodziła.. Trzeba tylko dobrego adwokata załatwić i wygramy , a zjeb wyląduje w pierdlu...
-Ashley , chodź wracamy do domu..
-Już , już. Chodź.
Złapałem Elizabeth za rękę i ruszyliśmy do samochodu. Wsiedliśmy i pojechaliśmy do domu. Po jakiś kilkudziesięciu minutach byliśmy na miejscu. Weszliśmy do środka , gdzie wszyscy siedzieli jak zwykle w salonie i coś oglądali. Ooo Ella i Sammi też były. Nikt nic nie mówił , że będą. No ale nic , każdy ma teraz przy sobie połówkę oprócz CC'ego. Eh bidulek , sam jest.
-O cześć dziewczyny.-powiedziała Lizz
Sammi razem z Ellą podeszły i przytuliły się do niej. Elizabeth płakała na posterunku , więc jeszcze miała trochę podkrążone oczy. Dziewczyny to zauważyły.
-Coś jest nie tak?-zapytały
-Elizabeth , ty opowiedz im , a ja pójdę pogadać z Andy'm...
-Okey.
Ucałowałem Elizabeth w czoło i odszedłem. Dziewczyny poszły na górę pogadać.
niedziela, 14 lipca 2013
piątek, 12 lipca 2013
Rozdział 36
***perspektywa CC'ego***
Jak tylko usłyszałem dzwonek do drzwi , szybko tam pobiegłem. Ashley z Elizabeth już tam byli , a w drzwiach stała Sophie. Cieszyłem się na jej widok , pomimo , że narobiła tyle problemów. W głębi serca cieszyłem się jak małe dziecko , które dostało lizaka. Wpatrywałem się w nią jak w lalkę. Kurwa ja się w niej zakochałem.Ale ona ma Matt'a więc... Ja nie mam żadnych szans u niej. A poza tym jak by Ashley zareagował albo Elizabeth.
-Możemy tu nocować?-zapytali
Po minie Matt'a można było wywnioskować , że coś kombinuje. Ale nie mogłem nic odczytać z jego twarzy. Patrzył się na Elizabeth takim wzrokiem , jakby chciał jej coś zrobić....
-Ash , możemy pogadać?-zapytałem
Ashley kiwnął głową na tak. Poszedłem w stronę kuchni , on za mną. Cholera ja się boję o Lizz...
-No co chcesz stary ?-zapytał mnie
-Chodzi mi o Matt'a , on coś kombinuje...
-To znaczy?
-Dziwnym wzrokiem patrzy na Elizabeth , jakby chciał jej coś zrobić...
-Co ty pierdolisz?
-Mówię serio, nie wiem co on knuje , ale pilnuj Lizz jak oka w głowie.
Ashley złapał się za głowę. On kocha Lizz i nie chce żeby cokolwiek jej się stało. On by sobie tego nie wybaczył. I wtedy do kuchni weszła Elizabeth. Popatrzyła się po nas i skapnęła się , że coś jest nie tak.
-Em... Co się dzieje?-zapytała
Ashley spojrzał na mnie , ja na niego. Lizz traciła cierpliwość , bo żaden z nas w ogóle się nie odzywał.
-Czy powie mi któryś , co tu się kurwa dzieje?-warknęła
Wyrapiłem na nią oczy . Jeszcze nie słyszałem jej tak wściekłej.
-Lizz , wyluzuj. Już ci mówimy.-uspokajałem ją.-Ashley mów...
-No to tak... CC widział jak Matt dziwnie się na ciebie patrzy. Być może coś kombinuje. Boję się o ciebie i nie chcę żeby coś ci się stało.
-Skarbie... Nie bój się , wszystko będzie dobrze...
-Nie , właśnie nie będzie dobrze. Zobacz co masz na szyi przez nich. Ja nie chcę żeby znowu coś ci się stało. Tym razem bym tego nie wytrzymał.
Stałem i słuchałem ich rozmowę. Ashley na prawdę się o nią bał , ja tam wolę się nie odzywać , bo jeszcze wyłapie. Wolę siedzieć cicho jak myszka.
-CC weź coś jej powiedz...
-Ale co ja mam jej powiedzieć?
-Że się o nią martwię.
-Khem , khem ... Pani Elizabeth , ten oto pan Ashley Purdy , który jest nieziemsko w pani zakochany , całymi dniami i nocami martwi się o panią. Nie chce żeby coś złego się stało.
Mówiłem poważnym tonem , ale nie mogłem wytrzymać i jebłem niekontrolowanym śmiechem. Elizabeth i Ashley także. Śmialiśmy się dobre 10 minut , dopóki Elizabeth nie zwinęła się z ostrego bólu.
-Lizz co się dzieje?
-Brzuch... Strasznie mnie boli , możesz mnie zanieść na łóżko?
-Już , już...
Ashley wziął ją na ręce i wychodził już z kuchni.
-CC , przynieś mi szklankę wody i tabletki przeciwbólowe.
-Okey , już się robi pani Purdy.
Lizz się uśmiechnęła , a ja wyjąłem szklankę z szafki , nalałem do niej wody. Tylko tak... Jaką ja mam wziąć tabletkę... Ma być przeciwbólowa...Po kilku minutach wreszcie znalazłem. Szybko pobiegłem z wodą i tabletkami na górę. Wparowałem do ich pokoju jak poparzony.
-Dłużej nie mogłeś?!-warknął Ashley
-Ash , cicho. Może tabletek nie mógł znaleźć.
-O właśnie Ashley...
Elizabeth uśmiechnęła się do mnie , na co ja odwzajemniłem go.
-CC , dawaj mi już te tabletki bo umrę z bólu.
-A tylko byś spróbowała.-powiedzieliśmy razem.
Lizz poparzyła się na nas z ze zdziwieniem, połknęła tabletki popijając wodą i ułożyła się na łóżku. My staliśmy i wpatrywaliśmy się w nią.
-Będziecie tak stać i się patrzyć na mnie jak próbuję zasnąć , czy łaskawie opuścicie pokój?
-Już idziemy.
Ashley pocałował ją i razem wyszliśmy z pokoju.
-Martwię się o nią.-odezwał się Ashley
-Wiem , widać to... Kochasz ją i to dlatego.
-A nooo...
-Będzie dobrze...
-Tak myślisz?
-Oczywiście panie Purdy
Powiedziałem i poczochrałem włosy kumpla. Zeszliśmy na dół gdzie wszyscy siedzieli w salonie.
***perspektywa Evelin***
Jak oni mieli czelność tu wrócić ?! Ugh , jak ja byłam wściekła ! Andy widział , że mam zaciśnięte zęby i złapał mnie za rękę. Siedzieliśmy w salonie . Właśnie... Co może być Elizabeth , że Ashley tak szybko zabrał ją do pokoju na górę , a po chwili biegł CC z szklanką wody. Panowała grobowa cisza. Andy patrzył się na mnie , a ja byłam daleko myślami. Na moment spojrzałam na Matt'a , był ostro zamyślony. Po schodach zeszli devianty. Usiedli obok nas. Miałam się odezwać , ale zadzwonił telefon Andy'ego.
-Przepraszam.-powiedział i wyszedł
Poszłam za nim , długo rozmawiał przez telefon. Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem i sie rozłączył.
-Mam złe wiadomości.
-To znaczy jakie?
-Dzwonił menadżer , pojutrze wylatujemy do Niemiec....
-Po co ?
-Tego nie powiedział....
Zaczęłam się w środku gotować ze złości.
-Na ile?-zapytałam
-Na 2 tygodnie....
-Ja pierdole...
Andy podszedł do mnie i mocno przytulił. Na policzkach poczułam spływające łzy.
-Ej mała nie płacz. Wszystko to szybko minie.
-Oby , zawołać chłopców? Musisz im to powiedzieć , bo później zapomnisz.
-Ooo , to zawołaj.
Szybko otarłam łzy z policzków i poszłam do salonu. Zrobiłam normalnie wejście smoka. Wypierdoliłam się na prostym odcinku. Wszyscy odwrócili się w moją stronę.
-Nic ci nie jest?-zapytał Jake.
-Nie , nic , tylko idźcie do kuchni... Andy musi z wami pogadać...
Chłopcy niechętnie wstali z sofy i pomaszerowali jeden za drugim do kuchni. Ja wstałam z podłogi i ogarnęłam się... Sophie z Matt'em patrzyli na mnie jak na wariatkę.
-No co ?-warknęłam
-Em , nic....-speszyła się Sophie.
Kurwa Matt mi coś tu nie pasuje... Jakiś dziwny się zrobił... Jak chłopcy wyjadą , będę musiała wszystkiego tu pilnować.
-Chcecie coś oglądać?
-No czemu nie?
Matt dalej siedział cicho... Byłam już wkurzona. Włączyłam jakiś film i siedziałam już cicho. Wolałam się nie odzywać.
***perspektywa Andy'ego***
Czekałem na chłopaków w kuchni.... Weszli jeden za drugim. Dziwnie się na mnie patrzyli....
-No co się tak na mnie patrzycie?
-Booo... Em...
-Dobra nieważne ... Mam złe wiadomości.
-Jakie?!-zapytał Ashley
Ugh , ja i on najbardziej będziemy to przeżywać. Szczególnie jak w domu jest cały ten Matt. Będzie ciężko je zostawić.
-No to tak.... Pojutrze wylatujemy...
-Gdzie?!-krzyknęli chórkiem
-Do Niemiec na 2 tygodnie.
-Ja pierdole.-szepnął Ashley
Bidulek aż usiadł na krześle. Wiem co przeżywa. Dla niego łatwe to , to nie będzie po tych wszystkich akcjach.
-Ja nie chcę zostawić Elizabeth tutaj. Tak daleko od niej....
Kurwa nawet nie wiem , jakbym mógł go chociaż trochę pocieszyć...
-Ashley , to minie nie wiadomo kiedy.-pocieszał go Jake
-Jake... A czy Ella chciała popełnić samobójstwo?! NIE ! Więc nie musisz się o nią tak martwić jak ja martwię się o Elizabeth.
Jake chciał coś jeszcze powiedzieć , ale ja kiwnąłem głową by się nie odzywał.
-Dobra... A tak w ogóle to po co my tam jedziemy?-zapytał Ashley
-Nie wiem . Menadżer nic nie powiedział na ten temat.
-Cwel jebany....-warknął Ashley
Nastąpiła chwila ciszy. Zaczął dzwonić czyjś telefon.
-Ugh , to mój.-powiedział Ash
Odebrał go przy nas . Po głosie można było wywnioskować , że rozmawia z jakimś kolesiem. Ha ha , nie wyobrażam sobie cycatej blondynki z takim głosem. to by było dziwne.
-Kto to dzwonił?
-Facet z policji.... Jutro mamy się stawić na komendzie... Będzie ten pierdolony pedofil...
-Ouu....
Ashley ma teraz tyle na głowie... Prawie wszystko wali mu się na głowę.. On już tyle przeżył...
********** następny dzień**********
Obudziłem się całkiem wypoczęty. Słyszałem jak Ashley krząta się po kuchni , pewnie robi śniadanie dla Elizabeth. Usłyszałem jak posypało się szkło....
-Kurwa jebana mać !!!-wydarł się Ashley
On i kuchnia to chyba kiepski pomysł... Wylazłem z łóżka i poszedłem do kuchni. Byłem już na progu drzwi i zobaczyłem , że Ashley zamiata coś co rozbił.. Byłem ciekaw co to było. oby nie mój kubek , bo zabije , utopie , poćwiartuje , wsadzę w woreczki śniadaniowe i zakopie w ogrodzie...
-Ashley... Co rozbiłeś?
-Em , to nic takiego . To tylko zwykły kubek.
-Na pewno ? Jaki?
-No em , ten taki...
Podszedłem do niego i spojrzałem na rozbity kubek. Nie mogłem uwierzyć , że to mój kubek jest rozbity z batmana !!!!
-Ashley... Ty kurwa już nie żyjesz...
***perspektywa Ashley'a***
Oj szykowały się kłopoty...
-Ashley... Ty już kurwa nie żyjesz ...
Ojoooooj...
-No sorry , nie chciałem , odkupię ci...
Andy dalej patrzył na mnie morderczym wzrokiem... No nic... Wypadało by mi zacząć uciekać , ale się nie wyspałem i miałem lenia.
-Wszystko okey?-zapytała Elizabeth , która weszła do kuchni
-Ashley rozbił mój kubek w batmana !-krzyczał Andy prawie płacząc
-Ale to nie moja wina , że zostawiłeś go w takim miejscu !
Zacząłem się z nim kłócić o głupi kubek z batmana...
-Oh god ! ! ! Cicho siedzieć !!-wydarła się Elizabeth.-Andy odkupię ci ten kubek za niego...
-Nie no dobra , nie musicie , poniosło mnie...
- Taa , a potem mnie zarżniesz siekiera w nocy?
-Niee....
Nastała cisza. Elizabeth stała z rękami założonymi na głowie... Bidulka załamała się naszym zachowaniem chyba...
-Jestem załamana waszym zachowaniem...
Ha ha jak ja ją dobrze znam... Podszedłem do niej i pocałowałem tak inaczej.
-Em , czyżby nas coś dzisiaj czekało?-zapytała
-Taa... Musimy stawić się na komendzie....
Mina Elizabeth była bezcenna. Jak ja kochałem te jej karpie.
-Coś jeszcze?
-Em... Tak..
-No więc?
-Jutro wyjeżdżam z chłopakami....
To ją chyba zabolało. Ona nie chce żebym ją zostawił , ani ja nie chcę jej tutaj zostawić z tym Matt'em...
-Ale... Że? Jak ? Na ile?
-Na 2 tygodnie..
Lizz wtuliła się we mnie i zaczęła płakać. Mi samemu łzy poleciały. Andy stał i patrzył sie smutnym wzrokiem.
-Ash , musicie jechać już.
Kiwnąłem mu głową na tak...
-Lizz chodź ubierzemy się i ruszamy.
***perspektywa Elizabeth***
Poszłam z Ashley'em się ubierać. Jeju ja nie chcę żeby on gdzieś wyjeżdżał.
-Wszystko będzie dobrze skarbie...
-Mam taką nadzieję.
Po kilkunastu minutach siedzieliśmy w samochodzie. Jak ja kurwa nie chcę tam jechać. Jeszcze jak ja mam zobaczyć tego kretyna to aż mnie mdli...
**********15 minut później**********
-Nie bój się...
-Nie boję się... Chyba...
Weszliśmy do budynku , stał tam ten popapraniec...
-O jesteś kurwo ! !- warknął
To co potem zobaczyłam zaskoczyło mnie....
† † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † †
Haa ! Specjalnie dla was napisałam dłuuugą notkę ;D Mam nadzieję , że nie zamulam i się podoba ? ^^ Do następnej notki ;D Czekam na komentarze ;**
Jak tylko usłyszałem dzwonek do drzwi , szybko tam pobiegłem. Ashley z Elizabeth już tam byli , a w drzwiach stała Sophie. Cieszyłem się na jej widok , pomimo , że narobiła tyle problemów. W głębi serca cieszyłem się jak małe dziecko , które dostało lizaka. Wpatrywałem się w nią jak w lalkę. Kurwa ja się w niej zakochałem.Ale ona ma Matt'a więc... Ja nie mam żadnych szans u niej. A poza tym jak by Ashley zareagował albo Elizabeth.
-Możemy tu nocować?-zapytali
Po minie Matt'a można było wywnioskować , że coś kombinuje. Ale nie mogłem nic odczytać z jego twarzy. Patrzył się na Elizabeth takim wzrokiem , jakby chciał jej coś zrobić....
-Ash , możemy pogadać?-zapytałem
Ashley kiwnął głową na tak. Poszedłem w stronę kuchni , on za mną. Cholera ja się boję o Lizz...
-No co chcesz stary ?-zapytał mnie
-Chodzi mi o Matt'a , on coś kombinuje...
-To znaczy?
-Dziwnym wzrokiem patrzy na Elizabeth , jakby chciał jej coś zrobić...
-Co ty pierdolisz?
-Mówię serio, nie wiem co on knuje , ale pilnuj Lizz jak oka w głowie.
Ashley złapał się za głowę. On kocha Lizz i nie chce żeby cokolwiek jej się stało. On by sobie tego nie wybaczył. I wtedy do kuchni weszła Elizabeth. Popatrzyła się po nas i skapnęła się , że coś jest nie tak.
-Em... Co się dzieje?-zapytała
Ashley spojrzał na mnie , ja na niego. Lizz traciła cierpliwość , bo żaden z nas w ogóle się nie odzywał.
-Czy powie mi któryś , co tu się kurwa dzieje?-warknęła
Wyrapiłem na nią oczy . Jeszcze nie słyszałem jej tak wściekłej.
-Lizz , wyluzuj. Już ci mówimy.-uspokajałem ją.-Ashley mów...
-No to tak... CC widział jak Matt dziwnie się na ciebie patrzy. Być może coś kombinuje. Boję się o ciebie i nie chcę żeby coś ci się stało.
-Skarbie... Nie bój się , wszystko będzie dobrze...
-Nie , właśnie nie będzie dobrze. Zobacz co masz na szyi przez nich. Ja nie chcę żeby znowu coś ci się stało. Tym razem bym tego nie wytrzymał.
Stałem i słuchałem ich rozmowę. Ashley na prawdę się o nią bał , ja tam wolę się nie odzywać , bo jeszcze wyłapie. Wolę siedzieć cicho jak myszka.
-CC weź coś jej powiedz...
-Ale co ja mam jej powiedzieć?
-Że się o nią martwię.
-Khem , khem ... Pani Elizabeth , ten oto pan Ashley Purdy , który jest nieziemsko w pani zakochany , całymi dniami i nocami martwi się o panią. Nie chce żeby coś złego się stało.
Mówiłem poważnym tonem , ale nie mogłem wytrzymać i jebłem niekontrolowanym śmiechem. Elizabeth i Ashley także. Śmialiśmy się dobre 10 minut , dopóki Elizabeth nie zwinęła się z ostrego bólu.
-Lizz co się dzieje?
-Brzuch... Strasznie mnie boli , możesz mnie zanieść na łóżko?
-Już , już...
Ashley wziął ją na ręce i wychodził już z kuchni.
-CC , przynieś mi szklankę wody i tabletki przeciwbólowe.
-Okey , już się robi pani Purdy.
Lizz się uśmiechnęła , a ja wyjąłem szklankę z szafki , nalałem do niej wody. Tylko tak... Jaką ja mam wziąć tabletkę... Ma być przeciwbólowa...Po kilku minutach wreszcie znalazłem. Szybko pobiegłem z wodą i tabletkami na górę. Wparowałem do ich pokoju jak poparzony.
-Dłużej nie mogłeś?!-warknął Ashley
-Ash , cicho. Może tabletek nie mógł znaleźć.
-O właśnie Ashley...
Elizabeth uśmiechnęła się do mnie , na co ja odwzajemniłem go.
-CC , dawaj mi już te tabletki bo umrę z bólu.
-A tylko byś spróbowała.-powiedzieliśmy razem.
Lizz poparzyła się na nas z ze zdziwieniem, połknęła tabletki popijając wodą i ułożyła się na łóżku. My staliśmy i wpatrywaliśmy się w nią.
-Będziecie tak stać i się patrzyć na mnie jak próbuję zasnąć , czy łaskawie opuścicie pokój?
-Już idziemy.
Ashley pocałował ją i razem wyszliśmy z pokoju.
-Martwię się o nią.-odezwał się Ashley
-Wiem , widać to... Kochasz ją i to dlatego.
-A nooo...
-Będzie dobrze...
-Tak myślisz?
-Oczywiście panie Purdy
Powiedziałem i poczochrałem włosy kumpla. Zeszliśmy na dół gdzie wszyscy siedzieli w salonie.
***perspektywa Evelin***
Jak oni mieli czelność tu wrócić ?! Ugh , jak ja byłam wściekła ! Andy widział , że mam zaciśnięte zęby i złapał mnie za rękę. Siedzieliśmy w salonie . Właśnie... Co może być Elizabeth , że Ashley tak szybko zabrał ją do pokoju na górę , a po chwili biegł CC z szklanką wody. Panowała grobowa cisza. Andy patrzył się na mnie , a ja byłam daleko myślami. Na moment spojrzałam na Matt'a , był ostro zamyślony. Po schodach zeszli devianty. Usiedli obok nas. Miałam się odezwać , ale zadzwonił telefon Andy'ego.
-Przepraszam.-powiedział i wyszedł
Poszłam za nim , długo rozmawiał przez telefon. Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem i sie rozłączył.
-Mam złe wiadomości.
-To znaczy jakie?
-Dzwonił menadżer , pojutrze wylatujemy do Niemiec....
-Po co ?
-Tego nie powiedział....
Zaczęłam się w środku gotować ze złości.
-Na ile?-zapytałam
-Na 2 tygodnie....
-Ja pierdole...
Andy podszedł do mnie i mocno przytulił. Na policzkach poczułam spływające łzy.
-Ej mała nie płacz. Wszystko to szybko minie.
-Oby , zawołać chłopców? Musisz im to powiedzieć , bo później zapomnisz.
-Ooo , to zawołaj.
Szybko otarłam łzy z policzków i poszłam do salonu. Zrobiłam normalnie wejście smoka. Wypierdoliłam się na prostym odcinku. Wszyscy odwrócili się w moją stronę.
-Nic ci nie jest?-zapytał Jake.
-Nie , nic , tylko idźcie do kuchni... Andy musi z wami pogadać...
Chłopcy niechętnie wstali z sofy i pomaszerowali jeden za drugim do kuchni. Ja wstałam z podłogi i ogarnęłam się... Sophie z Matt'em patrzyli na mnie jak na wariatkę.
-No co ?-warknęłam
-Em , nic....-speszyła się Sophie.
Kurwa Matt mi coś tu nie pasuje... Jakiś dziwny się zrobił... Jak chłopcy wyjadą , będę musiała wszystkiego tu pilnować.
-Chcecie coś oglądać?
-No czemu nie?
Matt dalej siedział cicho... Byłam już wkurzona. Włączyłam jakiś film i siedziałam już cicho. Wolałam się nie odzywać.
***perspektywa Andy'ego***
Czekałem na chłopaków w kuchni.... Weszli jeden za drugim. Dziwnie się na mnie patrzyli....
-No co się tak na mnie patrzycie?
-Booo... Em...
-Dobra nieważne ... Mam złe wiadomości.
-Jakie?!-zapytał Ashley
Ugh , ja i on najbardziej będziemy to przeżywać. Szczególnie jak w domu jest cały ten Matt. Będzie ciężko je zostawić.
-No to tak.... Pojutrze wylatujemy...
-Gdzie?!-krzyknęli chórkiem
-Do Niemiec na 2 tygodnie.
-Ja pierdole.-szepnął Ashley
Bidulek aż usiadł na krześle. Wiem co przeżywa. Dla niego łatwe to , to nie będzie po tych wszystkich akcjach.
-Ja nie chcę zostawić Elizabeth tutaj. Tak daleko od niej....
Kurwa nawet nie wiem , jakbym mógł go chociaż trochę pocieszyć...
-Ashley , to minie nie wiadomo kiedy.-pocieszał go Jake
-Jake... A czy Ella chciała popełnić samobójstwo?! NIE ! Więc nie musisz się o nią tak martwić jak ja martwię się o Elizabeth.
Jake chciał coś jeszcze powiedzieć , ale ja kiwnąłem głową by się nie odzywał.
-Dobra... A tak w ogóle to po co my tam jedziemy?-zapytał Ashley
-Nie wiem . Menadżer nic nie powiedział na ten temat.
-Cwel jebany....-warknął Ashley
Nastąpiła chwila ciszy. Zaczął dzwonić czyjś telefon.
-Ugh , to mój.-powiedział Ash
Odebrał go przy nas . Po głosie można było wywnioskować , że rozmawia z jakimś kolesiem. Ha ha , nie wyobrażam sobie cycatej blondynki z takim głosem. to by było dziwne.
-Kto to dzwonił?
-Facet z policji.... Jutro mamy się stawić na komendzie... Będzie ten pierdolony pedofil...
-Ouu....
Ashley ma teraz tyle na głowie... Prawie wszystko wali mu się na głowę.. On już tyle przeżył...
********** następny dzień**********
Obudziłem się całkiem wypoczęty. Słyszałem jak Ashley krząta się po kuchni , pewnie robi śniadanie dla Elizabeth. Usłyszałem jak posypało się szkło....
-Kurwa jebana mać !!!-wydarł się Ashley
On i kuchnia to chyba kiepski pomysł... Wylazłem z łóżka i poszedłem do kuchni. Byłem już na progu drzwi i zobaczyłem , że Ashley zamiata coś co rozbił.. Byłem ciekaw co to było. oby nie mój kubek , bo zabije , utopie , poćwiartuje , wsadzę w woreczki śniadaniowe i zakopie w ogrodzie...
-Ashley... Co rozbiłeś?
-Em , to nic takiego . To tylko zwykły kubek.
-Na pewno ? Jaki?
-No em , ten taki...
Podszedłem do niego i spojrzałem na rozbity kubek. Nie mogłem uwierzyć , że to mój kubek jest rozbity z batmana !!!!
-Ashley... Ty kurwa już nie żyjesz...
***perspektywa Ashley'a***
Oj szykowały się kłopoty...
-Ashley... Ty już kurwa nie żyjesz ...
Ojoooooj...
-No sorry , nie chciałem , odkupię ci...
Andy dalej patrzył na mnie morderczym wzrokiem... No nic... Wypadało by mi zacząć uciekać , ale się nie wyspałem i miałem lenia.
-Wszystko okey?-zapytała Elizabeth , która weszła do kuchni
-Ashley rozbił mój kubek w batmana !-krzyczał Andy prawie płacząc
-Ale to nie moja wina , że zostawiłeś go w takim miejscu !
Zacząłem się z nim kłócić o głupi kubek z batmana...
-Oh god ! ! ! Cicho siedzieć !!-wydarła się Elizabeth.-Andy odkupię ci ten kubek za niego...
-Nie no dobra , nie musicie , poniosło mnie...
- Taa , a potem mnie zarżniesz siekiera w nocy?
-Niee....
Nastała cisza. Elizabeth stała z rękami założonymi na głowie... Bidulka załamała się naszym zachowaniem chyba...
-Jestem załamana waszym zachowaniem...
Ha ha jak ja ją dobrze znam... Podszedłem do niej i pocałowałem tak inaczej.
-Em , czyżby nas coś dzisiaj czekało?-zapytała
-Taa... Musimy stawić się na komendzie....
Mina Elizabeth była bezcenna. Jak ja kochałem te jej karpie.
-Coś jeszcze?
-Em... Tak..
-No więc?
-Jutro wyjeżdżam z chłopakami....
To ją chyba zabolało. Ona nie chce żebym ją zostawił , ani ja nie chcę jej tutaj zostawić z tym Matt'em...
-Ale... Że? Jak ? Na ile?
-Na 2 tygodnie..
Lizz wtuliła się we mnie i zaczęła płakać. Mi samemu łzy poleciały. Andy stał i patrzył sie smutnym wzrokiem.
-Ash , musicie jechać już.
Kiwnąłem mu głową na tak...
-Lizz chodź ubierzemy się i ruszamy.
***perspektywa Elizabeth***
Poszłam z Ashley'em się ubierać. Jeju ja nie chcę żeby on gdzieś wyjeżdżał.
-Wszystko będzie dobrze skarbie...
-Mam taką nadzieję.
Po kilkunastu minutach siedzieliśmy w samochodzie. Jak ja kurwa nie chcę tam jechać. Jeszcze jak ja mam zobaczyć tego kretyna to aż mnie mdli...
**********15 minut później**********
-Nie bój się...
-Nie boję się... Chyba...
Weszliśmy do budynku , stał tam ten popapraniec...
-O jesteś kurwo ! !- warknął
To co potem zobaczyłam zaskoczyło mnie....
† † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † †
Haa ! Specjalnie dla was napisałam dłuuugą notkę ;D Mam nadzieję , że nie zamulam i się podoba ? ^^ Do następnej notki ;D Czekam na komentarze ;**
poniedziałek, 8 lipca 2013
Rozdział 35
***perspektywa Sophie***
Dzisiaj wracam z Matt'em do Hollywood. Muszę wszystkich tam przeprosić. Najbardziej Elizabeth i Ashley'a. Czy ja zawsze muszę coś zjebać?
-Ej Sophie ! Słuchasz ty mnie?
-Em... Co?
-Mówiłem , że już wsiadamy do samolotu.
-Oj przepraszam , byłam zamyślona.
Matt spojrzał na mnie i pokręcił głową. Poczułam się głupio w tym momencie. Wzięłam swój bagaż i poszłam za Matt'em w stronę bramek. Przeszliśmy bez problemu i poszliśmy w stronę samolotu.
-Wszystko jest okey Sophie?
-Em , tak jest okey.
-Na pewno?
-No nie do końca... Boję się ich reakcji. Nie wiem jak oni zareagują na mój widok. Ashley'a się boję.
-Sophie... Wszystko będzie dobrze. Oni nic ci nie zrobią , ja będę obok ciebie.
Przytuliłam się do Matt'a , wiedziałam , że on teraz mnie nie zostawi. Po paru minutach siadaliśmy na swoich miejscach.Teraz znowu tyle godzin do Stanów lecieć...
-Sophie... Ja się trochę prześpię , okey ?
-Śpij śpij , jak coś to cię obudzę.
Matt dał mi buziaka w policzek i po chwili spał jak zabity.
********** kilka godzin później**********
Zaraz samolot będzie lądować , muszę Matt'a obudzić...
-Matt , wstawaj zaraz lądujemy.
-Coo ? ?Już? Tak szybko ?
-Jakie szybko... lecieliśmy coś z 10h.
-Woow...
Po 20 minutach już wychodziliśmy z lotniska , Matt zamówił taksówkę . Zaraz jedziemy do ich domu. Jejku jak ja się boję...Po paru minutach czekała na nas taksówka.
***perspektywa Ashley'a***
Siedziałem w salonie z Elizabeth , nudziło nam się niemiłosiernie , aż w końcu wpadłem na pomysł.
-Lizz , nudzi ci się?
-I too jak ...
-A co powiesz na szybki numerek.. ? Ja + ty + nasza sypialnia ?
Elizabeth zrobiła śmieszne oczka i patrzyła się na mnie dziwnie...
-No więc?-zapytałem
Zamiast usłyszeć od niej odpowiedź , wstała z sofy i pociągnęła mnie na górę.
-Nie tak ostro..Rękę mi urwiesz
-Ash , cichoooo
Po chwili byliśmy w naszej sypialni. Chciałem szybki numerek i zajęło nam pół godziny. Następnym razem powiem , że chce dłużej.
-I co po nudach ?
-Pewnie, kiedy powtórka?-zapytałem
-Wieczorem.
Zeszliśmy na dół i usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Podbiegłem i otworzyłem , zamarłem jak tylko zobaczyłem kto za nimi stoi.
-Cześć , Ash...
Nie miałem pojęcia czy wpuścić ich , czy zamknąć drzwi pod nosem... Podleciała do mnie Elizabeth , jak tylko ich zobaczyła tak samo jak ja zamarła.
-Co wy tu robicie?-warknęła
-Lizz... Ja chciałam was przeprosić , ja nie wiedziałam , że może coś takiego się stać.
Sophie podeszła do Elizabeth i mocno przytuliła. Lizz tego nie odwzajemniła. Ona nie wiedziała co ma na ten temat powiedzieć.
-Elizabeth , błagam wybacz mi ...
Ja już do Sophie nie będę miał zaufania , to co zrobiła przerosło moje oczekiwania.
-Sophie , ja nie wiem... Nie wiem co mam o tym myśleć...
Po chwili przy nas zjawiła się reszta , CC , Jake , Jinxx i Andy z Evelin. Stali bez słowa. To musiało być dziwne przeżycie...
-Wejdźcie.-powiedziałem
Nie chętnie weszli z bagażami , ja teraz muszę mieć Elizabeth na oku. Nie chcę żeby coś oni jej zrobili. Za bardzo się już nacierpiałem.
† † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † †
Dzisiaj wracam z Matt'em do Hollywood. Muszę wszystkich tam przeprosić. Najbardziej Elizabeth i Ashley'a. Czy ja zawsze muszę coś zjebać?
-Ej Sophie ! Słuchasz ty mnie?
-Em... Co?
-Mówiłem , że już wsiadamy do samolotu.
-Oj przepraszam , byłam zamyślona.
Matt spojrzał na mnie i pokręcił głową. Poczułam się głupio w tym momencie. Wzięłam swój bagaż i poszłam za Matt'em w stronę bramek. Przeszliśmy bez problemu i poszliśmy w stronę samolotu.
-Wszystko jest okey Sophie?
-Em , tak jest okey.
-Na pewno?
-No nie do końca... Boję się ich reakcji. Nie wiem jak oni zareagują na mój widok. Ashley'a się boję.
-Sophie... Wszystko będzie dobrze. Oni nic ci nie zrobią , ja będę obok ciebie.
Przytuliłam się do Matt'a , wiedziałam , że on teraz mnie nie zostawi. Po paru minutach siadaliśmy na swoich miejscach.Teraz znowu tyle godzin do Stanów lecieć...
-Sophie... Ja się trochę prześpię , okey ?
-Śpij śpij , jak coś to cię obudzę.
Matt dał mi buziaka w policzek i po chwili spał jak zabity.
********** kilka godzin później**********
Zaraz samolot będzie lądować , muszę Matt'a obudzić...
-Matt , wstawaj zaraz lądujemy.
-Coo ? ?Już? Tak szybko ?
-Jakie szybko... lecieliśmy coś z 10h.
-Woow...
Po 20 minutach już wychodziliśmy z lotniska , Matt zamówił taksówkę . Zaraz jedziemy do ich domu. Jejku jak ja się boję...Po paru minutach czekała na nas taksówka.
***perspektywa Ashley'a***
Siedziałem w salonie z Elizabeth , nudziło nam się niemiłosiernie , aż w końcu wpadłem na pomysł.
-Lizz , nudzi ci się?
-I too jak ...
-A co powiesz na szybki numerek.. ? Ja + ty + nasza sypialnia ?
Elizabeth zrobiła śmieszne oczka i patrzyła się na mnie dziwnie...
-No więc?-zapytałem
Zamiast usłyszeć od niej odpowiedź , wstała z sofy i pociągnęła mnie na górę.
-Nie tak ostro..Rękę mi urwiesz
-Ash , cichoooo
Po chwili byliśmy w naszej sypialni. Chciałem szybki numerek i zajęło nam pół godziny. Następnym razem powiem , że chce dłużej.
-I co po nudach ?
-Pewnie, kiedy powtórka?-zapytałem
-Wieczorem.
Zeszliśmy na dół i usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Podbiegłem i otworzyłem , zamarłem jak tylko zobaczyłem kto za nimi stoi.
-Cześć , Ash...
Nie miałem pojęcia czy wpuścić ich , czy zamknąć drzwi pod nosem... Podleciała do mnie Elizabeth , jak tylko ich zobaczyła tak samo jak ja zamarła.
-Co wy tu robicie?-warknęła
-Lizz... Ja chciałam was przeprosić , ja nie wiedziałam , że może coś takiego się stać.
Sophie podeszła do Elizabeth i mocno przytuliła. Lizz tego nie odwzajemniła. Ona nie wiedziała co ma na ten temat powiedzieć.
-Elizabeth , błagam wybacz mi ...
Ja już do Sophie nie będę miał zaufania , to co zrobiła przerosło moje oczekiwania.
-Sophie , ja nie wiem... Nie wiem co mam o tym myśleć...
Po chwili przy nas zjawiła się reszta , CC , Jake , Jinxx i Andy z Evelin. Stali bez słowa. To musiało być dziwne przeżycie...
-Wejdźcie.-powiedziałem
Nie chętnie weszli z bagażami , ja teraz muszę mieć Elizabeth na oku. Nie chcę żeby coś oni jej zrobili. Za bardzo się już nacierpiałem.
† † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † †
sobota, 6 lipca 2013
Blog
Razem z kumpelą założyłyśmy bloga o Black Veil Brides ;D
http://cassieicarlylifestory.blogspot.com/
_________________________________________________
Rozdział na tym blogu pojawi się w poniedziałek ; D
http://cassieicarlylifestory.blogspot.com/
_________________________________________________
Rozdział na tym blogu pojawi się w poniedziałek ; D
środa, 3 lipca 2013
† Rozdział 34
***perspektywa Evelin***
Ugh... W nocy za nic nie mogłam spać. Wyplątałam się z objęć Andy'ego , który spał jak mała laleczka i zeszłam na dół. Poszłam do kuchni , zrobiłam sobie kakao w kubku i usiadłam przy stole.Spojrzałam na zegarek... Była 3 w nocy. Siedziałam po ciemku. Jakoś tak lubię.
-Co to?
Szepnęłam sama do siebie. Usłyszałam jakieś kroki. Serce zaczęło mi walić jak powalone. Ktoś wszedł do kuchni , zapalił światło.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!
-Aaaaa!.
Kurwa to Ashley, piszczał jak cnotka nie wydymka i zemdlał , sama zaczęłam piszczeć.Podbiegłam do niego i zaczęłam klepać go po policzku. Po schodach biegł Andy z napompowanym bananem i wąsami. Usłyszałam też jego szept.
-Panie bananie , osłaniaj mnie...
Parsknęłam cichym śmiechem... Mój Andy ma stracha. Zaczęłam dalej klepać Ashley'a w policzek. Otworzył oczy , spojrzał na mnie i zaczął znowu piszczeć. Do kuchni wparował Andy wymachując bananem.
-Yeti ?!-wydarł się Ashley w moją stronę
Andy stał z otwartymi ustami i się patrzył na nas. Słyszałam jak ktoś jeszcze schodzi po schodach. To był Jake.
-Co się tu...? Ashley? Dlaczego ty leżysz na podłodze?
Jego mina bezcenna... Wielkie oczy , prawie wychodzące z orbit i otwarte usta.
-Ashley ... O co ci chodzi z tym Yeti?-zapytałam
-Spójrz w lustro to zobaczysz...
Ash dostał ode mnie z liścia , Andy z Jake'em się przyglądali...
-Ev , za co to ?!
-Wiesz za co..
Wszyscy patrzyli na mnie z wielkimi paczadłami.
-No co ?!-warknęłam
Andy podał mi moje podręczne lusterko , a to co w nim zobaczyłam... Zamurowało mnie. Rzuciłam tym lusterkiem w Andy'ego i pobiegłam do łazienki.
-Ja pierdole ... Jak ja wyglądam?! Poważnie jak Yeti.. Tylko nie potrzebnie zajebałam Ashley'owi z liścia. Chłopak szczery był.
Kurwa...Jak ja mogłam nie zmyć makijażu wczoraj ? Do tego jeszcze mój fryz... Szopa jak cholera. Szybko się ogarnę i pójdę przeprosić Ashley'a za uderzenie... No , ale jak nie wiedziałam , że ja tak wyglądam. Nic dziwnego , że się na mnie tak dziwnie patrzyli... Po 15 minutach wyszłam z łazienki. Poszłam do kuchni do chłopaków. Ashley siedział na krześle z lodem przy policzku. Podeszłam do niego , a on się odsunął.
-Ash , chciałam cię przeprosić...
-Mnie przeprosić? Pff... Przeproś mój policzek.
Ashley odsłonił swój policzek a tam moja wielka czerwona dłoń jak pomidor. Nie wiedziałam , ze aż tak będzie wyglądać.
-Upssss...
Tylko tyle zdołałam powiedzieć. Ashley dalej przykładał lód do policzka. Jestem ciekawa co powie Elizabeth. Tylko żeby nie doszło do kłótni , bo to wtedy będzie chyba jakaś masakra piłą mechaniczną. Każdy w kuchni siedział cicho , ciekawe kto pójdzie spać.
-Ja idę dalej spać...
Zaczęłam się śmiać.
-A tobie co?-zapytał Jake
-No bo właśnie myślałam , kto pójdzie...
Jake poszedł i znowu zapadła cisza... Boże co im? A mam to gdzieś , też nie będę się odzywać.
***perspektywa Elizabeth***
-Aaaa.!
Obudziłam się z lekkim krzykiem. Miałam okropny sen... Śniło mi się , że Andy razem z Ashley'em jechali do studia po coś. Za kierownicą był Andy. Przed sobą mieli prosty odcinek drogi z drzewami. Andy wcisnął pedał gazu w podłogę , stracił panowanie i uderzyli w drzewo. Ashley wyleciał przez przednią szybę i zginął na miejscu. Andy cudem przeżył. Nie umiałam mu tego wybaczyć. Przez niego zginął mój chłopak.
-Dobrze , że to tylko sen.-szepnęłam do siebie.
Spojrzałam na miejsce Ashley'a ... Nie było go tam... Szybko wstałam z łóżka i to był błąd... Zakręciło mi się w głowie i runęłam na podłogę , przy okazji uderzając głową o szafkę nocną.
-Auuu...
Tym razem wstałam powoli , ubrałam się i wyszłam z pokoju. Zeszłam po schodach i skierowałam się do kuchni. Była cisza , ale może jednak ktoś jest. Weszłam do kuchni i zauważyłam siedzącą Evelin , Ashley'a i Andy'ego.
-Eeee... A wy tu co?
-My ? Nic...
Zobaczyłam , że Ashley trzyma lód przy policzku. Szybko do niego podeszłam i złapałam za rękę.
-Co ci się stało?
Ash odsłonił policzek a tam wielka odbita czerwona dłoń.
-Kto! Ci ! To! Zrobił?
Zobaczyłam jak zerka na Evelin. Ona spojrzała na mnie i małymi oczkami , ja na nią ze złością.
-No co ? To był odruch , nazwał mnie Yeti...
Wzrok skierowałam znowu na Ashley'a.
-No ale ja nie chciałem. Miała rozmazany makijaż i wystraszyłem się jej. Przecież zemdlałem.
Ja tam już głupiałam. Usiadłam na kolanach Ashley'a. Zaczął kręcić moje włosy na swych palcach. Poprawił mi grzywkę i zauważył guza.
-Co się stało?
-Przed chwilą się wywaliłam i o szafkę uderzyłam...
-Oj kochanie kochanie... A właśnie...
Ashley odsłonił mój brzuch... Tam był wielki siniak...
-Co to jest?-zapytał...
***perspektywa Andy'ego***
Ashley odsłonił brzuch Elizabeth...
-Co to jest?-zapytał
Elizabeth spojrzała na Ashley'a a potem na brzuch.
-Ja... Nie wiem... Nie widziałam tego wcześniej i nawet mnie to nie boli....
W jej oczach pojawiły się łzy . Evelin spojrzała na mnie i wskazała , aby podejść do nich. Cała nasza trójka była do siebie przytulona.
-Która godzina?-zapytała Elizabeth
-Jest 6 rano.
Postanowiłem zabrać Evelin jeszcze do sypialni
-Ev... Idziesz do sypialni?
-Mogę iść...
Zabrałem Ev i poszliśmy na górę. W sypialni zacząłem całować Ev po szyi , delikatnie rzucając ją na łóżko. Nie opierała się w ogóle. Zdjąłem z niej koszulkę.. Moje usta błądziły po jej chudziutkim brzuchu , szukając ust.
-Chcesz tego?-szepnąłem
-Taak...
Zacząłem ją całować po szyi , powoli się rozbierając..Nasze wszystkie ubrania znalazły się na podłodze. Co było dalej... Chyba nie muszę mówić...
† † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † †
Udało mi się wymęczyć ten rozdział... ; ))
Pytajcie ;D : http://ask.fm/Lizzkus
Ugh... W nocy za nic nie mogłam spać. Wyplątałam się z objęć Andy'ego , który spał jak mała laleczka i zeszłam na dół. Poszłam do kuchni , zrobiłam sobie kakao w kubku i usiadłam przy stole.Spojrzałam na zegarek... Była 3 w nocy. Siedziałam po ciemku. Jakoś tak lubię.
-Co to?
Szepnęłam sama do siebie. Usłyszałam jakieś kroki. Serce zaczęło mi walić jak powalone. Ktoś wszedł do kuchni , zapalił światło.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!
-Aaaaa!.
Kurwa to Ashley, piszczał jak cnotka nie wydymka i zemdlał , sama zaczęłam piszczeć.Podbiegłam do niego i zaczęłam klepać go po policzku. Po schodach biegł Andy z napompowanym bananem i wąsami. Usłyszałam też jego szept.
-Panie bananie , osłaniaj mnie...
Parsknęłam cichym śmiechem... Mój Andy ma stracha. Zaczęłam dalej klepać Ashley'a w policzek. Otworzył oczy , spojrzał na mnie i zaczął znowu piszczeć. Do kuchni wparował Andy wymachując bananem.
-Yeti ?!-wydarł się Ashley w moją stronę
Andy stał z otwartymi ustami i się patrzył na nas. Słyszałam jak ktoś jeszcze schodzi po schodach. To był Jake.
-Co się tu...? Ashley? Dlaczego ty leżysz na podłodze?
Jego mina bezcenna... Wielkie oczy , prawie wychodzące z orbit i otwarte usta.
-Ashley ... O co ci chodzi z tym Yeti?-zapytałam
-Spójrz w lustro to zobaczysz...
Ash dostał ode mnie z liścia , Andy z Jake'em się przyglądali...
-Ev , za co to ?!
-Wiesz za co..
Wszyscy patrzyli na mnie z wielkimi paczadłami.
-No co ?!-warknęłam
Andy podał mi moje podręczne lusterko , a to co w nim zobaczyłam... Zamurowało mnie. Rzuciłam tym lusterkiem w Andy'ego i pobiegłam do łazienki.
-Ja pierdole ... Jak ja wyglądam?! Poważnie jak Yeti.. Tylko nie potrzebnie zajebałam Ashley'owi z liścia. Chłopak szczery był.
Kurwa...Jak ja mogłam nie zmyć makijażu wczoraj ? Do tego jeszcze mój fryz... Szopa jak cholera. Szybko się ogarnę i pójdę przeprosić Ashley'a za uderzenie... No , ale jak nie wiedziałam , że ja tak wyglądam. Nic dziwnego , że się na mnie tak dziwnie patrzyli... Po 15 minutach wyszłam z łazienki. Poszłam do kuchni do chłopaków. Ashley siedział na krześle z lodem przy policzku. Podeszłam do niego , a on się odsunął.
-Ash , chciałam cię przeprosić...
-Mnie przeprosić? Pff... Przeproś mój policzek.
Ashley odsłonił swój policzek a tam moja wielka czerwona dłoń jak pomidor. Nie wiedziałam , ze aż tak będzie wyglądać.
-Upssss...
Tylko tyle zdołałam powiedzieć. Ashley dalej przykładał lód do policzka. Jestem ciekawa co powie Elizabeth. Tylko żeby nie doszło do kłótni , bo to wtedy będzie chyba jakaś masakra piłą mechaniczną. Każdy w kuchni siedział cicho , ciekawe kto pójdzie spać.
-Ja idę dalej spać...
Zaczęłam się śmiać.
-A tobie co?-zapytał Jake
-No bo właśnie myślałam , kto pójdzie...
Jake poszedł i znowu zapadła cisza... Boże co im? A mam to gdzieś , też nie będę się odzywać.
***perspektywa Elizabeth***
-Aaaa.!
Obudziłam się z lekkim krzykiem. Miałam okropny sen... Śniło mi się , że Andy razem z Ashley'em jechali do studia po coś. Za kierownicą był Andy. Przed sobą mieli prosty odcinek drogi z drzewami. Andy wcisnął pedał gazu w podłogę , stracił panowanie i uderzyli w drzewo. Ashley wyleciał przez przednią szybę i zginął na miejscu. Andy cudem przeżył. Nie umiałam mu tego wybaczyć. Przez niego zginął mój chłopak.
-Dobrze , że to tylko sen.-szepnęłam do siebie.
Spojrzałam na miejsce Ashley'a ... Nie było go tam... Szybko wstałam z łóżka i to był błąd... Zakręciło mi się w głowie i runęłam na podłogę , przy okazji uderzając głową o szafkę nocną.
-Auuu...
Tym razem wstałam powoli , ubrałam się i wyszłam z pokoju. Zeszłam po schodach i skierowałam się do kuchni. Była cisza , ale może jednak ktoś jest. Weszłam do kuchni i zauważyłam siedzącą Evelin , Ashley'a i Andy'ego.
-Eeee... A wy tu co?
-My ? Nic...
Zobaczyłam , że Ashley trzyma lód przy policzku. Szybko do niego podeszłam i złapałam za rękę.
-Co ci się stało?
Ash odsłonił policzek a tam wielka odbita czerwona dłoń.
-Kto! Ci ! To! Zrobił?
Zobaczyłam jak zerka na Evelin. Ona spojrzała na mnie i małymi oczkami , ja na nią ze złością.
-No co ? To był odruch , nazwał mnie Yeti...
Wzrok skierowałam znowu na Ashley'a.
-No ale ja nie chciałem. Miała rozmazany makijaż i wystraszyłem się jej. Przecież zemdlałem.
Ja tam już głupiałam. Usiadłam na kolanach Ashley'a. Zaczął kręcić moje włosy na swych palcach. Poprawił mi grzywkę i zauważył guza.
-Co się stało?
-Przed chwilą się wywaliłam i o szafkę uderzyłam...
-Oj kochanie kochanie... A właśnie...
Ashley odsłonił mój brzuch... Tam był wielki siniak...
-Co to jest?-zapytał...
***perspektywa Andy'ego***
Ashley odsłonił brzuch Elizabeth...
-Co to jest?-zapytał
Elizabeth spojrzała na Ashley'a a potem na brzuch.
-Ja... Nie wiem... Nie widziałam tego wcześniej i nawet mnie to nie boli....
W jej oczach pojawiły się łzy . Evelin spojrzała na mnie i wskazała , aby podejść do nich. Cała nasza trójka była do siebie przytulona.
-Która godzina?-zapytała Elizabeth
-Jest 6 rano.
Postanowiłem zabrać Evelin jeszcze do sypialni
-Ev... Idziesz do sypialni?
-Mogę iść...
Zabrałem Ev i poszliśmy na górę. W sypialni zacząłem całować Ev po szyi , delikatnie rzucając ją na łóżko. Nie opierała się w ogóle. Zdjąłem z niej koszulkę.. Moje usta błądziły po jej chudziutkim brzuchu , szukając ust.
-Chcesz tego?-szepnąłem
-Taak...
Zacząłem ją całować po szyi , powoli się rozbierając..Nasze wszystkie ubrania znalazły się na podłodze. Co było dalej... Chyba nie muszę mówić...
† † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † †
Udało mi się wymęczyć ten rozdział... ; ))
Pytajcie ;D : http://ask.fm/Lizzkus
niedziela, 30 czerwca 2013
† Rozdział 33
***perspektywa Andy'ego***
Siedzieliśmy prawie wszyscy w salonie. Brakowało CC'ego , znowu gdzieś się zabunkrował. Evelin stała i czekała na odpowiedni moment.
-Niech ktoś po niego pójdzie...
-Ja pójdę...
Jinxx po niego pobiegł , Ev chodziła podenerwowana , a ja dalej nie wiedziałem o co chodzi.
-Ev , co było?
-Andy , zaraz powiem , tylko musimy być wszyscy.
Po chwili już był CC , każdy z nas siedział cicho.
-No więc?-zapytaliśmy chórkiem.
Evelin wzięła jeden głęboki wdech i zaczęła mówić.
-Elizabeth , prawie została zgwałcona przez lekarza...
Że co?! Każdy z nas się zdziwił... Jake udławił się jabłkiem , CC się zachłysnął colą , a ja z Jinxx'em zrobiliśmy karpia.
-Że co ty powiedziałaś?-zapytał zdziwiony Jinxx
-To co usłyszałeś...
Siedzieliśmy cicho nie wiedząc co robić... Nikt z nas się nie odzywał , tylko zerkaliśmy na siebie.
-Jak Lizz uniknęła tego gwałtu?
-Skopała lekarza , wyrwała wszystkie kroplówki i wybiegła z sali. Jeszcze przed tym lekarz z dziwną miną kazał nam opuścić salę.
Gdyby on to zrobił mojej Evelin to chyba bym go zabił... Kurwa wsadził bym mu wibrator w dupe i od wibracji by zawału dostał....
-Ej a Sophie wie?-zapytał Jake
-Nie , ale pójdę jej napisać.-odpowiedziałem
Wstałem z sofy i poszedłem do pokoju wysłać Sophie e-mail... Wziąłem laptopa na łóżko i zacząłem pisać.
Cześć Sophie... Jesteś po prostu zajebista ... Nie myśl że to zjeba czy coś.. Tylko powiem ci , ze przez ciebie Ashley prawie stracił dziewczynę.Zaraz po twoim wyjeździe wzięła nóż z kuchni i pobiegła do pokoju... I zgadnij co zrobiła! Podcięła sobie gardło. Ma szczęście, że lekko i żyje... Ale jest jeszcze jeden problem... Teraz składa zeznania na policji... Prawie została zgwałcona przez lekarza. Miała leżeć jeszcze 2 tygodnie w szpitalu , ale po tej całej akcji Ashley ją zabrał. Tak więc przemyśl to wszystko i jak chcesz to wróć do Elizabeth , bo w wariatkowie wyląduje , a Ashley wtedy tego nie przeżyje. A jak nie to trudno... Będzie kiepsko. Cześć.
-No i wyślij...
E-mail już wysłałem i zgasiłem laptopa. Zszedłem na dół do reszty. Oni dalej siedzieli tak jak wcześniej, żadne z nich się nie ruszyło.
-I co?
-Wysłałem jej ...
Dosiadłem się do nich i siedzieliśmy dalej w ciszy , myśląc jak to będzie.
***perspektywa Sophie***
Ah ten kochany Londyn. Kochałam tu być , a szczególnie teraz... Willa , basen , leżak laptop i ja.. Matt pływa w basenie, a ja leżałam na leżaku , grzebiąc w laptopie.
-Wskakuj do basenu!-krzyknął Matt
Właśnie miałam odłożyć laptopa na bok , ale dostałam jakąś wiadomość...
-O boże ! to Andy!
-Co się stało?
Zaczęłam na głos czytać wiadomość od niego.
Cześć Sophie... Jesteś po prostu zajebista ... Nie myśl że to zjeba czy coś.. Tylko powiem ci , ze przez ciebie Ashley prawie stracił dziewczynę.Zaraz po twoim wyjeździe wzięła nóż z kuchni i pobiegła do pokoju... I zgadnij co zrobiła! Podcięła sobie gardło. Ma szczęście, że lekko i żyje... Ale jest jeszcze jeden problem... Teraz składa zeznania na policji... Prawie została zgwałcona przez lekarza. Miała leżeć jeszcze 2 tygodnie w szpitalu , ale po tej całej akcji Ashley ją zabrał. Tak więc przemyśl to wszystko i jak chcesz to wróć do Elizabeth , bo w wariatkowie wyląduje , a Ashley wtedy tego nie przeżyje. A jak nie to trudno... Będzie kiepsko. Cześć.
W moich oczach pojawiły się łzy... Co ja teraz narobiłam? Jak wrócę to Ashley chyba mnie zamorduje za to... Matt słysząc te wiadomość podszedł do mnie i mocno przytulił.
-Wróć do niej.-szepnął
-Ale...
-Żadne ale.. Wrócimy razem , nie puszczę cię tam samej...
-To co robimy?
-Idziemy się pakować i rano samolot.
Matt odszedł ode mnie , a ja z nerwów , w ogóle ze wszystkiego wjebałam laptopa do basenu . Wstałam z leżaka i poszłam się pakować, był już wieczór....
** w tym samym czasie u Elizabeth i Ashley'a**
***perspektywa Ashley'a***
Szybko dojechaliśmy na policję. Wziąłem Lizz na ręce i pobiegłem...
-Słucham państwa.
-Uciekłam ze szpitala , lekarz chciał mnie zgwałcić... Chciałam to zgłosić...
-Emm... Zapraszam do gabinetu tam porozmawiamy na spokojnie.
Szliśmy do gabinetu szybkim krokiem.Weszliśmy do środka.
-Proszę usiąść.
Usiedliśmy przed nim przy biurku.
-To zaczynamy. Kiedy to się wydarzyło?
-Parę godzin temu w szpitalu. Miałam mieć badania i mój chłopak z kuzynką musiał opuścić salę. Wtedy zaczął się do mnie dobierać...
-Rozumiem. Jak zdołałaś uciec?
Facet zadawał mojej kochanej Lizz pytania , a ja potwierdzałem jej zeznania.
-Najpierw go skopałam , wyrwałam kroplówki , które były podłączone do mnie i wybiegłam na korytarz...
Trwało to już długo, czułem się jak na jakimś wywiadzie. Minęło już 2 godziny , widać było , że Elizabeth jest wykończona. Na siedząco już prawie zasypiała.
-To na dzisiaj koniec. Ten doktorek zostanie wezwany do nas na przesłuchanie. Skontaktujemy się z państwem.
-Dziękujemy , do widzenia.
Wziąłem Lizz na ręce i szedłem w stronę samochodu. Elizabeth zasypiała mi na rękach. W samochodzie zasnęła, Nie chciałem jej budzić więc nawet nie włączałem muzyki. Po 10 minutach wjechałem na posesję. Nie budząc jej , zabrałem do środka. Okazało się , że wszyscy byli w salonie. Widząc mnie wstali i patrzyli pytającym wzrokiem.
-Jutro o tym pogadamy . Jestem zmęczony.
Kiwnęli głowami na tak. Zaniosłem Lizz do pokoju , położyłem na łóżku i zdjąłem z niej ubranie. Na jej brzuchu zauważyłem dużego siniaka.
-Co to kurwa jest ?!...
† † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † †
Ugh , notka miała być wcześniej , ale wena przepadła... ; // nie wiem kiedy będzie następna notka. Może polecicie mi jakąś piosenkę do pisania rozdziałów? ;DD
Czekam na komentarze ;)
Dziękuję za te nieco ponad 3 tysiaczki wyświetleń ;*
Siedzieliśmy prawie wszyscy w salonie. Brakowało CC'ego , znowu gdzieś się zabunkrował. Evelin stała i czekała na odpowiedni moment.
-Niech ktoś po niego pójdzie...
-Ja pójdę...
Jinxx po niego pobiegł , Ev chodziła podenerwowana , a ja dalej nie wiedziałem o co chodzi.
-Ev , co było?
-Andy , zaraz powiem , tylko musimy być wszyscy.
Po chwili już był CC , każdy z nas siedział cicho.
-No więc?-zapytaliśmy chórkiem.
Evelin wzięła jeden głęboki wdech i zaczęła mówić.
-Elizabeth , prawie została zgwałcona przez lekarza...
Że co?! Każdy z nas się zdziwił... Jake udławił się jabłkiem , CC się zachłysnął colą , a ja z Jinxx'em zrobiliśmy karpia.
-Że co ty powiedziałaś?-zapytał zdziwiony Jinxx
-To co usłyszałeś...
Siedzieliśmy cicho nie wiedząc co robić... Nikt z nas się nie odzywał , tylko zerkaliśmy na siebie.
-Jak Lizz uniknęła tego gwałtu?
-Skopała lekarza , wyrwała wszystkie kroplówki i wybiegła z sali. Jeszcze przed tym lekarz z dziwną miną kazał nam opuścić salę.
Gdyby on to zrobił mojej Evelin to chyba bym go zabił... Kurwa wsadził bym mu wibrator w dupe i od wibracji by zawału dostał....
-Ej a Sophie wie?-zapytał Jake
-Nie , ale pójdę jej napisać.-odpowiedziałem
Wstałem z sofy i poszedłem do pokoju wysłać Sophie e-mail... Wziąłem laptopa na łóżko i zacząłem pisać.
Cześć Sophie... Jesteś po prostu zajebista ... Nie myśl że to zjeba czy coś.. Tylko powiem ci , ze przez ciebie Ashley prawie stracił dziewczynę.Zaraz po twoim wyjeździe wzięła nóż z kuchni i pobiegła do pokoju... I zgadnij co zrobiła! Podcięła sobie gardło. Ma szczęście, że lekko i żyje... Ale jest jeszcze jeden problem... Teraz składa zeznania na policji... Prawie została zgwałcona przez lekarza. Miała leżeć jeszcze 2 tygodnie w szpitalu , ale po tej całej akcji Ashley ją zabrał. Tak więc przemyśl to wszystko i jak chcesz to wróć do Elizabeth , bo w wariatkowie wyląduje , a Ashley wtedy tego nie przeżyje. A jak nie to trudno... Będzie kiepsko. Cześć.
-No i wyślij...
E-mail już wysłałem i zgasiłem laptopa. Zszedłem na dół do reszty. Oni dalej siedzieli tak jak wcześniej, żadne z nich się nie ruszyło.
-I co?
-Wysłałem jej ...
Dosiadłem się do nich i siedzieliśmy dalej w ciszy , myśląc jak to będzie.
***perspektywa Sophie***
Ah ten kochany Londyn. Kochałam tu być , a szczególnie teraz... Willa , basen , leżak laptop i ja.. Matt pływa w basenie, a ja leżałam na leżaku , grzebiąc w laptopie.
-Wskakuj do basenu!-krzyknął Matt
Właśnie miałam odłożyć laptopa na bok , ale dostałam jakąś wiadomość...
-O boże ! to Andy!
-Co się stało?
Zaczęłam na głos czytać wiadomość od niego.
Cześć Sophie... Jesteś po prostu zajebista ... Nie myśl że to zjeba czy coś.. Tylko powiem ci , ze przez ciebie Ashley prawie stracił dziewczynę.Zaraz po twoim wyjeździe wzięła nóż z kuchni i pobiegła do pokoju... I zgadnij co zrobiła! Podcięła sobie gardło. Ma szczęście, że lekko i żyje... Ale jest jeszcze jeden problem... Teraz składa zeznania na policji... Prawie została zgwałcona przez lekarza. Miała leżeć jeszcze 2 tygodnie w szpitalu , ale po tej całej akcji Ashley ją zabrał. Tak więc przemyśl to wszystko i jak chcesz to wróć do Elizabeth , bo w wariatkowie wyląduje , a Ashley wtedy tego nie przeżyje. A jak nie to trudno... Będzie kiepsko. Cześć.
W moich oczach pojawiły się łzy... Co ja teraz narobiłam? Jak wrócę to Ashley chyba mnie zamorduje za to... Matt słysząc te wiadomość podszedł do mnie i mocno przytulił.
-Wróć do niej.-szepnął
-Ale...
-Żadne ale.. Wrócimy razem , nie puszczę cię tam samej...
-To co robimy?
-Idziemy się pakować i rano samolot.
Matt odszedł ode mnie , a ja z nerwów , w ogóle ze wszystkiego wjebałam laptopa do basenu . Wstałam z leżaka i poszłam się pakować, był już wieczór....
** w tym samym czasie u Elizabeth i Ashley'a**
***perspektywa Ashley'a***
Szybko dojechaliśmy na policję. Wziąłem Lizz na ręce i pobiegłem...
-Słucham państwa.
-Uciekłam ze szpitala , lekarz chciał mnie zgwałcić... Chciałam to zgłosić...
-Emm... Zapraszam do gabinetu tam porozmawiamy na spokojnie.
Szliśmy do gabinetu szybkim krokiem.Weszliśmy do środka.
-Proszę usiąść.
Usiedliśmy przed nim przy biurku.
-To zaczynamy. Kiedy to się wydarzyło?
-Parę godzin temu w szpitalu. Miałam mieć badania i mój chłopak z kuzynką musiał opuścić salę. Wtedy zaczął się do mnie dobierać...
-Rozumiem. Jak zdołałaś uciec?
Facet zadawał mojej kochanej Lizz pytania , a ja potwierdzałem jej zeznania.
-Najpierw go skopałam , wyrwałam kroplówki , które były podłączone do mnie i wybiegłam na korytarz...
Trwało to już długo, czułem się jak na jakimś wywiadzie. Minęło już 2 godziny , widać było , że Elizabeth jest wykończona. Na siedząco już prawie zasypiała.
-To na dzisiaj koniec. Ten doktorek zostanie wezwany do nas na przesłuchanie. Skontaktujemy się z państwem.
-Dziękujemy , do widzenia.
Wziąłem Lizz na ręce i szedłem w stronę samochodu. Elizabeth zasypiała mi na rękach. W samochodzie zasnęła, Nie chciałem jej budzić więc nawet nie włączałem muzyki. Po 10 minutach wjechałem na posesję. Nie budząc jej , zabrałem do środka. Okazało się , że wszyscy byli w salonie. Widząc mnie wstali i patrzyli pytającym wzrokiem.
-Jutro o tym pogadamy . Jestem zmęczony.
Kiwnęli głowami na tak. Zaniosłem Lizz do pokoju , położyłem na łóżku i zdjąłem z niej ubranie. Na jej brzuchu zauważyłem dużego siniaka.
-Co to kurwa jest ?!...
† † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † †
Ugh , notka miała być wcześniej , ale wena przepadła... ; // nie wiem kiedy będzie następna notka. Może polecicie mi jakąś piosenkę do pisania rozdziałów? ;DD
Czekam na komentarze ;)
Dziękuję za te nieco ponad 3 tysiaczki wyświetleń ;*
środa, 26 czerwca 2013
† Rozdział 32
***perspektywa Evelin***
Obudziłam się z bólem głowy. Musiałam wziąć jakąś tabletkę , bo normalnie nie wytrzymam... Ugh , Andy'ego nie ma.. Godzie go wywiało... Aaa , na odpowiedź długo nie musiałam czekać.
-Zrobiłem ci śniadanie , skarbie...
- Ulala , dziękuję.
Andy uśmiechnął się i podał mi tacę z kanapkami i colą.
-Andy... Mógłbyś przynieść mi tabletkę na głowę ? Strasznie mnie boli.
-Ha! Kac męczy co?
-Taa....
Boże , to ile ja wypiłam , nawet nie pamiętam co dokładnie robiłam. Dzisiaj z miłą chęcią nie ruszyła bym się z tego łóżka. Ale do Elizabeth chcę jechać Chcę oderwać się od deviantów , ale zawsze któryś z nich będzie ze mną. Ugh..
-Kurwa ! ! -usłyszałam krzyk Jinxx'a
Zaczęłam się śmiać.. Czyżby pan Jinxx'uś znowu był wkurwiony na kogoś lub na coś? Usłyszałam głośny śmiech Jake'a. Do pokoju wbiegł Andy z tabletką.
-Co się tam dzieje?
-Jake znalazł pistolety na wodę i teraz z Ashley'em strzelają w Jinxx'a.
-Ja nie wychodzę z pokoju...
Nie chcę być morka. Dobrze , że Ashley już jest weselszy.
-To ja też.
-I co robimy? Może jednak się jakoś wymkniemy z pokoju i pójdziemy do salonu.?
-Możemy iść.
Andy szedł pierwszy ciągnąc mnie za rękę. Szliśmy powoli po schodach, nikogo nigdzie nie było.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
Andy odwrócił się w moją stronę i zamarł. Byłam cała mokra, po włosach spływała woda. Całe ubranie było mokre. Spojrzałam w górę. Stał tam Jake z pustym wiaderkiem.
-Jake !!!!!!!!!!!-wydarłam się
Ten tylko wyszczerzył zęby i uciekł.
-Niech ja go tylko dorwę.
-Zostaw go , ja idę się przebrać ... Mokro mi , a ty możesz wytrzeć podłogę.
Ha Andy popatrzył się na mnie jak na idiotkę. Zaczęłam się śmiać z jego miny.
-Nie patrz się tak na mnie , nic ci nie zaszkodzi jak wytrzesz podłogę.
Popatrzył smutnymi paczadłami , spuścił głowę i poszedł po mopa. Ja wbiegłam po schodach na górę jak najszybciej się przebrać. Weszłam do pokoju , a tam siedział Jake i coś majstrował przy naszym łóżku.
-Co...ty....tam...robisz?!
-Do mnie mówisz?
-Nie , do tego pluszaka co masz obok siebie.
-A właśnie tak myślałem.
Jake zaczął się śmiał , a ja stałam w drzwiach z pokerface...co on tam robi w dodatku przy mnie?
-Jake co ty kurwa robisz?
I wtedy przyszedł Andy.
-Evelin , wytarłem podł... Jake ! Ty mendo pospolita ! !
Andy podszedł do Jake'a , który natychmiast wstał z podłogi i się odsunął. Andy spojrzał na łóżko potem na kumpla.
-Co się tu dzieje?-zapytał Ash , cały mokry
-Jake coś robił przy naszym łóżku...
-Najlepiej na mnie zwalić.-burknął
-Sorry stary , ale cię przyłapałam.
-Jake , co tam robiłeć?-warknął Andy
Jake wystraszył się trochę i podniósł naszą kołdrę. Okazało się , że poukładał jak najwięcej balonów z wodą na łóżku, tak byśmy się nie skapnęli.
-Fuck...
Cała nasza trójka patrzyła się dziwnie na niego...
-Jest po południu już , kto jedzie ze mną do szpitala?
-Ja pojadę.
-Okey.
-Ja zostanę z chłopakami , przypilnuje naszego pokoju.
Poleciałam do łazienki szybko się ogarnąć. Zajęło mi to 15 minut. Pożegnałam się z Andy'm i pobiegłam na dół , gdzie czekał na mnie Ashley.
-To ruszamy.
Poszłam za nim do samochodu i pojechaliśmy do Elizabeth.
***perspektywa Ashley'a***
Na początku jechaliśmy w grobowej ciszy. Było mi jakoś tak dziwnie jechać samemu z Evelin.
-Czemu się nic nie odzywasz?
-A nie wiem , zamyśliłam się.
-Mhm , to myśl dalej , nie będę przeszkadzać.
Dalsza droga też minęła w ciszy . Po paru minutach byliśmy w szpitalu. Byliśmy już w środku, mijaliśmy sklepik.
-Kurwa... Ash , ty idź ja zaraz będę tylko coś kupię.
-Okey.
Evelin została przy sklepiku a ja podążałem w stronę sali Lizz. Kilka kroków i byłem na miejscu.
-Ashley.!
-Hey , kochanie!
-Gdzie Evelin?
-Zaraz przyjdzie , została.....
-Już jestem , Lizz mam dla ciebie tę czekoladę.
-Huehuehue , nareszcie , bo już mnie roznosiło.
Od kiedy Elizabeth tak do słodkiego ciągnie?Czyżby ? Nie , to nie może tak być. Wpatrywałem się raz na Elizabeth raz na Evelin. Zobaczyły to i moją dziwną minę.
-Ash , ja po prostu dawno nie jadłam czekolady.. I tak nie powinnam teraz jeśc słodkiego, bo nie mogę, ale mam wyjebane na to.
Ah , ona zawsze taka będzie. Niczego chyba się nie boi, olewa niektóre rzeczy np. takie jak te...Tylko żeby lekarz nie przyszedł.Usiadłem przy łóżku , Elizabeth już siedziała na łóżku oparta o swoją poduszkę.
-Jeju ... Lizz nie jedz już tej czekolady.
-Ash , ale...
-Lepiej już zostaw , bo przyjdzie lekarz i będzie przejebane.Lizz schowała czekoladę do szafki i akurat w tym momencie na salę wzedł lekarz.
-Mogą państwo opuścic na chwilę salę?
-Em , tak oczywiście. Lizz zaraz wrócimy.
Razem z Evelin wyszliśmy z sali i poszliśmy dalej usiąśc.
***perspektywa Elizabeth***
Ashley z Evelin wyszli , a lekarz z dziwnym uśmieszkiem na mnie patrzył. Podszedł do mnie i złapał za bioro ?!
-Mamy chwilę , możemy się zabawic.
Nie wiedziałam co mam robic swoją dłonią zatkał mi usta i nie mogłam wydac żadnego pisku. Jedną ręką obmacywał moje ciało , z moich oczu płynęły łzy. Nic nie mogłam zrobic.
-Nie płacz , tylko chwilę się zabawimy . Ja normalnie wyjdę , a ty niekomu nie piśniesz słówka jeśli chcesz życ.
Jego palec jaiimś cudem dostał się do mioich ust. Ugryzłam wkurwysyna.
-Ty kurwo.
Dodałam do tego jeszcze kopa. Oderwałam wszystkie kroplówki zeszłam z łóżka i chciałam uciekac, ale on złapał mnie za nogę i się wywaliłam.
-Nie tak szybko szmato.
-Ja ci dam szmato...
Kopnęłam go drugi raz , równie mocno i wybiegłam z sali. Wszystko mnie bolało , ale chciałm jak najszybciej zwiac. Nigdzie nie było Ash'a. Przez łzy nie widziałam gdzie idę.
-Ashley.-szepnęłam
Szepnęłam , bo nie mogłam z siebie nic wydusic. Upadłam na kolana.
-Elizabeth!!!!!!-usłyszałam Ashley'a i Evelin.
Szybko do mnie podbiegli i pomogli wstac.
-Co ty tu robisz?
-Zabierzcie mnie stąd , zabierzcie mnie na policję.
Spojrzeli na mnie pytająco.
-Skurwiel chciał mnie zgwałcic.
Ashley zacisnął pięści ... Chciał tam iśc.
-Ash nie idź tam ... Tylko jedźmy na policję.
Ashley wziął mnie na ręce i poszliśmy do samochodu...Pielęgniarki kazały wrócic mi na salę , ale miałam to w dupie. Pojechaliśmy najpierw do domu , bym mogła się ubrac. Ashley wbiegł do domu ze mną na rękach.
-Elizabeth????-krzyknęli chłopcy
Ugh , byłam w ubraniu szpitalnym... Uśmiechnęłam się i pomachałam im. Evelin powiedziała chłopcom , że powie im później o co chodzi. W pokoju Evelin pomogła mi się ubrac. Po 10 minutach schodziliśmy po schodach.
-Ev zostań w domu jak chcesz.-powiedziałam
-Na pweno ?
-Tak , powiedz reszcie o co chodzi.
-Uważaj na siebie.-powiedziała
-Wiem.
Po paru minutach siedzieliśmy w samochodzie. Ashley cały czas był podenerwowany.
-Ash nie denerwuj się.
-Jak mam się nie denerwowac , skoro ten jebany cwel chciał ci coś zrobic.
-On dostanie za swoje.
-Mam nadzieję.
Jechaliśmy w ciszy , Ashley z nerwów się trząsł , a ja ze strachu. Myślałam nad tym jak powiem to wszystko na policji. Obym czegoś nie przegapiła. Ten chuj dostanie za swoje. Kurwa... tylko żeby mnie nie wzięli za idiotkę po tej próbie samobójczej...
† † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † †
Udało mi się ''coś'' nabazgrac ^^
Obudziłam się z bólem głowy. Musiałam wziąć jakąś tabletkę , bo normalnie nie wytrzymam... Ugh , Andy'ego nie ma.. Godzie go wywiało... Aaa , na odpowiedź długo nie musiałam czekać.
-Zrobiłem ci śniadanie , skarbie...
- Ulala , dziękuję.
Andy uśmiechnął się i podał mi tacę z kanapkami i colą.
-Andy... Mógłbyś przynieść mi tabletkę na głowę ? Strasznie mnie boli.
-Ha! Kac męczy co?
-Taa....
Boże , to ile ja wypiłam , nawet nie pamiętam co dokładnie robiłam. Dzisiaj z miłą chęcią nie ruszyła bym się z tego łóżka. Ale do Elizabeth chcę jechać Chcę oderwać się od deviantów , ale zawsze któryś z nich będzie ze mną. Ugh..
-Kurwa ! ! -usłyszałam krzyk Jinxx'a
Zaczęłam się śmiać.. Czyżby pan Jinxx'uś znowu był wkurwiony na kogoś lub na coś? Usłyszałam głośny śmiech Jake'a. Do pokoju wbiegł Andy z tabletką.
-Co się tam dzieje?
-Jake znalazł pistolety na wodę i teraz z Ashley'em strzelają w Jinxx'a.
-Ja nie wychodzę z pokoju...
Nie chcę być morka. Dobrze , że Ashley już jest weselszy.
-To ja też.
-I co robimy? Może jednak się jakoś wymkniemy z pokoju i pójdziemy do salonu.?
-Możemy iść.
Andy szedł pierwszy ciągnąc mnie za rękę. Szliśmy powoli po schodach, nikogo nigdzie nie było.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
Andy odwrócił się w moją stronę i zamarł. Byłam cała mokra, po włosach spływała woda. Całe ubranie było mokre. Spojrzałam w górę. Stał tam Jake z pustym wiaderkiem.
-Jake !!!!!!!!!!!-wydarłam się
Ten tylko wyszczerzył zęby i uciekł.
-Niech ja go tylko dorwę.
-Zostaw go , ja idę się przebrać ... Mokro mi , a ty możesz wytrzeć podłogę.
Ha Andy popatrzył się na mnie jak na idiotkę. Zaczęłam się śmiać z jego miny.
-Nie patrz się tak na mnie , nic ci nie zaszkodzi jak wytrzesz podłogę.
Popatrzył smutnymi paczadłami , spuścił głowę i poszedł po mopa. Ja wbiegłam po schodach na górę jak najszybciej się przebrać. Weszłam do pokoju , a tam siedział Jake i coś majstrował przy naszym łóżku.
-Co...ty....tam...robisz?!
-Do mnie mówisz?
-Nie , do tego pluszaka co masz obok siebie.
-A właśnie tak myślałem.
Jake zaczął się śmiał , a ja stałam w drzwiach z pokerface...co on tam robi w dodatku przy mnie?
-Jake co ty kurwa robisz?
I wtedy przyszedł Andy.
-Evelin , wytarłem podł... Jake ! Ty mendo pospolita ! !
Andy podszedł do Jake'a , który natychmiast wstał z podłogi i się odsunął. Andy spojrzał na łóżko potem na kumpla.
-Co się tu dzieje?-zapytał Ash , cały mokry
-Jake coś robił przy naszym łóżku...
-Najlepiej na mnie zwalić.-burknął
-Sorry stary , ale cię przyłapałam.
-Jake , co tam robiłeć?-warknął Andy
Jake wystraszył się trochę i podniósł naszą kołdrę. Okazało się , że poukładał jak najwięcej balonów z wodą na łóżku, tak byśmy się nie skapnęli.
-Fuck...
Cała nasza trójka patrzyła się dziwnie na niego...
-Jest po południu już , kto jedzie ze mną do szpitala?
-Ja pojadę.
-Okey.
-Ja zostanę z chłopakami , przypilnuje naszego pokoju.
Poleciałam do łazienki szybko się ogarnąć. Zajęło mi to 15 minut. Pożegnałam się z Andy'm i pobiegłam na dół , gdzie czekał na mnie Ashley.
-To ruszamy.
Poszłam za nim do samochodu i pojechaliśmy do Elizabeth.
***perspektywa Ashley'a***
Na początku jechaliśmy w grobowej ciszy. Było mi jakoś tak dziwnie jechać samemu z Evelin.
-Czemu się nic nie odzywasz?
-A nie wiem , zamyśliłam się.
-Mhm , to myśl dalej , nie będę przeszkadzać.
Dalsza droga też minęła w ciszy . Po paru minutach byliśmy w szpitalu. Byliśmy już w środku, mijaliśmy sklepik.
-Kurwa... Ash , ty idź ja zaraz będę tylko coś kupię.
-Okey.
Evelin została przy sklepiku a ja podążałem w stronę sali Lizz. Kilka kroków i byłem na miejscu.
-Ashley.!
-Hey , kochanie!
-Gdzie Evelin?
-Zaraz przyjdzie , została.....
-Już jestem , Lizz mam dla ciebie tę czekoladę.
-Huehuehue , nareszcie , bo już mnie roznosiło.
Od kiedy Elizabeth tak do słodkiego ciągnie?Czyżby ? Nie , to nie może tak być. Wpatrywałem się raz na Elizabeth raz na Evelin. Zobaczyły to i moją dziwną minę.
-Ash , ja po prostu dawno nie jadłam czekolady.. I tak nie powinnam teraz jeśc słodkiego, bo nie mogę, ale mam wyjebane na to.
Ah , ona zawsze taka będzie. Niczego chyba się nie boi, olewa niektóre rzeczy np. takie jak te...Tylko żeby lekarz nie przyszedł.Usiadłem przy łóżku , Elizabeth już siedziała na łóżku oparta o swoją poduszkę.
-Jeju ... Lizz nie jedz już tej czekolady.
-Ash , ale...
-Lepiej już zostaw , bo przyjdzie lekarz i będzie przejebane.Lizz schowała czekoladę do szafki i akurat w tym momencie na salę wzedł lekarz.
-Mogą państwo opuścic na chwilę salę?
-Em , tak oczywiście. Lizz zaraz wrócimy.
Razem z Evelin wyszliśmy z sali i poszliśmy dalej usiąśc.
***perspektywa Elizabeth***
Ashley z Evelin wyszli , a lekarz z dziwnym uśmieszkiem na mnie patrzył. Podszedł do mnie i złapał za bioro ?!
-Mamy chwilę , możemy się zabawic.
Nie wiedziałam co mam robic swoją dłonią zatkał mi usta i nie mogłam wydac żadnego pisku. Jedną ręką obmacywał moje ciało , z moich oczu płynęły łzy. Nic nie mogłam zrobic.
-Nie płacz , tylko chwilę się zabawimy . Ja normalnie wyjdę , a ty niekomu nie piśniesz słówka jeśli chcesz życ.
Jego palec jaiimś cudem dostał się do mioich ust. Ugryzłam wkurwysyna.
-Ty kurwo.
Dodałam do tego jeszcze kopa. Oderwałam wszystkie kroplówki zeszłam z łóżka i chciałam uciekac, ale on złapał mnie za nogę i się wywaliłam.
-Nie tak szybko szmato.
-Ja ci dam szmato...
Kopnęłam go drugi raz , równie mocno i wybiegłam z sali. Wszystko mnie bolało , ale chciałm jak najszybciej zwiac. Nigdzie nie było Ash'a. Przez łzy nie widziałam gdzie idę.
-Ashley.-szepnęłam
Szepnęłam , bo nie mogłam z siebie nic wydusic. Upadłam na kolana.
-Elizabeth!!!!!!-usłyszałam Ashley'a i Evelin.
Szybko do mnie podbiegli i pomogli wstac.
-Co ty tu robisz?
-Zabierzcie mnie stąd , zabierzcie mnie na policję.
Spojrzeli na mnie pytająco.
-Skurwiel chciał mnie zgwałcic.
Ashley zacisnął pięści ... Chciał tam iśc.
-Ash nie idź tam ... Tylko jedźmy na policję.
Ashley wziął mnie na ręce i poszliśmy do samochodu...Pielęgniarki kazały wrócic mi na salę , ale miałam to w dupie. Pojechaliśmy najpierw do domu , bym mogła się ubrac. Ashley wbiegł do domu ze mną na rękach.
-Elizabeth????-krzyknęli chłopcy
Ugh , byłam w ubraniu szpitalnym... Uśmiechnęłam się i pomachałam im. Evelin powiedziała chłopcom , że powie im później o co chodzi. W pokoju Evelin pomogła mi się ubrac. Po 10 minutach schodziliśmy po schodach.
-Ev zostań w domu jak chcesz.-powiedziałam
-Na pweno ?
-Tak , powiedz reszcie o co chodzi.
-Uważaj na siebie.-powiedziała
-Wiem.
Po paru minutach siedzieliśmy w samochodzie. Ashley cały czas był podenerwowany.
-Ash nie denerwuj się.
-Jak mam się nie denerwowac , skoro ten jebany cwel chciał ci coś zrobic.
-On dostanie za swoje.
-Mam nadzieję.
Jechaliśmy w ciszy , Ashley z nerwów się trząsł , a ja ze strachu. Myślałam nad tym jak powiem to wszystko na policji. Obym czegoś nie przegapiła. Ten chuj dostanie za swoje. Kurwa... tylko żeby mnie nie wzięli za idiotkę po tej próbie samobójczej...
† † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † † †
Udało mi się ''coś'' nabazgrac ^^
Subskrybuj:
Posty (Atom)